niedziela, 18 maja 2014

Filmowe podsumowanie 2013 roku


Idąc za zestawieniem które zrobiłem w 2012 roku, przygotowałem listę najlepszych - moim zdaniem - filmów roku ubiegłego, czyli tego oznaczonego liczbą 2013. I nie był to zły rok - obejrzałem 65 produkcji które miały wtedy swoją premierę, z czego dwie dostały "dziesiątkę", a siedem - "dziewiątkę". To właśnie te dziewięć filmów zamieszczę na tej liście. Średnia ocen wszystkich produkcji z 2013 roku które oceniłem wyniosła 6.86.


1. Gravity
Wizualna orgia, której ciężko nazwać filmem. Gravity to "doświadczenie", przygoda, która nie pozwala na chwilę nudy i niejednokrotnie potrafi wzruszyć. Nie wiem jeszcze jak odbiorę ten film w 2D, ponieważ widziałem go tylko raz w IMAX, ale nawet gdyby pozbawić go wszelkich fajerwerków związanych z fantastyczną trójwymiarowością, nadal pozostaje świetna gra aktorska Sandry Bullock, oraz trzymająca w napięciu fabuła. Nie mogę sobie wyobrazić lepszego, "realistycznego" filmu akcji o kosmosie. No i te perfekcyjne długie ujęcia (które uwielbiam!)...


2. Upstream Color
Film, który podczas samego oglądania wywoływał u mnie jedynie znużenie i ciągłe rozmyślanie: "o co tutaj, kurwa, chodzi". Po skończeniu pozostawia jednak emocjonalne rozbicie i szczękę w podłodze. Nie jest to na pewno kino dla każdego. Jest ono pełne symboli, ambientowej muzyki, długich scen teoretycznie nie mających sensu, ale kiedy poznamy całą historię, oraz przeczytamy wyjaśnienie reżysera (który zaprezentował nam tutaj dość interesującą teorię o tym "jak działa życie", i który jednocześnie ten film wyprodukował, a także napisał scenariusz i muzykę!), to zrozumiemy, jak idealna jest to produkcja.


3. Thor: The Dark World
Druga część przygód Thora podobała mi się o wiele bardziej niż pierwsza. Jest to rewelacyjna spece opera fantasy z elementami science fiction, czego więc chcieć więcej? Wszystko tutaj do siebie pasuje, audiowizualnie jest na najwyższym poziomie, a humorem dorównuje The Avengers. Takie kino o superbohaterach lubię!


4. Oblivion
Film, który przy pierwszym seansie w kinie nie wywołał u mnie aż tak pozytywnej opinii, ale przy drugim i trzecim obejrzeniu nie pozwolił na nic innego, jak tylko na zakochanie się w tym co sobą prezentuje: klasyczny i dobrze przemyślany scenariusz science fiction, piękne widoki, fantastyczną muzykę M83 i genialne dialogi. Sam film dodatkowo w kilku miejscach zaskakuje, do tego wzrusza i nie pozwala się nudzić. Naprawdę rewelacyjne kino science fiction.


5. Stoker
Wyjątkowy i jakże wspaniały film! Chciałbym więcej produkcji tego typu. Produkcji magicznych, wciągających, zaskakujących, oryginalnych, z ciężkim klimatem i nietypowymi relacjami między głównymi bohaterami. Jest też na co popatrzeć - Mia Wasikowska jest piękna, i gra świetnie. No i ta scena pod prysznicem... zaskakująca, szokująca, unikatowa!


6. Frozen
Animacja Disney'a z masą świetnych piosenek i przyjemnym, zimnym klimatem. Bawi, wzrusza, uczy - ma wszystko czego można oczekiwać od tej wytwórni. Bardzo fajne główne bohaterki i ciekawi bohaterowi poboczni to na pewno najmocniejszy atut tego filmu.


7. World War Z
Dwie godziny ciarek i zajebistego kina post-apokaliptycznego. Jasne, film nie trzyma się wiernie wizji Brooksa, przez co nie wybrałem się na niego do kina (bojkotowałem film od momentu zobaczenia szybkich zombie na trailerze), ale po seansie w domu kompletnie zmieniłem zdanie. Twórcy bawili się świetnie konwencją, a sam film ma w sobie elementy które pozwoliły mi pokochać książki Brooksa, z nastawieniem na "umiędzynarodowienie" apokalipsy z zombie na czele. Film też zawiera w sobie najlepszą scenę śmierci w historii kina!


8. Rush
Film który można oglądać na bezdechu. Wciąga, wywołuje ciarki i trzyma w napięciu. Do tego świetna muzyka i interesujący główni bohaterowie. Dodatkowego smaku dodaje fakt, że jest to film oparty na faktach, dzięki czemu bardziej wczuwamy się w "konflikt" między rajdowcami.


9. La Migliore offerta
Film który emocjonalnie dobija, wzrusza i skłania do refleksji. Fabuła jest naprawdę ciekawa i oryginalna, wywołuje chęć dowiedzenia się co będzie dalej, a do tego klimat i świetne wykonanie, przez co chciałoby się, aby nigdy film się nie kończył. A niestety musi. I to jak.

piątek, 9 maja 2014

To the Moon


Mniej więcej dwie godziny temu ukończyłem grę "To the Moon", którą kiedyś udało mi się tanio zakupić w jakimś Bundle. Skuszony pozytywnymi recenzjami, nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły fabularne (nie wiedziałem właściwie nic), zagrałem.

Rzec mogę tylko tyle: jest to jedna z tych gier, których nigdy się nie zapomni i które zmieniają życie. O ile na początku wyglądała na pixelowatą, prostą przygodówkę, to dość szybko zauważyłem w niej niezwykle oryginalną i pomysłową fabułę, oraz piękną muzykę, uświadamiając sobie w końcu, że ta gra nie ma na celu mnie bawić, ale zmusić do refleksji i rozbić emocjonalnie.
Naprawdę, nie pamiętam zbyt wielu produkcji które by mnie w taki sposób wzruszyły i pozostawiły aż tyle emocji na tak długo (bo naprawdę, nie spodziewam się, żeby szybko ze mnie to wszystko co teraz we mnie się dzieje opadło). Z gier pewnie wymienić mógłbym jedynie Braid, Mass Effect i The Walking Dead. To dużo chyba mówi, chociaż szczerze mówiąc nie przypominam sobie, żebym na nich zużył aż tyle chusteczek ile zużyłem na "To the Moon"...

