środa, 12 lutego 2014

Filmy które kocham - Część I


Z racji zakończonej sesji, nadmiaru wolnego czasu, oraz weny do pisania czegoś innego, rozpoczynam mini-cykl w którym przedstawię filmy które najmocniej podbiły moje serce. Postanowiłem, że podzielę to na części - na pewno łatwiej mi będzie napisać parę zdań o kilku filmach, niż od razu zabierać się za zanalizowanie 38 (dokładnie tyle ma u mnie na Filmweb ocenę 10/10). Zacznę od filmów które widziałem niedawno i stopniowo przejdę coraz dalej w przeszłość mojej historii ocen. Do dzieła!


Upstream Color (2013) 
To jeden z tych filmów, na które trafia się zupełnym przypadkiem i które nie zapowiadają się jakoś fantastycznie... po czym wstrząsają emocjonalnie i nie dają o sobie zapomnieć na długo. I właściwie przez większość czasu spędzonego przy tej produkcji zastanawiałem się "co to za badziew" i "o co tu chodzi", jednak ostatecznie obraz ten mnie wzruszył i przetrzepał psychicznie. Pełen symboliki i metafor film który nie wystarczy obejrzeć raz, a który albo się pokocha, albo znienawidzi. Na uwagę zasługuje również świetna muzyka ambientowa, oraz fakt, że skomponował ją ten sam człowiek który gra główną rolę, napisał scenariusz, wyreżyserował i wyprodukował całą produkcję. Ba, również odpowiada za niezależną jego dystrybucję... Podczas oglądania polecam też trochę myśleć i otworzyć na nietypowe przeżycia.


Gravity (2013)
Produkcja sci-fi która dostarcza niesamowitych doznań, szczególnie oglądana w IMAX. Dwie godziny na bezdechu - w przenośni i praktyce. Piękne zdjęcia, długie ujęcia (które uwielbiam!), fantastyczna gra aktorska Sandry Bullock i pełna zawrotnej akcji fabuła. Dzięki połączeniu tych wielu elementów otrzymujemy arcydzieło kina sci-fi, o którym na pewno będzie się mówić jeszcze przez wiele lat. Film otrzymał masę nominacji do Oscara i mam nadzieję, że zgarnie większość z nich - w pełni na to zasługuje.


Karigurashi no Arrietty (2010)
Czyli "Tajemniczy świat Arrietty", produkcja Studia Ghibli Hayao Miyazakiego, najbardziej uroczy film jaki widziałem w całym moim życiu. Historia miniaturowej dziewczynki zamieszkującej piwnicę pewnego domu jest piękna, ciepła i wzruszająca. Arrietty to chyba najsłodsza bohaterka w historii kina! Film jest świetnie zrealizowany i przemyślany, muzyka jest fantastyczna, a historia wzrusza i nie daje o sobie zapomnieć na bardzo długo. Coś pięknego!


Cloud Atlas (2012)
Najbardziej niedoceniony i niezrozumiany film ostatnich lat. To idealna produkcja która dostarczy nie tylko świetnej rozrywki osadzonej w różnych momentach historii naszego świata, ale też skłoni do refleksji (przynajmniej tych co myślą). To jest najpiękniejszy film o wolności jak widziałem. Film, który eksploruje i przedstawia wiele przeróżnych form zniewolenia (od tego o podłożu rasistowskim, przez niewolę społeczną i kulturową, po ponurą wizję państwa totalitarnego), krytykując jego podłoże i prezentując nam silnych bohaterów którzy mają odwagę aby się przeciwstawić niesprawiedliwości i postawie konserwatywnej. Cudo artystyczne i wizualne, perfekcyjna gra aktorska (motyw aktorów grających różne role jest genialny) i mądre przesłanie stawia ten film w czołówce tych najlepszych.


The Avengers (2012)
Ten film to idealne połączenie komedii i kina akcji science fiction, a do tego genialny crossover do którego zmierzaliśmy przez wiele lepszych i gorszych filmów. Superbohaterowie których mieliśmy wcześniej okazję poznać łączą siły w walce o przyszłość Ziemi - robią to w sposób widowiskowy i przezabawny, stąd tak wysoka ocena. Wyżyny współczesnego kina rozrywkowego.


Perfect Sense (2011)
Tak jak w przypadku Upstream Color, jest to film po którym zupełnie nie spodziewałem się takiego poziomu artystycznego. Jest to jedna z tych produkcji, które dosłownie rozwalają emocjonalnie - tak mocno płakałem chyba tylko na finale Listy Schindlera. Piękna historia miłosna okraszona apokaliptycznym science fiction, bosko zagrana przez piękną Evę Green i genialnego Ewana McGregora. Muzyka jest piękna i wzrusza sama w sobie, a w połączeniu z obrazem po prostu zgniata serce. Arcydzieło.


Sześć filmów z nami, pozostały 32 - mam nadzieję, że przed powstaniem drugiej części ta liczba wzrośnie, bo nie ma nic lepszego niż film chwytający za serce bądź zachwycający umysł.

The Old Republic: Jak w dwa dni zarobić 5 milionów kredytów?


Dzisiaj zdradzam sekrety craftingu w SWTOR.

Tytuł nie kłamie - zarobienie kilku milionów kredytów w ciągu doby jest możliwe, i nie takie trudne jak by się mogło wydawać. Jest jednak bardzo uzależniające, bo czy nie miło jest zalogować się na alta i odebrać ze skrzynki mailowej 75 wiadomości wypełnionych kredytami? 75x60k=4,500,000 kredytów zarobionych w mniej niż dwie doby całkiem casualowego craftingu.



Co musisz mieć?

1. Subskybcję
Ponieważ zarabianie milionów z ograniczeniem na ilość kredytów nie ma większego sensu, ba, jest wręcz niemożliwe ze względu na ograniczenia co do skrzynki mailowej. Poradnik zakłada więc, że płacisz za ulubioną grę.