Nie chcę spoilerować, zanurzać się w szczegóły fabularne, smaczki i te wszystkie dziwne rzeczy które mi rozwaliły serce i umysł. Bo po co? Mogę jedynie zachęcić do zagrania. Sama produkcja nie jest długa, starcza na kilka godzin... ale... jakie to są godziny...


wtorek, 29 kwietnia 2014

Obsada Episode VII - moje typy


Po ogłoszeniu oficjalnie obsady siódmego Epizodu Star Wars, postanowiłem połączyć aktorów z postaciami do których najbardziej one pasują. Bazuję na Expanded Universe, jednak szczegóły się oczywiście nie liczą - np. kwestia dokładnego wieku - skoro jest to od kilku dni bardziej źródło inspiracji i szkiców, niż twardy kanon.

Jasne, wiem, że nie muszą wykorzystywać tych samych imion, wizerunków czy konceptów, ale liczę jednak na to, że moje typy się sprawdzą chociaż trochę. Byłby to miły ukłon w kierunku pracy wielu autorów, którzy od 36 lat tworzą to uniwersum, oraz wspaniały prezent dla fanów, którzy śledzili przez wiele lat losy bohaterów Star Wars i ich potomków.


Domhnall Gleeson - Ben Skywalker
Tego aktora znam najbardziej, jest świetny. 30-letni rudzielec który spokojnie mógłby grać dwudziestu-kilku-latka. Ben w EU urodził się dość późno, ale nic nie przeszkadza, żeby Luke miał syna trochę wcześniej (czyli kilka lat po Powrocie Jedi musiałby go spłodzić). Problem stwarza brak starszej aktorki w obsadzie, chociaż jej rola może jest po prostu mniejsza. Zobaczymy, mam nadzieję, że twórcy nie pójdą w kierunku Luke'a trzymającego się z dala od związków.


Max von Sydow - Darth Plagueis
To była moja pierwsza myśl kiedy go zobaczyłem. Te usta i podłużna twarz, nie tylko w jego obecnym wyglądzie, ale też kiedy patrzy się na zdjęcia z jego starszych filmów Pojawienie się w VII Dartha Plagueisa to jeden z możliwych scenariuszy, głównie ze względu na to, że jest on wspomniany w Zemście Sithów, więc stanowiłoby to idealne nawiązanie i kontynuację tego wątku. Któż nie byłby groźniejszy dla Galaktyki, niż powracający zza "grobu" mistrz Imperatora poszukujący nieśmiertelności? Może ją znalazł?


Daisy Ridley - Jaina Solo
Młoda i nieznana aktorka, która będzie naszą "nową Padme/Leią". Tutaj możecie zobaczyć ją w akcji. Jak dla mnie perfekcyjnie pasuje do roli Jainy, przypomina bardzo swoją matkę i babcię! To jest bohaterka którą chciałbym najbardziej zobaczyć w VII, wybaczyłbym wtedy całe zło jakie Lucasfilm/Disney wyrządził kanonowi (tak, oficjalnie tutaj to piszę: jeśli w VII będzie Jaina, mogą robić co chcą).


Adam Driver - Jacen Solo
Tutaj mam problem tego rodzaju, że Adam Driver był w plotkach podawany jako główny negatywny bohater. Jednak bardziej w tej roli pasuje mi von Sydow, więc Driver mógłby grać młodego Solo. Ma w sobie coś "groźnego", ale koncepty z Dziedzictwa Mocy mogą być eksplorowane już w kolejnych częściach (czy Trylogii), jeśli Plagueis miałby być głównym "złym". Może być to niezła inwestycja w przyszłość. A może Kyp Durron?


Pozostali 
 Przy kolejnych aktorach mam już większy problem. Nie pasują do żadnej większej postaci z Expanded Universe, mogą być kimkolwiek. John Boyega pasowałby na jakiegoś potomka Lando (chociaż w EU miał on bodajże córeczkę?), a Andy'ego Serkisa najchętniej widziałbym w roli jakiegoś porąbanego Sitha, nowego ucznia Plagueisa (o ile będzie on się trzymał Zasady Dwóch). Oscar Isaac mógłby być być kimkolwiek, ale pasowałby też do roli Wielkiego Admirała Thrawna, gdyby okazało się, że Sequel Trilogy miałoby nawiązać najpierw do tego bohatera. Jak dla mnie pasuje całkiem dobrze!



niedziela, 27 kwietnia 2014

Co z tym Expanded Universe?


Ostatnie wiadomości związane z kanonem to cios w serce fana tego uniwersum. Oprócz tego, zapowiedziano kilka nowych pozycji książkowych, pierwszych "naprawdę-naprawdę kanonicznych". To trochę jak by matka przedstawiła Wam swojego nowego chłopaka dzień po śmierci ojca.

Jak powinienem się czuć teraz, kiedy wszystkie moje ulubione postaci... przestają istnieć? Jaina Solo, Revan, Ganner Rhysode, Imperator Vitiate, Kyle Katarn, Thrawn, Nom Anor - wszystko spuszczone do poziomu fanfiction. Natomiast Meebur Gascon - najbardziej żenująca postać w historii Gwiezdnych Wojen - jest tak samo prawdziwy jak Luke Skywalker. Kto wie też jaki status będą mieć nowe kolorowanki i książeczki dla 3-letnich dzieci. Kanon? Wspaniale.

Czy mogę teraz cieszyć się nowymi książkami, filmami, komiksami i grami? Chyba nie. Nie wymażę z pamięci tego, co towarzyszyło mi przez ostatnie 10 lat zaczytywania się w EU. Jeśli nowe produkcje są zupełnie oderwane od tego co mam w pamięci, to nie będzie w nich nawiązań do tej większej całości.

Sam "Moraband" poruszył masy, mimo, że na StarWars.com wspomniano, że to Korriban, który zmieniał nazwy w różnych punktach historii. A teraz... mogą zrobić wszystko. Z historią Sithów i Jedi, szczegółami dotyczącymi Zasady Dwóch i machinacji politycznych Palpatine'a - jak czerpać z tego przyjemność?

Podobnie w drugą stronę - otrzymamy prawdopodobnie zupełnie oderwaną od znanej mi rzeczywistości wersję wydarzeń post-RotJ. Nie wiem, czy będę mógł z przyjemnością oglądać film, w którym Han i Leia nie będą razem, a Luke weźmie sobie za żonę jakąś czarnoskórą kobietę (jeśli wierzyć plotkom o czarnym potomstwie Skywalkerów). Zamiast się cieszyć nowymi historiami, będę z nostalgią wspominać EU...

Niepewna jest też przyszłość SWTOR. Jest to projekt który mocno bazuje na Expanded Universe, czerpie z niego garściami, ale nadal się rozwija. Story Group również podpisało się pod Galactic Starfighter. Gamespot dotarł do Lucasfilm i otrzymał od nich taką odpowiedź: "SWTOR zawsze było i będzie częścią Expanded Universe". Czyli... nie jest kanoniczne, bo EU jest niekanoniczne i opisane jako "Legends", czy może jest kanoniczne, bo Expanded Universe istnieć będzie dalej, ale wszystko będzie na takim samym poziomie kanonu? Enigmatyczna odpowiedź, a chęci do włączenia niekanonicznej brak (bo komu by się chciało poświęcać tyle czasu grze, która jest tak istotna dla Star Wars jak World of Warcraft czy Star Trek Online).

Smutne jest też to, że pewnie nie będzie nowych książek z cyklu "Legends", co nie pozwoli na zakończenie wielu urwanych opowieści. Właściwie nie pozwala mi to na dalsze eksplorowanie tego świata, a wszystkie przewodniki i książki na które wydałem grube kilka tysięcy złotych są teraz nic nie warte. Ba, nawet nie muszę ich teraz czytać! Po co? Zawsze odkładałem czytanie The Essential Guide to the Force, czy The Essential Atlas, a teraz podjęto za mnie decyzję kiedy się za nie zabrać. Nigdy.

Dlaczego muszą też wywalać wszystko? Punkt Przełomu, KotOR - komu przeszkadzają? Dlaczego pokuszono się o aż tak radykalne posunięcie? Istnieje oczywiście taka opcja, że to ruch mający jedynie pozwolić na większą swobodę, oraz uniknąć negatywnych reakcji na niektóre mniejsze zmiany (a la TCW). Zmiany niekoniecznie w mocny sposób zaprzeczające temu co było. Wtedy OK, mam gdzieś szczegóły, nie obchodzi mnie kiedy jaki model TIE był produkowany (i dlaczego dany komiks jest beznadziejny, bo niezgodny w takich kwestiach), czy w którym roku i miesiącu Wojen Klonów dokładnie doszło do bitwy o Jabiim - nie bolały mnie mniejsze zmiany które proponowało TCW, byle tylko nie mieszali za mocno tylko dlatego, że... mogą.

A film który zamieszczono na oficjalnym kanale Star Wars na Youtube jest... rozdrapywaniem ran. Mówią nam: "Expanded Universe jest super! Kochamy te książki i gry, to nasze dzieciństwo, tyle świetnych historii, ale... mamy je gdzieś i usuwamy z kanonu, bo tak jest łatwiej!". Dajcie mi w takim razie nowego KotORa. Kanonicznego i na odświeżonym engine ;)

Pozostaje też pytanie: co robiło Story Group przez ostatnie półtora roku? Budowali grunt pod przyszłość? Wydawało mi się właśnie, że chodziło o to, aby jak najskuteczniej, i z jak najmniejszymi stratami, wprowadzić możliwość powstania nowych filmów. Okazało się jednak, że poszli oni na łatwiznę. Jasne, obiecują, że z EU czerpać będą (jako przykład podano Star Wars Rebels które faktycznie mocno bazuje na niektórych jego elementach), ale jest to jedynie obietnica którą można w różny sposób interpretować.

Star Wars nie jest już kierowane przez ludzi z pasją i wizją, to teraz marka kierowana przez sztywniaków pod krawatami, pieniądz i korporacyjne zasady. Leland Chee wczoraj wysłał wiadomość twórcy Timeline Gold, że nie może już odpowiadać bezpośrednio na pytania fanów dotyczące kanonu (co robi od kilkunastu lat, najpierw na oficjalnym forum, a później przez media społecznościowe) bez wcześniejszego przedyskutowania odpowiedzi z działem PR...

Mając to wszystko teraz przed oczami, zastanawiam się również nad taką kwestią: czy jestem w stanie im teraz zaufać? Co jeśli za 12 lat postanowią nakręcić film o Tarkinie? Czy będą patrzeć na książki wydane dzisiaj, czy pójdą na łatwiznę i po raz kolejny dokonają rebootu? Nie. Teraz liczy się tylko kasa i maksymalizowanie zysków. Księgowi skalkulują co przyniesie więcej pieniędzy, i na takiej podstawie będą podejmowane decyzje.

Wiem, że Star Wars to głównie rozrywka, że zawsze aspekt pogoni za zyskiem był istotny, a książek z półek nikt mi nie zabierze, ale najwięcej zabawy było właśnie w tym, że Star Wars zawsze było jedno. To nie Marvel czy DC, gdzie rebooty są czymś częstym i oczywistym - są podyktowane są faktem, że historie tam są osadzone w naszym realnym świecie, więc ograniczone przez niego - przez nasze realia, oraz krótki czasowo okres w którym można się bawić.

A Star Wars?  Jeden świat, pełen genialnych połączeń - od małych nawiązań wplecionych umiejętnie w dialogi i historię, po Luke'a biegającego po Dromund Kaas i Korriban - oraz możliwości na stworzenie nieskończonej liczby powieści. Kilkadziesiąt tysięcy lat historii do wypełnienia. Cała Galaktyka. Miliony planet, postaci, ras i kultur. Filmy były tylko wstępem do czegoś większego, dla mnie zawsze większą wartość miało EU. Teraz mi to zabrano, a ja nie wiem co przyniesie przyszłość.

środa, 12 lutego 2014

Filmy które kocham - Część I


Z racji zakończonej sesji, nadmiaru wolnego czasu, oraz weny do pisania czegoś innego, rozpoczynam mini-cykl w którym przedstawię filmy które najmocniej podbiły moje serce. Postanowiłem, że podzielę to na części - na pewno łatwiej mi będzie napisać parę zdań o kilku filmach, niż od razu zabierać się za zanalizowanie 38 (dokładnie tyle ma u mnie na Filmweb ocenę 10/10). Zacznę od filmów które widziałem niedawno i stopniowo przejdę coraz dalej w przeszłość mojej historii ocen. Do dzieła!