2. Postać z Cybertech
Wymagana jest postać z tym Crew Skillem na poziomie 450, będzie ona głównym dostarczycielem komponentów. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

3. Postać z Armstech
Również na poziomie 450, będzie ona głównym crafterem i postacią która jako pierwsza położy ręce na naszych zarobkach. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

4. Przynajmniej 2 postaci ze Scavenging
Ale im więcej tym lepiej. Ja używam 3 dodatkowych postaci, nie licząc dwóch powyższych które również mają ten skill. Zakładamy jednak, że postać z Cybertech nie będzie miała wolnych slotów na zbieranie złomu, więc do tej puli możesz doliczyć tylko postać z Armstech. Muszą one również mieć wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

5. Postać ze Slicing
Jedną lub dwie. Do craftingu będziemy potrzebować Bio-Mechanical Interface Chip, a do tego zarobimy na boku na Critical z tego Crew Skilla. Mogą to być postaci które mają już Scavenging, ponieważ Slicing zabierze nam jeden bądź dwa sloty na postać, a w przypadku kiedy będziemy potrzebować więcej złomu, można go pominąć w danej rundzie.


Co również warto posiadać?

1. Szybkiego kompa
Głównie dla szybszego ładowania kolejnych postaci. Przelogowywanie się do część naszej pracy, dlatego dobrze by było, gdybyśmy nie marnowali czasu na wpatrywanie się w ekran ładowania - może to być frustrujące. Szybki komputer również ważny jest z tego powodu, że będziemy mogli na komputerze wykonywać normalną pracę, podczas gdy otwarta w tle gra będzie czekała na zakończenie misji naszych companionów.

2. Grę na Fullscreen (Windowed)
Dzięki temu minimalizowanie i odminimalizowanie gry będzie szybsze, a poza tym zlikwidujemy problem częstych crashy podczas tabowania. Zmiana jest naprawdę świetna, chociaż podczas braku aktywności warto wrócić do listy wyboru serwerów - karta graficzna będzie mniej obciążona, a i tak nas tam po pewnym czasie nieaktywności wyrzuci.

3. System nagród
Ustal sobie różne progi i zastanów jakie ekskluzywne, drogie i elitarne przedmioty zawsze chciałeś mieć. Na przykład pierwszym progiem będzie 10 milionów - gdy go osiągniesz, kup tego Varactyla na którego zawsze patrzyłeś z zazdrością! Dzięki temu będziesz mieć motywację dalszej pracy, a samo siedzenie nad craftingiem nie pójdzie "na marne", ponieważ będziesz mógł cieszyć się jej efektami na bieżąco.

4. Ciągły dostęp do komputera
Co około pół godziny będziesz musiał obskoczyć postaci które będą częścią naszej machiny produkcyjnej. Grę możesz mieć zminimalizowaną w tle, dzięki czemu będzie to mniej kłopotliwe - w tym czasie przeglądaj Sieć, czytaj książkę, oglądaj film albo ucz się do egzaminu, to już jest osobista kwestia. Żeby nie zapomnieć o craftingu możesz sobie ustawiać budziki, ale ja raczej robię to na oko - po prostu wchodzę do gry kiedy mam przeczucie, że już pora.

5. Wszystkich towarzyszy z maksymalnym Affection
To proste - im wyższe Affection, tym większa szansa na sukces misji. Większe i lepsze zbiory to coś co pozwoli nam nie tylko przyspieszyć crafting, ale też zmniejszyć jego koszta. Opłaca się więc zainwestować w gifty!


Co robić?

1. Gathering
Postaci ze Scavenging zbierają Mythre, Turadium i Tricopper Flux. Loguj poszczególne postaci i wysyłaj je na misje. Najlepiej "zaparkować" je na statku bądź we flocie blisko wejścia na statek - zastosujemy tutaj taki trick, że np. w momencie kiedy będziemy mieć dużo Mythry, a malutko Turadium, to podczas przechodzenia między statkiem a Flotą (i odwrotnie) zresetujemy listę misji, więc będziemy mogli wszystkich 5 towarzyszy wysłać na misje zbierające Turadium. Staraj się też wybierać te misje które dają najwięcej nagród - kosztują one ponad 3 tys. kredytów.

2. Slicing
Postać która ma Slicing niech wysyła regularnie jednego z towarzyszów (tego który ma szansę na Crit.) na misję Watching the Watchdogs albo Unsliceable. Przynoszą one nie tylko Bio-Mechanical Interface Chip wymagany do craftingu, ale też mają szansę na zdobycie kilku Thermal Regulator które możemy sprzedać ze sporym zyskiem na GTN (nie omawiam tutaj craftingu Augment Kitów do których tego się używa).

3. Cybertech
Zebrane materiały wysyłaj na bieżąco postaci z Cybertech. Wszystkich companionów wysyłaj na misję craftowania części droidów które kosztują 2x Mythra, 2x Turadium i 2x Tricopper Flux - jest to najbardziej ekonomiczny sposób, pozostałe crafting skille nie posiadają przedmiotu który kosztuje 2/2/2, zwykle jest to 2/6/2 albo 2/4/4. Pamiętaj, żeby zrobić w inventory miejsce na wykonane przedmioty!

4. Reverse Engineering
Uzyskane Parts przemielamy celem uzyskania MK-9 Components. Z jednej pełnej tury uzyskamy 25 komponentów.

5. Armstech
Wysyłamy komponenty naszej postaci z Armstech. Musi ona jednego z companionów (bądź dwóch, zależnie od ilości komponentów) zarezerwować na nasz crafting, pozostałe niech zbierają materiały (o ile masz tam Scavenging). Craftujemy MK-9 Augmentation Kits, najlepiej użyć do tego postaci która posiada największy critical na Armstech, możesz też zakupić u vendora na statku (o ile go posiadasz) specjalne urządzenie które da Twojemu droidowi pokładowemu +2 Critical, pamiętaj jednak żeby nabić mu chociaż 8k affection (podobno 2k affection to +1 do Crit, a po 8k Affection dalsze wbijanie jest mozolne i trudne, więc można się na tym zatrzymać)!

6. Sprzedaż
Zorientuj się jakie są ceny MK-9 Augmentation Kits na GTN. U mnie ceny oscylują między 59-69k. Czasami udaje mi się sprzedać cały zestaw za wyższą cenę, ale czasami rzucam je po prostu za 62-64k aby mieć większą pewność, że się sprzedadzą. Wszystko zależy od aktywności graczy, od tego czy ostatnio pojawił się nowy shippment (nowe ciuchy -> ludzie chcą je augmentować) oraz od pozostałych uczestników rynku. Jedna ważna rada: NIE UCINAJ ZBYT MOCNO CEN! W interesie wszystkich sprzedających jest pozbycie się towaru, ale obniżając chamsko ceny szkodzisz rynkowi i sobie. Ustaw cenę rozsądnie, nie musi być niższa niż najtańsza oferta - i tak sprzedasz!