Upstream Color (2013) 
To jeden z tych filmów, na które trafia się zupełnym przypadkiem i które nie zapowiadają się jakoś fantastycznie... po czym wstrząsają emocjonalnie i nie dają o sobie zapomnieć na długo. I właściwie przez większość czasu spędzonego przy tej produkcji zastanawiałem się "co to za badziew" i "o co tu chodzi", jednak ostatecznie obraz ten mnie wzruszył i przetrzepał psychicznie. Pełen symboliki i metafor film który nie wystarczy obejrzeć raz, a który albo się pokocha, albo znienawidzi. Na uwagę zasługuje również świetna muzyka ambientowa, oraz fakt, że skomponował ją ten sam człowiek który gra główną rolę, napisał scenariusz, wyreżyserował i wyprodukował całą produkcję. Ba, również odpowiada za niezależną jego dystrybucję... Podczas oglądania polecam też trochę myśleć i otworzyć na nietypowe przeżycia.


Gravity (2013)
Produkcja sci-fi która dostarcza niesamowitych doznań, szczególnie oglądana w IMAX. Dwie godziny na bezdechu - w przenośni i praktyce. Piękne zdjęcia, długie ujęcia (które uwielbiam!), fantastyczna gra aktorska Sandry Bullock i pełna zawrotnej akcji fabuła. Dzięki połączeniu tych wielu elementów otrzymujemy arcydzieło kina sci-fi, o którym na pewno będzie się mówić jeszcze przez wiele lat. Film otrzymał masę nominacji do Oscara i mam nadzieję, że zgarnie większość z nich - w pełni na to zasługuje.


Karigurashi no Arrietty (2010)
Czyli "Tajemniczy świat Arrietty", produkcja Studia Ghibli Hayao Miyazakiego, najbardziej uroczy film jaki widziałem w całym moim życiu. Historia miniaturowej dziewczynki zamieszkującej piwnicę pewnego domu jest piękna, ciepła i wzruszająca. Arrietty to chyba najsłodsza bohaterka w historii kina! Film jest świetnie zrealizowany i przemyślany, muzyka jest fantastyczna, a historia wzrusza i nie daje o sobie zapomnieć na bardzo długo. Coś pięknego!


Cloud Atlas (2012)
Najbardziej niedoceniony i niezrozumiany film ostatnich lat. To idealna produkcja która dostarczy nie tylko świetnej rozrywki osadzonej w różnych momentach historii naszego świata, ale też skłoni do refleksji (przynajmniej tych co myślą). To jest najpiękniejszy film o wolności jak widziałem. Film, który eksploruje i przedstawia wiele przeróżnych form zniewolenia (od tego o podłożu rasistowskim, przez niewolę społeczną i kulturową, po ponurą wizję państwa totalitarnego), krytykując jego podłoże i prezentując nam silnych bohaterów którzy mają odwagę aby się przeciwstawić niesprawiedliwości i postawie konserwatywnej. Cudo artystyczne i wizualne, perfekcyjna gra aktorska (motyw aktorów grających różne role jest genialny) i mądre przesłanie stawia ten film w czołówce tych najlepszych.


The Avengers (2012)
Ten film to idealne połączenie komedii i kina akcji science fiction, a do tego genialny crossover do którego zmierzaliśmy przez wiele lepszych i gorszych filmów. Superbohaterowie których mieliśmy wcześniej okazję poznać łączą siły w walce o przyszłość Ziemi - robią to w sposób widowiskowy i przezabawny, stąd tak wysoka ocena. Wyżyny współczesnego kina rozrywkowego.


Perfect Sense (2011)
Tak jak w przypadku Upstream Color, jest to film po którym zupełnie nie spodziewałem się takiego poziomu artystycznego. Jest to jedna z tych produkcji, które dosłownie rozwalają emocjonalnie - tak mocno płakałem chyba tylko na finale Listy Schindlera. Piękna historia miłosna okraszona apokaliptycznym science fiction, bosko zagrana przez piękną Evę Green i genialnego Ewana McGregora. Muzyka jest piękna i wzrusza sama w sobie, a w połączeniu z obrazem po prostu zgniata serce. Arcydzieło.


Sześć filmów z nami, pozostały 32 - mam nadzieję, że przed powstaniem drugiej części ta liczba wzrośnie, bo nie ma nic lepszego niż film chwytający za serce bądź zachwycający umysł.

The Old Republic: Jak w dwa dni zarobić 5 milionów kredytów?


Dzisiaj zdradzam sekrety craftingu w SWTOR.

Tytuł nie kłamie - zarobienie kilku milionów kredytów w ciągu doby jest możliwe, i nie takie trudne jak by się mogło wydawać. Jest jednak bardzo uzależniające, bo czy nie miło jest zalogować się na alta i odebrać ze skrzynki mailowej 75 wiadomości wypełnionych kredytami? 75x60k=4,500,000 kredytów zarobionych w mniej niż dwie doby całkiem casualowego craftingu.



Co musisz mieć?

1. Subskybcję
Ponieważ zarabianie milionów z ograniczeniem na ilość kredytów nie ma większego sensu, ba, jest wręcz niemożliwe ze względu na ograniczenia co do skrzynki mailowej. Poradnik zakłada więc, że płacisz za ulubioną grę.

2. Postać z Cybertech
Wymagana jest postać z tym Crew Skillem na poziomie 450, będzie ona głównym dostarczycielem komponentów. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

3. Postać z Armstech
Również na poziomie 450, będzie ona głównym crafterem i postacią która jako pierwsza położy ręce na naszych zarobkach. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

4. Przynajmniej 2 postaci ze Scavenging
Ale im więcej tym lepiej. Ja używam 3 dodatkowych postaci, nie licząc dwóch powyższych które również mają ten skill. Zakładamy jednak, że postać z Cybertech nie będzie miała wolnych slotów na zbieranie złomu, więc do tej puli możesz doliczyć tylko postać z Armstech. Muszą one również mieć wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

5. Postać ze Slicing
Jedną lub dwie. Do craftingu będziemy potrzebować Bio-Mechanical Interface Chip, a do tego zarobimy na boku na Critical z tego Crew Skilla. Mogą to być postaci które mają już Scavenging, ponieważ Slicing zabierze nam jeden bądź dwa sloty na postać, a w przypadku kiedy będziemy potrzebować więcej złomu, można go pominąć w danej rundzie.