7. Powtórz i zbieraj profit
Co pół godziny loguj wszystkie postaci i powtarzaj to co napisałem wyżej. Czasami będziesz w potrzebie Tricopper Flux, więc możesz jeden slot na postaci z Cybertech wykorzystać na gathering. Generalnie ilość zarobionych pieniędzy zależy od tego ile masz wolnego czasu podczas którego możesz dojść do komputera i poświęcić kilka minut na obskoczenie postaci.

8. Graj na rynku
Jeśli zarobisz już pierwsze miliony, a masz żyłkę handlowca, to zacznij grać na GTN. Polega to na obserwowaniu cen wybranych przedmiotów (konkretne przedmioty albo jakaś kategoria) i kupowaniu ich taniej -> sprzedawaniu drożej. O tym jednak napiszę pewnie innego posta, ale czytanie poradników nie jest potrzebne, zabawa polega raczej na doświadczeniu i znajomości rynku - im więcej będziesz siedzieć przy GTN tym lepiej, po prostu przeglądaj trendy i zastanawiaj się czy warto w coś zainwestować.

8. Ciesz się milionami!
I kupuj co chcesz, tylko nie przesadzaj z rozrzutnością. A jeśli grasz na Tomb of Freedon Nadd i chcesz podziękować za dobre rady to możesz podsyłać upominki do: Onorios (Imperium) i Thimi (Republika) - moich crafterów.

Udanego pływania w kredytach!

czwartek, 19 grudnia 2013

Kolekcja Star Wars - grudzień 2013


Prawie równo rok temu wrzuciłem na bloga zdjęcia swojej kolekcji Star Wars. Co ciekawe, było to dokładnie 18 grudnia, dnia który jest datą premiery Episode VII w 2015 roku... Przypadek? :)

Kolekcja wzbogaciła się o sporo książek, nie tylko tych fabularnych, ale również encyklopedycznych (jak chociażby SWTOR Encyclopedia, Essential Reader's Companion czy Making of Star Wars: Revenge of the Sith). Jeśli chodzi o gadżety, to nie licząc Jainy Solo (firmy Kotobuky'a) o której już na blogu pisałem, wzbogaciłem kolekcję o całą masę (licencjonowanych) koszulek Star Wars, ulubiony dzisiaj wybór prezentowy mojej rodziny.

Przyznam, że to rok obfity również w kolekcję związaną z The Old Republic. Mowa oczywiście o całej masie wirtualnych nabytków i achievementów, ale nie będę poświęcał temu miejsca w tym wpisie.

Oto zdjęcia (opcjonalnie -> na imgur):






Jakie plany? Jak widzicie, półka na książki się skończyła, a planuję niedługo nadrobić zaległości wydanych niedawno na polskim rynku pozycji. Co zrobić? Prawdopodobnie przeniosę całą zawartość Półki Filmowej (Maska Vadera, figurki Anakina, wydania DVD i Blu-Ray oraz Jaina Solo) na górę obok komiksów, a stamtąd figurki, książki i VHS przerzucę na prawo, na którąś z tych dość kiepsko (merytorycznie) zagospodarowanych. Kto wie, może też przeniosę część tych pierdół z półek na górze na tę po lewej z modelem Venatora - niestety ta półka jest niewidoczna po wejściu do pokoju, ponieważ znajduje się za drzwiami które ją zakrywają gdy są otwarte.

Na koniec, bonusowo, zdjęcia mojej kolekcji z listopada 2008 roku. Możecie zobaczyć jak bardzo się ona rozrosła i zmieniła. Mam nadzieję, że przy okazji nowych filmów i kolejnego boomu na Star Wars uda mi się ją powiększyć jeszcze bardziej!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Najlepsze motywy muzyczne z gier komputerowych


Muzyka jest dla mnie jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) elementów filmu bądź gry. Nie dość, że jest ważnym towarzyszem scen wizualnych, to jest jeszcze głównym budulcem klimatu i czynnikiem najbardziej wpływającym na emocje. Często zapada w pamięci na długo.

Kiedy słucha się motywów muzycznych z najlepszych gier, od razu wracają wspomnienia i emocje które towarzyszyły nam podczas rozgrywki. Ba, często nawet ze zwielokrotnioną siłą! Ja właśnie tak mam, że po skończeniu dobrej produkcji sięgam po soundtrack i przeżywam, przywołując wspomnienia z gry, sięgając do nich jak do wspomnień z życia realnego. Czasami potrafię wrócić do wybranego score po kilku latach, przypominając sobie o wielkości wybranej pozycji i nabierając ochoty na powtórzenie przygody.

Przygotowałem listę najlepszych moim zdaniem utworów, których słuchanie wywołuje u mnie najwięcej emocji i tęsknoty do skończonych już gier:

Kai Rosenkranz - Vista Point [Gothic 3]


Clint Mansell – Leaving Earth [Mass Effect 3]


Inon Zur - Leliana's Song [Dragon Age: Origins]


Jack Wall - Suicide Mission [Mass Effect 2]


Brian Tyler - Far Cry 3 [Far Cry 3]


Hans Zimmer & Lorne Balfe - Exodus [Call of Duty: Modern Warfare 2]


Jesse Harlin - Vode An (Brothers All) [Star Wars: Republic Commando]


Michael McCann - Icarus [Deus Ex: Human Revolution]


Matt Uelmen - Wilderness [Diablo 2]

środa, 6 listopada 2013

Episode VII: pięć rzeczy które chcę zobaczyć, i pięć których nie chcę


Chcę w Episode VII:

1. Silnych postaci kobiecych
Silnych i ładnych, w jak największych ilościach. Nie licząc oczywiście Lei i Padme, w filmach Star Wars tego typu istoty przewijały się głównie w tle (Aayla, Luminara, Bariss, Oola, dwórki), dlatego byłoby miło gdybyśmy tym razem zmienili trochę układ sił. Jest na to szansa, ponieważ Abrams wielokrotnie przyznawał, że taki koncept Star Wars zbudowanego wokół silnej postaci kobiecej jest interesujący. Dodatkowo, jeśli w nowych filmach nie pojawią się ładne Twi'lekianki, będę bojkotował całą markę niezależnie jak dobra będzie historia!

2. Epickich scen batalistycznych i walk na miecze świetlne
Bitwa o Hoth i Bitwa o Geonosis to największe bitwy naziemne jakie widzieliśmy, natomiast Bitwa o Endor i Bitwa o Coruscant to największe bitwy kosmiczne. Oprócz nich oczywiście pojawiły się walki miejskie na Naboo, partyzanckie na Endorze, ciekawe stercie nad Yavinem i cała masa mignięć z walk pod koniec Wojen Klonów. Liczę na to, że ujrzymy również w tej części jakąś akcję - czy to w kosmosie, czy na powierzchni jakiejś egzotycznej planety. Kto wie, może biegnące na siebie armie Jedi i Sithów? Taaak, to by było epickie. Chcę też jak najwięcej walk na miecze świetlne. Oczywiście ich rozmach musi przypominać Prequel Trilogy, nie ma mowy o powtórce ze statycznej walki z ANH. Liczę na wymyślną choreografię, ciekawe otoczenie i mocną dawkę emocjonalną!

3. Nowe, egzotyczne planety
W każdej części pojawiają się planety wyjątkowe: pokryta lodem Hoth, pustynna Tatooine, lesisty Endor, skąpany w chmurach Bespin, piękna Naboo, i cała masa innych planet, włącznie z kilkoma pięknymi lokacjami pojawiającymi się na moment w sekwencji Rozkazu 66. Chciałbym zobaczyć coś wyjątkowego, coś nowego. W The Clone Wars pojawiło się wiele planet które mogłyby być wykorzystane, podobnie EU, ale nie pogardziłbym jakąś całkowicie nową.

4. Dialogów które będziemy pamiętać na wieki
Cała masa tekstów z Sagi Star Wars wpisała się na stałe do kanonu popkultury, kultury i życia codziennego. Kto nie zna frazy "niech Moc będzie z tobą", mądrości Yody czy słynnego "- Kocham cię. - Wiem."? Przy całej masie filmów usiłujących wprowadzać sprawne dialogi i chwytliwe teksty dość trudno powtórzenie tego sukcesu Gwiezdnych Wojen, ale kolejny Epizod jest idealną okazją aby trafić na podatny grunt całej masy fanów.

5. Wizualnej i dźwiękowej orgii
Zalicza się do tego wszystko: efekty specjalne, montaż,  sposób pokazywania scen, muzyka, dźwięk. Zawsze stało to na najwyższym poziomie, a klatki z filmów można oprawiać jak obrazy. Chciałbym, żeby Epizod VII był tak piękny, abym miał wielki problem z wyborem poszczególnych ujęć do wrzucenia na tapetę bądź jako zdjęcie w tle na Facebooku, oraz tak fantastyczny muzycznie abym nie mógł przestać słuchać soundtracka.


Nie chcę w Episode VII:

1. Zrujnowania Expanded Universe
Nawet jeśli ze zmianami, to chciałbym, aby nowe Epizody nie nadpisywały ani nie ignorowały wydarzeń i postaci z którymi zdążyłem się już przez ostatnie kilkanaście lat zżyć. Niektóre z tych książek prezentują niezwykle wysoki poziom, więc naprawdę nie wiem jak dobry musiałby być scenariusz nowych Epizodów, żebym wybaczył ewentualne naruszenia kanonu. Nie lubię również koncepcji wielu wymiarów (Marvel) czy podróży w czasie (Star Trek), więc takie pośrednie "rozwiązania" absolutnie niczego by nie zmieniły. Myślę, że postaci wprowadzone w EU idealnie mogłyby się wkomponować w nową Trylogię i nie wyobrażam sobie innej wersji wydarzeń z czasów po Powrocie Jedi.

2. Lens flares
Czyli nadużywanego przez Abramsa "efektu optycznego pojawiającego się na obrazie na skutek interakcji promieni światła z soczewkami obiektywu kamery" (za wikipedią). Czasami może i wygląda to dobrze, ale nigdy czegoś takiego w Star Wars nie było, więc nie widzę powodu dla którego miałoby się pojawić.

3. Tatooine
No dobra, dopuszczam odwiedzenie tej planety "na moment", ale tylko na moment, i to najlepiej nie od razu w VII części. Tatooine to zadupie, które przypadkiem było miejscem urodzenia się Wybrańca i przez to również miejscem w którym ukrywał się dorastający Luke. Planeta pojawia się w pięciu na sześć Epizodów i starczy! Żadnych "nostalgicznych" zagrań w tym kierunku nie chcę, mam ich wystarczająco dużo w praktycznie każdej grze Star Wars i całej masie książek.

4. Osadzenia fabuły "gdzieś poza cywilizowaną Galaktyką"
Jest to jeden z postulatów słynnego filmiku w którym ktoś przedstawia cztery elementy kluczowe dla tego, aby nowe Gwiezdne Wojny były dobre. Dla mnie jest to żałosny pokaz czystego hejtu na Prequele, dlatego umieszczam tutaj ten aspekt, który zirytował mnie najbardziej. Chcę zobaczyć Coruscant, chcę zobaczyć wydarzenia ważne dla Galaktyki na najwyższym szczeblu, chcę poznać kulisy polityczne i historyczne wydarzeń w filmie. Nie chcę aby fabuła była osadzona na siłę na jakimś zadupiu, oddalonym od centrum GFFA i imitującym wrażenie "niewiedzy" i osamotnienia.

 5. Zbyt dużej roli Hana, Luke'a i Lei.
Wiem, że są to postaci bardzo ważne, ale czas na nowych bohaterów. Każda Trylogia opowiada historię innego pokolenia rodziny Skywalker, czas więc przekazać pałeczkę z rąk Wielkiej Trójki do rąk potomków Solo i Skywalker. Szansa na dokonanie tego była pod koniec serii NEJ, niestety nie została wykorzystana i szczerze jestem już zmęczony czytając o heroicznych wyczynach tych podstarzałych już bohaterów. Nie wydaje mi się również - nie ważne jak bardzo bym ich lubił - aby oglądanie biegających na ekranie sześćdziesięcioletnich, przygrubych i sflaczałych dziadków dawało mi poczucie satysfakcji. Leia od trzydziestu lat nie wygląda dobrze w Złotym Bikini...

sobota, 10 sierpnia 2013

Star Wars Episode VII - być spoiler-free czy nie?