Co również warto posiadać?

1. Szybkiego kompa
Głównie dla szybszego ładowania kolejnych postaci. Przelogowywanie się do część naszej pracy, dlatego dobrze by było, gdybyśmy nie marnowali czasu na wpatrywanie się w ekran ładowania - może to być frustrujące. Szybki komputer również ważny jest z tego powodu, że będziemy mogli na komputerze wykonywać normalną pracę, podczas gdy otwarta w tle gra będzie czekała na zakończenie misji naszych companionów.

2. Grę na Fullscreen (Windowed)
Dzięki temu minimalizowanie i odminimalizowanie gry będzie szybsze, a poza tym zlikwidujemy problem częstych crashy podczas tabowania. Zmiana jest naprawdę świetna, chociaż podczas braku aktywności warto wrócić do listy wyboru serwerów - karta graficzna będzie mniej obciążona, a i tak nas tam po pewnym czasie nieaktywności wyrzuci.

3. System nagród
Ustal sobie różne progi i zastanów jakie ekskluzywne, drogie i elitarne przedmioty zawsze chciałeś mieć. Na przykład pierwszym progiem będzie 10 milionów - gdy go osiągniesz, kup tego Varactyla na którego zawsze patrzyłeś z zazdrością! Dzięki temu będziesz mieć motywację dalszej pracy, a samo siedzenie nad craftingiem nie pójdzie "na marne", ponieważ będziesz mógł cieszyć się jej efektami na bieżąco.

4. Ciągły dostęp do komputera
Co około pół godziny będziesz musiał obskoczyć postaci które będą częścią naszej machiny produkcyjnej. Grę możesz mieć zminimalizowaną w tle, dzięki czemu będzie to mniej kłopotliwe - w tym czasie przeglądaj Sieć, czytaj książkę, oglądaj film albo ucz się do egzaminu, to już jest osobista kwestia. Żeby nie zapomnieć o craftingu możesz sobie ustawiać budziki, ale ja raczej robię to na oko - po prostu wchodzę do gry kiedy mam przeczucie, że już pora.

5. Wszystkich towarzyszy z maksymalnym Affection
To proste - im wyższe Affection, tym większa szansa na sukces misji. Większe i lepsze zbiory to coś co pozwoli nam nie tylko przyspieszyć crafting, ale też zmniejszyć jego koszta. Opłaca się więc zainwestować w gifty!


Co robić?

1. Gathering
Postaci ze Scavenging zbierają Mythre, Turadium i Tricopper Flux. Loguj poszczególne postaci i wysyłaj je na misje. Najlepiej "zaparkować" je na statku bądź we flocie blisko wejścia na statek - zastosujemy tutaj taki trick, że np. w momencie kiedy będziemy mieć dużo Mythry, a malutko Turadium, to podczas przechodzenia między statkiem a Flotą (i odwrotnie) zresetujemy listę misji, więc będziemy mogli wszystkich 5 towarzyszy wysłać na misje zbierające Turadium. Staraj się też wybierać te misje które dają najwięcej nagród - kosztują one ponad 3 tys. kredytów.

2. Slicing
Postać która ma Slicing niech wysyła regularnie jednego z towarzyszów (tego który ma szansę na Crit.) na misję Watching the Watchdogs albo Unsliceable. Przynoszą one nie tylko Bio-Mechanical Interface Chip wymagany do craftingu, ale też mają szansę na zdobycie kilku Thermal Regulator które możemy sprzedać ze sporym zyskiem na GTN (nie omawiam tutaj craftingu Augment Kitów do których tego się używa).

3. Cybertech
Zebrane materiały wysyłaj na bieżąco postaci z Cybertech. Wszystkich companionów wysyłaj na misję craftowania części droidów które kosztują 2x Mythra, 2x Turadium i 2x Tricopper Flux - jest to najbardziej ekonomiczny sposób, pozostałe crafting skille nie posiadają przedmiotu który kosztuje 2/2/2, zwykle jest to 2/6/2 albo 2/4/4. Pamiętaj, żeby zrobić w inventory miejsce na wykonane przedmioty!

4. Reverse Engineering
Uzyskane Parts przemielamy celem uzyskania MK-9 Components. Z jednej pełnej tury uzyskamy 25 komponentów.

5. Armstech
Wysyłamy komponenty naszej postaci z Armstech. Musi ona jednego z companionów (bądź dwóch, zależnie od ilości komponentów) zarezerwować na nasz crafting, pozostałe niech zbierają materiały (o ile masz tam Scavenging). Craftujemy MK-9 Augmentation Kits, najlepiej użyć do tego postaci która posiada największy critical na Armstech, możesz też zakupić u vendora na statku (o ile go posiadasz) specjalne urządzenie które da Twojemu droidowi pokładowemu +2 Critical, pamiętaj jednak żeby nabić mu chociaż 8k affection (podobno 2k affection to +1 do Crit, a po 8k Affection dalsze wbijanie jest mozolne i trudne, więc można się na tym zatrzymać)!

6. Sprzedaż
Zorientuj się jakie są ceny MK-9 Augmentation Kits na GTN. U mnie ceny oscylują między 59-69k. Czasami udaje mi się sprzedać cały zestaw za wyższą cenę, ale czasami rzucam je po prostu za 62-64k aby mieć większą pewność, że się sprzedadzą. Wszystko zależy od aktywności graczy, od tego czy ostatnio pojawił się nowy shippment (nowe ciuchy -> ludzie chcą je augmentować) oraz od pozostałych uczestników rynku. Jedna ważna rada: NIE UCINAJ ZBYT MOCNO CEN! W interesie wszystkich sprzedających jest pozbycie się towaru, ale obniżając chamsko ceny szkodzisz rynkowi i sobie. Ustaw cenę rozsądnie, nie musi być niższa niż najtańsza oferta - i tak sprzedasz!

7. Powtórz i zbieraj profit
Co pół godziny loguj wszystkie postaci i powtarzaj to co napisałem wyżej. Czasami będziesz w potrzebie Tricopper Flux, więc możesz jeden slot na postaci z Cybertech wykorzystać na gathering. Generalnie ilość zarobionych pieniędzy zależy od tego ile masz wolnego czasu podczas którego możesz dojść do komputera i poświęcić kilka minut na obskoczenie postaci.

8. Graj na rynku
Jeśli zarobisz już pierwsze miliony, a masz żyłkę handlowca, to zacznij grać na GTN. Polega to na obserwowaniu cen wybranych przedmiotów (konkretne przedmioty albo jakaś kategoria) i kupowaniu ich taniej -> sprzedawaniu drożej. O tym jednak napiszę pewnie innego posta, ale czytanie poradników nie jest potrzebne, zabawa polega raczej na doświadczeniu i znajomości rynku - im więcej będziesz siedzieć przy GTN tym lepiej, po prostu przeglądaj trendy i zastanawiaj się czy warto w coś zainwestować.

8. Ciesz się milionami!
I kupuj co chcesz, tylko nie przesadzaj z rozrzutnością. A jeśli grasz na Tomb of Freedon Nadd i chcesz podziękować za dobre rady to możesz podsyłać upominki do: Onorios (Imperium) i Thimi (Republika) - moich crafterów.

Udanego pływania w kredytach!

czwartek, 19 grudnia 2013

Kolekcja Star Wars - grudzień 2013


Prawie równo rok temu wrzuciłem na bloga zdjęcia swojej kolekcji Star Wars. Co ciekawe, było to dokładnie 18 grudnia, dnia który jest datą premiery Episode VII w 2015 roku... Przypadek? :)

Kolekcja wzbogaciła się o sporo książek, nie tylko tych fabularnych, ale również encyklopedycznych (jak chociażby SWTOR Encyclopedia, Essential Reader's Companion czy Making of Star Wars: Revenge of the Sith). Jeśli chodzi o gadżety, to nie licząc Jainy Solo (firmy Kotobuky'a) o której już na blogu pisałem, wzbogaciłem kolekcję o całą masę (licencjonowanych) koszulek Star Wars, ulubiony dzisiaj wybór prezentowy mojej rodziny.

Przyznam, że to rok obfity również w kolekcję związaną z The Old Republic. Mowa oczywiście o całej masie wirtualnych nabytków i achievementów, ale nie będę poświęcał temu miejsca w tym wpisie.

Oto zdjęcia (opcjonalnie -> na imgur):






Jakie plany? Jak widzicie, półka na książki się skończyła, a planuję niedługo nadrobić zaległości wydanych niedawno na polskim rynku pozycji. Co zrobić? Prawdopodobnie przeniosę całą zawartość Półki Filmowej (Maska Vadera, figurki Anakina, wydania DVD i Blu-Ray oraz Jaina Solo) na górę obok komiksów, a stamtąd figurki, książki i VHS przerzucę na prawo, na którąś z tych dość kiepsko (merytorycznie) zagospodarowanych. Kto wie, może też przeniosę część tych pierdół z półek na górze na tę po lewej z modelem Venatora - niestety ta półka jest niewidoczna po wejściu do pokoju, ponieważ znajduje się za drzwiami które ją zakrywają gdy są otwarte.

Na koniec, bonusowo, zdjęcia mojej kolekcji z listopada 2008 roku. Możecie zobaczyć jak bardzo się ona rozrosła i zmieniła. Mam nadzieję, że przy okazji nowych filmów i kolejnego boomu na Star Wars uda mi się ją powiększyć jeszcze bardziej!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Najlepsze motywy muzyczne z gier komputerowych


Muzyka jest dla mnie jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) elementów filmu bądź gry. Nie dość, że jest ważnym towarzyszem scen wizualnych, to jest jeszcze głównym budulcem klimatu i czynnikiem najbardziej wpływającym na emocje. Często zapada w pamięci na długo.

Kiedy słucha się motywów muzycznych z najlepszych gier, od razu wracają wspomnienia i emocje które towarzyszyły nam podczas rozgrywki. Ba, często nawet ze zwielokrotnioną siłą! Ja właśnie tak mam, że po skończeniu dobrej produkcji sięgam po soundtrack i przeżywam, przywołując wspomnienia z gry, sięgając do nich jak do wspomnień z życia realnego. Czasami potrafię wrócić do wybranego score po kilku latach, przypominając sobie o wielkości wybranej pozycji i nabierając ochoty na powtórzenie przygody.

Przygotowałem listę najlepszych moim zdaniem utworów, których słuchanie wywołuje u mnie najwięcej emocji i tęsknoty do skończonych już gier:

Kai Rosenkranz - Vista Point [Gothic 3]


Clint Mansell – Leaving Earth [Mass Effect 3]


Inon Zur - Leliana's Song [Dragon Age: Origins]


Jack Wall - Suicide Mission [Mass Effect 2]


Brian Tyler - Far Cry 3 [Far Cry 3]


Hans Zimmer & Lorne Balfe - Exodus [Call of Duty: Modern Warfare 2]


Jesse Harlin - Vode An (Brothers All) [Star Wars: Republic Commando]


Michael McCann - Icarus [Deus Ex: Human Revolution]


Matt Uelmen - Wilderness [Diablo 2]

środa, 6 listopada 2013

Episode VII: pięć rzeczy które chcę zobaczyć, i pięć których nie chcę


Chcę w Episode VII:

1. Silnych postaci kobiecych
Silnych i ładnych, w jak największych ilościach. Nie licząc oczywiście Lei i Padme, w filmach Star Wars tego typu istoty przewijały się głównie w tle (Aayla, Luminara, Bariss, Oola, dwórki), dlatego byłoby miło gdybyśmy tym razem zmienili trochę układ sił. Jest na to szansa, ponieważ Abrams wielokrotnie przyznawał, że taki koncept Star Wars zbudowanego wokół silnej postaci kobiecej jest interesujący. Dodatkowo, jeśli w nowych filmach nie pojawią się ładne Twi'lekianki, będę bojkotował całą markę niezależnie jak dobra będzie historia!