Nienawidzę spoilerów. Jedna informacja dotycząca przyszłości jakiegoś serialowego bohatera potrafi mnie nieźle zdenerwować, włącznie z chęcią rezygnacji z dalszego oglądania. Tak samo z filmami - lubię nie wiedzieć za dużo, czuć zaskoczenie i dać się pochłonąć fabule bez wiedzy o żadnych kluczowych jej elementach. Uważam nawet, że dzisiaj trailery są zbyt długie i często za bardzo opowiadają o treści filmu. Często oglądamy jakiś film, którego fabuła w większości została nam już podana na talerzu w zwiastunie, a sam film jest poszerzeniem historii i potwierdzeniem tego co już wiemy - nie jest to przyjemne. Nie jest przyjemne również to co robią wydawcy książek. Często czytając opis powieści zamieszczony na tylnej okładce, dowiadujemy się treści POŁOWY (jeśli nie więcej!) książki. Jest to żenujące i nauczyło mnie, żeby nigdy tam nie zaglądać przed skończeniem czytania.

Podobnie jest z każdym medium - z książkami, z komiksami, z grami. Lubię wiedzieć jak najmniej. Dlatego przy okazji premiery Epizodu VII nasuwa się pytanie - co zrobić ze spoilerami? Nigdy do tej pory nie miałem okazji do tak bliskiego "czuwania" przy produkcji Star Wars. Przy okazji Prequeli byłem za młody, to raz, a dwa: nie miałem dostępu do Internetu. Teraz natomiast mogę na bieżąco śledzić wszelkie newsy, zdjęcia z planu, zapowiedzi, przecieki, wywiady, i spędzać setki godzin na spekulacjach na forach fanów Star Wars.

Żeby być spoiler-free musiałbym całkowicie odciąć się od tej części Internetu, w której spędzam najwięcej czasu, a mimo to, ciągle istnieje ryzyko, że ktoś mi poda spoiler w innych miejscach. Ryzyko jest gigantyczne, bo w 2014 i (szczególnie) 2015 roku Episode VII będzie WSZĘDZIE - w telewizji, w prasie, na ulicy, w radiu, w sklepach, w każdym zakątku Internetu! Skąd mam mieć pewność, że nie przeczytam gdzieś za dużo, nie zajrzę w komentarzach za daleko, jakiś kretyn nie wrzuci czegoś na walla na Facebooku (musiałbym odlajkować wszystkie strony SW), czy nie zobaczę jakieś rozmowy o VII na chacie w The Old Republic? Nie mam, jest więc ryzyko, którego nie wyeliminuję dopóki nie zamknę się w jaskini aby żyć jak pustelnik.

Mimo przyjemności z niewiedzy, trzeba wziąć pod uwagę, że Star Wars to coś innego niż jakiś tam serial czy książka. Mam okazję uczestniczyć w wielkim czuwaniu związanym z wygrzebywaniem wszelkich newsów, zdjęć, wywiadów i przecieków oraz wielogodzinnej spekulacji na forach, składania pojedynczych elementów w całość. Pewnie, nie chciałbym przeczytać nowelizacji przed premierą filmu, nie chciałbym też znać pewnych KLUCZOWYCH dla fabuły elementów (które zapewne nie wyciekną zanim nowelizacja/film nie trafi do księgarń/kin), ale wiedziałbym dużo.

Spoilery na pewno nie zmienią tego czy film jest dobry czy zły, mogą nawet nie do końca wpłynąć na jego odbiór - przecież za każdym razem kiedy oglądam któryś Epizod, to jest zajebiście. Podobnie z kolejnym przeczytaniem ulubionej książki czy zagraniem w ulubioną grę. Fakt, to uczucie kiedy pierwszy raz widziałem III było niezwykłe, ale przecież wiedziałem, że Anakin przejdzie na Ciemną Stronę i spłonie w lawie! Wszystko było jasne, nie wiedziałem tylko jak film będzie skonstruowany, jak aktorzy dadzą sobie radę, jaki będzie montaż, muzyka, scenografia, jak to wszystko będzie razem grało jako jedna wielka epicka całość i podróż do Odległej Galaktyki. Warto też wspomnieć, że zdecydowanie bardziej przeżyłem przeczytanie nowelizacji Zemsty Sithów niż sam film, co wskazuje, że nie tylko istotne jest CO opowiada historia, ale JAK.

Istnieją nawet ciekawe badania które wskazują, że spoilery zwiększają przyjemność z odbioru historii. Można przeczytać o tym TUTAJ. Z niektórymi tezami można się zgodzić - ze spoilerem łatwiej jest zagłębić się w daną przygodę i ją zrozumieć, zwracając uwagę na małe szczegóły. To działa kiedy czytamy wielokrotnie ulubioną książkę czy oglądamy film: mimo znajomości treści, czerpiemy z jej przeżywania na nowo dużą przyjemność, czasami nawet większą niż wcześniej. Oczywiście z niektórymi tezami mógłbym dyskutować - na pewno w niektórych historiach ten element zaskoczenia jest KLUCZOWY dla historii (Fight Club, Szósty Zmysł, Truman Show) i lepiej dać się zaskoczyć podczas oglądania filmu, niż czytając niepotrzebny artykuł.

Nie uniknę spoilerów, nie ważne jak bardzo bym chciał. Mogę za to uniknąć gigantycznej irytacji, gdybym na taki natrafił. Bo czy odbiór filmu nie byłby lepszy, gdybym znał jego niektóre elementy z własnej woli, a nie z woli przypadku? Dodatkowo, nie bycie spoiler-free umożliwia mi kontakt z innymi fanami oczekującymi na nowy film. Z tego co czytam na forach, te miesiące przed premierami prequeli były w Sieci dla nich niezwykłym doświadczeniem, pełnym rozbudowanych dyskusji, debat i spekulacji, często w oparciu o nieprawdziwe informacje czy zdeformowane pogłoski. To na pewno będzie niezwykłe doświadczenie.

Nie będę więc spoiler-free. Mimo chęci obejrzenia Episode VII bez żadnej wiedzy o nim, nie mógłbym powstrzymać CIEKAWOŚCI i chęci dzielenia się nią z innymi, a zagrożenie wpadnięcia na spoiler jest zbyt duże. Pochłonę więc większość jak gąbka, a potem pójdę na Episode VII z otwartym sercem pełnym ciekawości, czy Star Wars to tylko 1977-2012 czy może wkroczymy w nową Złotą Erę? Byłoby świetnie.

piątek, 26 lipca 2013

Minister Biernacki i cenzura internetu


Dzisiaj dowiedziałem się, że minister sprawiedliwości, Marek Biernacki, jest nieodpowiedzialnym i leniwym rodzicem. No i do tego kretynem, nie mającym pojęcia o funkcjonowaniu internetu, ani o zwyczajach obywateli państwa, któremu służy.

Jak długo zwykli obywatele będą jeszcze znosić tego typu wypowiedzi? Jakakolwiek cenzura to ograniczanie wolności słowa, wolności która jako tako może jeszcze istnieć tylko w ostatnim bastionie niezależnej myśli - w internecie. Ma być odwrotnie! Powinny powstawać specjalne przepisy prawne które postawiłyby betonowy mur między internetem a JAKIMIKOLWIEK regulacjami jego dotyczącymi. Nie może być tak, że jakiś minister czy poseł, nie mający pojęcia o nowych technologiach i nie potrafiący poruszać się po Sieci, natrafi nagle na jakąś treść z którą postanowi walczyć poprzez ustawy i akty prawne, poprzez cenzurę i ograniczanie wolności. Każda taka jednostka powinna być NATYCHMIASTOWO pozbawiona miejsca w sferze publicznej i politycznej!

Tym bardziej nie może być tak, jak stało się obecnie w UK - pod pozorem "ochrony" dzieci narodu, David Cameron i jego świta zablokowali dostęp do pornografii wszystkim internautom. Leniwi politycy-rodzice, w imieniu leniwych-rodziców z całego kraju, zamiast kampanii promującej całą masę filtrów i metod na blokowanie treści niebezpiecznych, bądź informowaniu o zagrożeniach które mogą czyhać na każdym kroku (stalking, phishing, zasady działania portali społecznościowych i randkowych), czy w ogóle nie myśląc o zdrowym podejściu nie dopuszczania dziecka przed internet zanim nie skończy ono podstawówki, postanowili zapobiegawczo narzucić filtr całemu społeczeństwu. Powinni jeszcze wprowadzić prohibicję na alkohol, aby dzieci przypadkiem nie dopijały wódki z kubków pozostawionych po imprezach wyprawianych przez rodziców, no i odciąć prąd we wszystkich domach, aby przypadkiem żadna pociecha nie wsadziła palców do kontaktu.

Warto jeszcze dodać o tym, że w internecie właściwie nie da się zablokować skutecznie żadnych treści. Blokada The Pirate Bay w (faszystowskim już prawie) UK skończyła się po prostu wysypem setek (sic!) domen, które bez problemu umożliwiają Brytyjczykom ściąganie torrentów. Nie mówiąc już o innych metodach, takich jak bramki proxy, sieć TOR czy po prostu wysyp undergroundowych stron umożliwiających dostęp do najdziwniejszych treści. Rodzi to kolejny problem - w przypadku cenzury, zdesperowani obywatele będą grzebać daleko w internecie, szukając uprawnionej pornografii. A internet to miejsce dziwne, dla zwykłego człowieka który wejdzie w jego głębsze zakamarki może to być zdecydowanie bardzo SZOKUJĄCE. Zwykli obywatele natrafią na nic innego jak na najróżniejsze i najdziwniejsze fetysze oraz pornografię na którą natrafić by nie chcieli (i nie natrafiliby gdyby nie musieli) - gwałty, fetysze związane z fekaliami, pedofilię, zoofilię i wszelkie dziwactwa które na pewno mają swoje nazwy, a których na szczęście nie znam (należy szukać w terminologii psychiatrycznej). Poza tym kto wie, czy ograniczenie dostępu do pornografii nie zwiększyłoby liczby gwałtów, bądź ogólnej przemocy?

Czy tak państwo chce chronić umysły swoich obywateli i ich dzieci? Jak długo jeszcze ludzie będą znosić takie wypowiedzi? Dlaczego ludzie myślący i odpowiedzialni mają BAĆ SIĘ państwa i jego regulacji skierowanych tak naprawdę w kierunku masowych idiotów nie potrafiących ochronić dziecko przed niechcianymi treściami? Wiem, że to hasło jest już strasznie suche, ale warto powtarzać je przy każdej okazji: to państwo i politycy mają bać się społeczeństwa, a nie społeczeństwo państwa i polityków! Biernacki za takie wypowiedzi powinien być pozbawiony władzy.

Zagrożenie jest REALNE, blokada pornografii w UK, jakkolwiek absurdalny i idiotyczny pomysł (z wielu powodów), jest faktem i niestety trzeba się liczyć z tym, że jakiś kretyn pokroju ministra Biernackiego zacznie w Polsce lobbować podobne pomysły (nie ważne czy na serio z głupoty, czy w celu wprowadzenia furtki umożliwiającej cenzurę i kontrolę internetu). Szkoda tylko, że polscy politycy sięgają po rozwiązania z "zachodu" jedynie wtedy, kiedy chodzi o cenzurę bądź blokowanie czegokolwiek. Kiedy Cameron forsował w Wielkiej Brytanii liberalne prawo związane z małżeństwami homoseksualnymi to siedzieli wszyscy cicho.

Żałosne.

ADDENDUM: Cytat tak żałosny, że nie wymaga komentarza: "Powinniśmy rozpocząć prace nad ograniczeniem dostępu do treści pornograficz­nych, przede wszystkim młodym ludziom. Już dzisiaj nie zawsze rozróżniają co jest dobre, a co złe, w następnych pokoleniach może być znacznie gorzej. Widząc te treści będą wychodzić na ulice, być może zabijać, być może gwałcić, chcemy temu zapobiec" – Andrzej Romanek, poseł Solidarnej Polski (źródło).