2. Epickich scen batalistycznych i walk na miecze świetlne
Bitwa o Hoth i Bitwa o Geonosis to największe bitwy naziemne jakie widzieliśmy, natomiast Bitwa o Endor i Bitwa o Coruscant to największe bitwy kosmiczne. Oprócz nich oczywiście pojawiły się walki miejskie na Naboo, partyzanckie na Endorze, ciekawe stercie nad Yavinem i cała masa mignięć z walk pod koniec Wojen Klonów. Liczę na to, że ujrzymy również w tej części jakąś akcję - czy to w kosmosie, czy na powierzchni jakiejś egzotycznej planety. Kto wie, może biegnące na siebie armie Jedi i Sithów? Taaak, to by było epickie. Chcę też jak najwięcej walk na miecze świetlne. Oczywiście ich rozmach musi przypominać Prequel Trilogy, nie ma mowy o powtórce ze statycznej walki z ANH. Liczę na wymyślną choreografię, ciekawe otoczenie i mocną dawkę emocjonalną!

3. Nowe, egzotyczne planety
W każdej części pojawiają się planety wyjątkowe: pokryta lodem Hoth, pustynna Tatooine, lesisty Endor, skąpany w chmurach Bespin, piękna Naboo, i cała masa innych planet, włącznie z kilkoma pięknymi lokacjami pojawiającymi się na moment w sekwencji Rozkazu 66. Chciałbym zobaczyć coś wyjątkowego, coś nowego. W The Clone Wars pojawiło się wiele planet które mogłyby być wykorzystane, podobnie EU, ale nie pogardziłbym jakąś całkowicie nową.

4. Dialogów które będziemy pamiętać na wieki
Cała masa tekstów z Sagi Star Wars wpisała się na stałe do kanonu popkultury, kultury i życia codziennego. Kto nie zna frazy "niech Moc będzie z tobą", mądrości Yody czy słynnego "- Kocham cię. - Wiem."? Przy całej masie filmów usiłujących wprowadzać sprawne dialogi i chwytliwe teksty dość trudno powtórzenie tego sukcesu Gwiezdnych Wojen, ale kolejny Epizod jest idealną okazją aby trafić na podatny grunt całej masy fanów.

5. Wizualnej i dźwiękowej orgii
Zalicza się do tego wszystko: efekty specjalne, montaż,  sposób pokazywania scen, muzyka, dźwięk. Zawsze stało to na najwyższym poziomie, a klatki z filmów można oprawiać jak obrazy. Chciałbym, żeby Epizod VII był tak piękny, abym miał wielki problem z wyborem poszczególnych ujęć do wrzucenia na tapetę bądź jako zdjęcie w tle na Facebooku, oraz tak fantastyczny muzycznie abym nie mógł przestać słuchać soundtracka.


Nie chcę w Episode VII:

1. Zrujnowania Expanded Universe
Nawet jeśli ze zmianami, to chciałbym, aby nowe Epizody nie nadpisywały ani nie ignorowały wydarzeń i postaci z którymi zdążyłem się już przez ostatnie kilkanaście lat zżyć. Niektóre z tych książek prezentują niezwykle wysoki poziom, więc naprawdę nie wiem jak dobry musiałby być scenariusz nowych Epizodów, żebym wybaczył ewentualne naruszenia kanonu. Nie lubię również koncepcji wielu wymiarów (Marvel) czy podróży w czasie (Star Trek), więc takie pośrednie "rozwiązania" absolutnie niczego by nie zmieniły. Myślę, że postaci wprowadzone w EU idealnie mogłyby się wkomponować w nową Trylogię i nie wyobrażam sobie innej wersji wydarzeń z czasów po Powrocie Jedi.

2. Lens flares
Czyli nadużywanego przez Abramsa "efektu optycznego pojawiającego się na obrazie na skutek interakcji promieni światła z soczewkami obiektywu kamery" (za wikipedią). Czasami może i wygląda to dobrze, ale nigdy czegoś takiego w Star Wars nie było, więc nie widzę powodu dla którego miałoby się pojawić.

3. Tatooine
No dobra, dopuszczam odwiedzenie tej planety "na moment", ale tylko na moment, i to najlepiej nie od razu w VII części. Tatooine to zadupie, które przypadkiem było miejscem urodzenia się Wybrańca i przez to również miejscem w którym ukrywał się dorastający Luke. Planeta pojawia się w pięciu na sześć Epizodów i starczy! Żadnych "nostalgicznych" zagrań w tym kierunku nie chcę, mam ich wystarczająco dużo w praktycznie każdej grze Star Wars i całej masie książek.

4. Osadzenia fabuły "gdzieś poza cywilizowaną Galaktyką"
Jest to jeden z postulatów słynnego filmiku w którym ktoś przedstawia cztery elementy kluczowe dla tego, aby nowe Gwiezdne Wojny były dobre. Dla mnie jest to żałosny pokaz czystego hejtu na Prequele, dlatego umieszczam tutaj ten aspekt, który zirytował mnie najbardziej. Chcę zobaczyć Coruscant, chcę zobaczyć wydarzenia ważne dla Galaktyki na najwyższym szczeblu, chcę poznać kulisy polityczne i historyczne wydarzeń w filmie. Nie chcę aby fabuła była osadzona na siłę na jakimś zadupiu, oddalonym od centrum GFFA i imitującym wrażenie "niewiedzy" i osamotnienia.

 5. Zbyt dużej roli Hana, Luke'a i Lei.
Wiem, że są to postaci bardzo ważne, ale czas na nowych bohaterów. Każda Trylogia opowiada historię innego pokolenia rodziny Skywalker, czas więc przekazać pałeczkę z rąk Wielkiej Trójki do rąk potomków Solo i Skywalker. Szansa na dokonanie tego była pod koniec serii NEJ, niestety nie została wykorzystana i szczerze jestem już zmęczony czytając o heroicznych wyczynach tych podstarzałych już bohaterów. Nie wydaje mi się również - nie ważne jak bardzo bym ich lubił - aby oglądanie biegających na ekranie sześćdziesięcioletnich, przygrubych i sflaczałych dziadków dawało mi poczucie satysfakcji. Leia od trzydziestu lat nie wygląda dobrze w Złotym Bikini...

sobota, 10 sierpnia 2013

Star Wars Episode VII - być spoiler-free czy nie?