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rodzina Soulwaker - Legacy 50


W ten weekend moje Legacy z dumą otrzymało tytuł Living Legend - po ok. 1800 godzinach gry, udało mi się dotrzeć do 50 poziomu Legacy. To jedno z najważniejszych osiągnięć gry, jestem więc z tego powodu bardzo dumny. Niedługo również skończę storyline Przemytnika, ostatniej historii klasowej po stronie Republiki (później czekają na mnie II i III rozdział Sith Warriora oraz wszystkie rozdziały Bounty Huntera).



Gratulacje dla Drobinki, która miała zaszczyt zdobycia tego tytułu!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Tytuł Star Wars: Episode VII


Internet płonie od spekulacji, plotek i dywagacji na temat nowej części Star Wars. W części jest to śmietnik, pełen idiotycznych pomysłów i bezsensownych dyskusji, w części ciekawa burza mózgów i spektakl oczekiwań. Jednym z tematów, bardzo często poruszanych, jest tajemnica tytułu nowego Epizodu - rzecz którą łatwo przewidzieć i którą - przy odrobinie szczęścia i wiedzy - można "trafić". Gdyby zestawić tytuły wszystkich Epizodów Star Wars oraz odpowiednio obu Trylogii,  można zauważyć ich ścisły związek.

The Phantom Menace - A New Hope
Pierwszy z nich, to tytuł negatywny, niosący za sobą zagrożenie. Drugi, to tytuł pozytywny, niosący za sobą... nadzieję. W obu tytułach nie pojawiają się żadne słowa powiązane ze światem Star Wars, są one dość lakoniczne i abstrakcyjne.

Attack of the Clones - The Empire Strikes Back
Oba tytuły militarystyczne, nastawiające na akcję (Attack/Strikes Back) oraz używające słów związanych bezpośrednio z universum (Clones/Empire). Są mocno związane z fabułą filmów.

Revenge of the Sith - Return of the Jedi
Oba tytuły związane z dwoma przeciwstawnymi "frakcjami" Mocy, Sithami i Jedi. Podczas prac nad szóstym Epizodem, film był zatytułowany Revenge of the Jedi (oczywiście nie mówimy tutaj o tytule-przykrywce: Blue Harvest), ale Lucas dość szybko zmienił "zemstę" na "powrót", gdyż faktycznie Jedi się nie mszczą, jest to sprzeczne z ich podstawowymi zasadami. Mamy więc Zemstę/Powrót Sithów/Jedi.

Wszystkie powyższe tytuły mają dwa człony (szczególnie ładnie widać to w polskim przekładzie), oraz następują po sobie według następującego schematu przesłania: negatywne (mroczne), pozytywne (klony), negatywne (Sithowie), pozytywne (nadzieja), negatywne (Imperium), pozytywne (Jedi).

Gdyby próbować zgadnąć tytuł VII, trzeba by sięgnąć po schemat z I i IV, oraz wymowę negatywną. Przykładowe tytuły które przychodzą mi zupełnie spontanicznie do głowy:
- Shadows of the Past
- The End of Light
- Dawn of  the Light
- Birth of the Death
- The Old Threat
- The Coming Storm
- The Forgotten Threat
- The Darkness Reborn
- Echoes of the Past
- The Shroud of Chaos
- Fall of the Veil

Bądź jakakolwiek mieszanka powyższych słów. Oby Disney trzymał się tego schematu w tytułowaniu nowych Epizodów - mi się on bardzo podoba.

wtorek, 14 maja 2013

Random Access Memories: moje wrażenia


Na Random Access Memories czekam już od dawna, ale to co przeżyłem w ciągu ostatniego tygodnia (czy nawet dwóch) przechodzi ludzkie pojęcie. Po pierwsze, byłem niesamowicie nakręcony na kolejny album Daft Punk, bo uważam ich za świetnych Muzyków, a ostatnia ich pełnowartościowa płyta wyszła osiem lat temu. Po drugie, poprowadzona została świetna kampania marketingowa: fantastyczne wywiady z współtwórcami albumu umieszczane na youtube, świetny singiel i fantastyczne filmiki promocyjne. Po trzecie, Daft Punk ma całą rzeszę oddanych fanów na całym świecie, wszyscy więc się wzajemnie nakręcali czekając na nowy album. Po czwarte, żyjemy w czasach, w których albumy ukazują się zwykle kilka dni, a nawet tygodni, przed premierą, co nazywane jest po prostu "leakem" (taki album ktoś ripuje podczas jego drogi od muzyków, przez tłoczenie, po dystrybucję) i co spowodowało, że album mógł się ukazać W KAŻDEJ CHWILI.
Te powyższe powody doprowadziły do tego, że spędziłem ostatnio bardzo dużo czasu (za dużo!) siedząc na reddicie, 4chanie, hasitleak czy Daft Club czekając na leak, przy okazji czytając posty milionów fanów DP, czekających razem ze mną na to wielkie Wydarzenie. To było po prostu ekscytujące, stresujące i bardzo, bardzo ciekawe doświadczenie, tym bardziej, że Internet (szczególnie 4chan...) wypełniały rzekome "leaki" które okazywały się jakimiś albumami dla dzieci czy kolekcjami zdjęć Kevina Spacey (serio!), bądź historyjki o tym jak to ktoś (przykładowo) pracuje w sklepie muzycznym w Australii, dostał album i zripuje go jak wróci do domu... można więc było dostać niejednego zawału serca i niejeden raz się zawieść, zirytować bądź ostro wkurwić.

Problemem był fakt, że RAM jest prawdopodobnie najbardziej chronionym albumem w historii muzyki. Dziennikarze i krytycy muzyczni mieli początkowo możliwość odsłuchania albumu jedynie na specjalnie organizowanych do tego imprezach, później dostawali oni album do oceny w specjalnych teczkach-sejfach, które miały własny wbudowany głośnik. Kto wie w jakich warunkach była tłoczona płyta... Na pewno nieźle kontrolowanych, skoro nic nie wyciekło.