Nienawidzę spoilerów. Jedna informacja dotycząca przyszłości jakiegoś serialowego bohatera potrafi mnie nieźle zdenerwować, włącznie z chęcią rezygnacji z dalszego oglądania. Tak samo z filmami - lubię nie wiedzieć za dużo, czuć zaskoczenie i dać się pochłonąć fabule bez wiedzy o żadnych kluczowych jej elementach. Uważam nawet, że dzisiaj trailery są zbyt długie i często za bardzo opowiadają o treści filmu. Często oglądamy jakiś film, którego fabuła w większości została nam już podana na talerzu w zwiastunie, a sam film jest poszerzeniem historii i potwierdzeniem tego co już wiemy - nie jest to przyjemne. Nie jest przyjemne również to co robią wydawcy książek. Często czytając opis powieści zamieszczony na tylnej okładce, dowiadujemy się treści POŁOWY (jeśli nie więcej!) książki. Jest to żenujące i nauczyło mnie, żeby nigdy tam nie zaglądać przed skończeniem czytania.

Podobnie jest z każdym medium - z książkami, z komiksami, z grami. Lubię wiedzieć jak najmniej. Dlatego przy okazji premiery Epizodu VII nasuwa się pytanie - co zrobić ze spoilerami? Nigdy do tej pory nie miałem okazji do tak bliskiego "czuwania" przy produkcji Star Wars. Przy okazji Prequeli byłem za młody, to raz, a dwa: nie miałem dostępu do Internetu. Teraz natomiast mogę na bieżąco śledzić wszelkie newsy, zdjęcia z planu, zapowiedzi, przecieki, wywiady, i spędzać setki godzin na spekulacjach na forach fanów Star Wars.

Żeby być spoiler-free musiałbym całkowicie odciąć się od tej części Internetu, w której spędzam najwięcej czasu, a mimo to, ciągle istnieje ryzyko, że ktoś mi poda spoiler w innych miejscach. Ryzyko jest gigantyczne, bo w 2014 i (szczególnie) 2015 roku Episode VII będzie WSZĘDZIE - w telewizji, w prasie, na ulicy, w radiu, w sklepach, w każdym zakątku Internetu! Skąd mam mieć pewność, że nie przeczytam gdzieś za dużo, nie zajrzę w komentarzach za daleko, jakiś kretyn nie wrzuci czegoś na walla na Facebooku (musiałbym odlajkować wszystkie strony SW), czy nie zobaczę jakieś rozmowy o VII na chacie w The Old Republic? Nie mam, jest więc ryzyko, którego nie wyeliminuję dopóki nie zamknę się w jaskini aby żyć jak pustelnik.

Mimo przyjemności z niewiedzy, trzeba wziąć pod uwagę, że Star Wars to coś innego niż jakiś tam serial czy książka. Mam okazję uczestniczyć w wielkim czuwaniu związanym z wygrzebywaniem wszelkich newsów, zdjęć, wywiadów i przecieków oraz wielogodzinnej spekulacji na forach, składania pojedynczych elementów w całość. Pewnie, nie chciałbym przeczytać nowelizacji przed premierą filmu, nie chciałbym też znać pewnych KLUCZOWYCH dla fabuły elementów (które zapewne nie wyciekną zanim nowelizacja/film nie trafi do księgarń/kin), ale wiedziałbym dużo.

Spoilery na pewno nie zmienią tego czy film jest dobry czy zły, mogą nawet nie do końca wpłynąć na jego odbiór - przecież za każdym razem kiedy oglądam któryś Epizod, to jest zajebiście. Podobnie z kolejnym przeczytaniem ulubionej książki czy zagraniem w ulubioną grę. Fakt, to uczucie kiedy pierwszy raz widziałem III było niezwykłe, ale przecież wiedziałem, że Anakin przejdzie na Ciemną Stronę i spłonie w lawie! Wszystko było jasne, nie wiedziałem tylko jak film będzie skonstruowany, jak aktorzy dadzą sobie radę, jaki będzie montaż, muzyka, scenografia, jak to wszystko będzie razem grało jako jedna wielka epicka całość i podróż do Odległej Galaktyki. Warto też wspomnieć, że zdecydowanie bardziej przeżyłem przeczytanie nowelizacji Zemsty Sithów niż sam film, co wskazuje, że nie tylko istotne jest CO opowiada historia, ale JAK.

Istnieją nawet ciekawe badania które wskazują, że spoilery zwiększają przyjemność z odbioru historii. Można przeczytać o tym TUTAJ. Z niektórymi tezami można się zgodzić - ze spoilerem łatwiej jest zagłębić się w daną przygodę i ją zrozumieć, zwracając uwagę na małe szczegóły. To działa kiedy czytamy wielokrotnie ulubioną książkę czy oglądamy film: mimo znajomości treści, czerpiemy z jej przeżywania na nowo dużą przyjemność, czasami nawet większą niż wcześniej. Oczywiście z niektórymi tezami mógłbym dyskutować - na pewno w niektórych historiach ten element zaskoczenia jest KLUCZOWY dla historii (Fight Club, Szósty Zmysł, Truman Show) i lepiej dać się zaskoczyć podczas oglądania filmu, niż czytając niepotrzebny artykuł.

Nie uniknę spoilerów, nie ważne jak bardzo bym chciał. Mogę za to uniknąć gigantycznej irytacji, gdybym na taki natrafił. Bo czy odbiór filmu nie byłby lepszy, gdybym znał jego niektóre elementy z własnej woli, a nie z woli przypadku? Dodatkowo, nie bycie spoiler-free umożliwia mi kontakt z innymi fanami oczekującymi na nowy film. Z tego co czytam na forach, te miesiące przed premierami prequeli były w Sieci dla nich niezwykłym doświadczeniem, pełnym rozbudowanych dyskusji, debat i spekulacji, często w oparciu o nieprawdziwe informacje czy zdeformowane pogłoski. To na pewno będzie niezwykłe doświadczenie.

Nie będę więc spoiler-free. Mimo chęci obejrzenia Episode VII bez żadnej wiedzy o nim, nie mógłbym powstrzymać CIEKAWOŚCI i chęci dzielenia się nią z innymi, a zagrożenie wpadnięcia na spoiler jest zbyt duże. Pochłonę więc większość jak gąbka, a potem pójdę na Episode VII z otwartym sercem pełnym ciekawości, czy Star Wars to tylko 1977-2012 czy może wkroczymy w nową Złotą Erę? Byłoby świetnie.