Tak czy inaczej, album wyciekł, a właściwie został publicznie wydany przez iTune w specjalnym streamingu. Co prawda leak ukazał się jakieś 30 minut przed transmisją od Apple, ale źródłem było właśnie iTunes, ot ktoś z firmy wcześniej umieścił album na 4chanie. I posłuchałem go już kilka razy. I... cóż, RAM przerósł moje najśmielsze oczekiwania, oczekiwania które wyrosły na dwóch tygodniach oczekiwania i które były naprawdę, naprawdę wysokie. Zapewniam.
Pierwsze co się rzuca w ucho to kompletna zmiana jeśli chodzi o klimat i w ogóle... gatunek muzyczny. Daft Punk w tym albumie używa jedynie prawdziwych instrumentów, nie ma żadnych sampli, nie ma nawet syntezatorów! Pojawiają się gitary elektryczne (w różny sposób nastrojone), perkusja (naprawdę fantastyczna i prowadząca wiodącą rolę), orkiestra (piękne skrzypce!), gitara basowa, fortepian, organy i cała masa różnych innych instrumentów: od trąbek, przez trójkąty, po grzechotki. Wokalistami są goście, bądź roboty. Każdy utwór ma do tego specyficzny klimat, zbudowany właśnie wokół tych gości, kolaborantów, którzy zostali zaproszeni do współtworzenia płyty (są to zarówno dawne legendy muzyki disco i legendarni producenci czy pisarze piosenek, ale też współcześni twórcy). Gdybym miał określić gatunek, byłoby to coś w rodzaju... hm, mieszaniny funku, alternatywnego rocka, indie rocka, metalu, nu-metalu, muzyki klasycznej, disco, groove i... czystej epickości.

Przyjrzyjmy się pojedynczym utworom:



1. Give Life Back to Music 9/10

Świetny opening. Funky klimat, zmuszający do tańca rytm, świetna gitara Nile'a Rodgersa, do tego roboci wokal powtarzający tę samą frazę, będącą pewnego rodzaju obietnicą tego, czym będzie album.


2. The Game of Love 7/10

Spokojny utwór, bardzo delikatna muzyka i roboci wokal. Jako element albumu, nie powala na kolana, ale jest dość istotny, uspokaja przed kolejnym kawałkiem. Muzycznie perfekcyjny, czysty i hipnotyzujący.


3. Giorgio by Moroder 10/10

Chyba najlepszy kawałek RAM. To trzeba usłyszeć - utwór jest po prostu PRZE-EPICKI. Powala na kolana. Geniuszem będzie ten, kto odnajdzie wszystkie smaczki zamieszczone w tym utworze, wszystkie odniesienia do różnych gatunków muzycznych, od funku, przez jazz, blues, muzykę klasyczną, hip-hop, po metal, rock. Arcydzieło.


4. Within 8/10

Kolejny spokojny utwór, mocno obudowany na dźwiękach fortepianu. Bardzo smutny i melancholijny. Można się kłócić, czy taka opowieść z ust robota nie psuje emocjonalnego przekazu, ale mi to nie przeszkadza.


5. Instant Crush 7/10

Bardzo indie rockowy kawałek, chociaż mi osobiście przeszkadza ten autotune wokalu. Bardzo fajne gitary, szczególnie ciekawie się w to wszystko komponuje metalowa solówka na gitarze elektrycznej.


6. Lose Yourself to Dance 9/10

Utwór wywołał we mnie pragnienie tańca, które z dumą zrealizowałem. Najlepszy taneczny kawałek albumu, naprawdę świetny. Powraca funkowy klimat pierwszego utworu, do tego fajny piskliwy wokal zmieszany ze śpiewającymi robotami, no i fantastyczna gitarka Rodgersa. I lost myself to dance!


7. Touch 10/10

Jeden z najlepszych utworów tego albumu. Bardzo różnorodny, często zmieniający tempo i klimat, ale pełen fantastycznych epickich momentów. Brak słów, żeby to opisać - czyste emocje i ciarki na plecach.


8. Get Lucky 8/10

Byłem zachwycony singlem, głównie dlatego, że to nowy Daft Punk po tylu latach, ale też po prostu kawałek mi się spodobał i niesamowicie wbił w ucho. Muszę jednak przyznać, że jako część RAM, nie jest to nic specjalnego. Cóż, może się przesłuchałem tym kawałkiem, a może zbyt długo czekałem na pozostałe i dlatego nie ma takiego szału? Tak czy inaczej, hit lata.


9. Beyond 7/10

Fajnie się zaczyna i później jest również fajnym połączeniem klimatu Get Lucky czy Lose Yourself to Dance, ale dużo spokojniejszym i mniej chwytliwym. Czasami uderza trochę klimatem z TRON. Fajne jako chilloutowy utwór, ale nie ma szału.


10. Motherboard 8/10

Kolejny spokojny utwór, którzy kojarzy mi się bardzo z The Flashbulb. Jako część RAM pełni rolę kolejnego "uspokajacza", przygotowującego nas na ostatnie kawałki, ale mimo to, jest świetny, bardzo chilloutowy, naturalny. Brzmi fantastycznie!


11. Fragments of Time 5/10

Nie wiem co o tym myśleć, takie to nijakie. Fajne, ale nijakie, niczym się nie wyróżnia.


12. Doin’ It Right 4/10

A ten kawałek, przez niektórych uważany za jeden z najlepszych, moim zdaniem jest jednym z najsłabszych z albumu.


13. Contact 10/10

Epicki finał. To jest właśnie to co kocham, dokładnie taka muzyka jakiej szukam odkąd jestem fanem M83. Brak słów. Utwór jest po prostu epicki, głośny, fantastyczny, nie pozostaje nic innego jak machać głową i ruszać wyobraźnią do fantastycznej perkusji zmieszanej z niesamowitymi organami (zastępującymi syntezatory), elektronicznymi dodatkami i piękną, schowaną w tle gitarą basową.



I cóż, z mojej strony tyle. W wakacje w klubach każdy DJ set będzie wyglądał tak, a Get Lucky prawdopodobnie będzie hitem roku. Sam album gniecie mnie po jajach, ale nie ogłaszam go AOTY, bo dopiero maj. No i nie wiadomo co nam Röyksopp przyniesie jesienią...

Tak czy inaczej Daft Punk robi Muzykę. Przez duże M. Album jest istnym arcydziełem i natychmiastowym klasykiem - nasze dzieci będą o nim mówić tak, jak my dzisiaj mówimy o Dark Side of the Moon, a Daft Punk będzie legendą taką, jaką są The Beatles.