Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2016

Pokémon Go, czyli powrót do czasów dzieciństwa i lek na depresję

O Pokémon Go usłyszałem na krótko przed premierą. Sama koncepcja brzmiała super: zwiedzanie świata i łapanie pokemonów. Kto o czymś takim nie marzył? Aplikacja i jej niezwykła popularność przeszły jednak moje najśmielsze oczekiwania, zmieniając nieco mój sposób spędzania wolnego czasu i przynosząc nieco radości w życiu. Fajnie, nie?

No ale po kolei. Zaczęło się od wyjazdu na weekend do rodziny. Dwaj młodzi kuzyni, z pokemonami nie za dobrze obeznani. Czemu by ich nie wkręcić? Aplikację zainstalowałem właśnie po to. Zresztą i tak spodziewałem się, że może mi się nieco nudzić, bo o ile wieczorne siedzenie przy piwie zaspokaja moje potrzeby, to duszenie się na ogrodzonym terenie w słońcu w dzień - nieco mniej. Połaziliśmy więc po okolicy łapiąc Pokemony i odkrywając nowe funkcje aplikacji. I już wtedy pomyślałem, że "to będzie coś", bo z Igorem, moim najmłodszym kuzynem, spędziłem ponad godzinę spacerując między domami i blokami, rozmawiając i po prostu świetnie się bawiąc. Mogłem go nieco lepiej poznać i nadrobić zaległości. "Podoba mi się, ciekawe czy mam jakieś pokestopy pod domem w Łodzi", pomyślałem.


Okazało się, że pokestopów nie ma. Jest za to gym. Niepozorna kapliczka stojąca obok parkingu okazała się być moim lokalnym centrum pokemonowych pojedynków i walki o teren między trzema frakcjami. Ja wybrałem oczywiście niebieskich, czyli Team Mystic, moja postać została bowiem wykreowana na wzór niebieskowłosej Drobinki, bohaterki mojej przygody w Star Wars: The Old Republic.

I co najlepsze, polowanie na Pokemony okazało się być jedynie dodatkiem do świetnej zabawy przy eksplorowaniu miasta i poznawaniu nowych ludzi. Grupy na Facebooku szybko przerodziły się w spotkania i nowe znajomości. Z jednego z wypadów, podczas którego złapałem wreszcie Pikachu, wróciłem o 9 rano następnego dnia... I bawiłem się wyśmienicie. Tak, wreszcie miałem pretekst żeby ruszyć tyłek z domu. I zrobić to z chęcią oraz przyjemnością! Mało tego, w związku z tym, że od kilku miesięcy poruszam się po mieście na rowerze, jest mi łatwiej docierać w niektóre miejsca, korzystać z rzuconych przez innych graczy przynęt. No i czuję się przy okazji dokładnie jak bohater klasycznej gry na Game Boy albo Ash z pokemonowego anime.

Dużą frajdę daje mi również świadomość, że jestem częścią światowego i popkulturowego fenomenu, który na zawsze wpisze się w historię i bez wątpienia zmieni sposób w jaki spędzamy wolny czas, bawimy się, robimy marketing, myślimy o mediach społecznościowych i o platformie mobile. Dobrego smaku dodaje również fakt, że jest to druga eksplozja popularności Pokémon jaką miałem okazję przeżyć, przez co czuję, że jestem znowu dzieckiem. Z jedną różnicą - korytarz szkolny został zastąpiony przez całe miasto!

Mam nadzieję, że przede mną jeszcze dużo zabawy, nowych rozmów, spotkań i epickich wypraw. W ciągu tych dwóch tygodni poznałem swoją okolicę i wiem już, gdzie w Łodzi znajduje się jaki park. Fajna przygoda i jakoś tak mniej samotnie się na chwilę poczułem :) Marzenia się spełniają, nawet jeśli nie do końca tak, jak by się tego chciało.

piątek, 10 kwietnia 2015

Rynek polski a Star Wars: o dubbingu i przesuwaniu premier

Chciałbym wyrzucić z siebie dzisiaj troski i niepokoje w związku ze smutnymi tendencjami, jakie dotykają popkultury na rynku polskim. Dotyka to również moje ukochane Star Wars. Poruszyć chcę dwie sprawy: polskiego dubbingu oraz daty premiery The Force Awakens. Zacznę od tej pierwszej, bo to chyba najbardziej męczący problem.

Pierwsza sprawa to gry komputerowe, a przede wszystkim  - jedyna, na razie, zapowiedziana produkcja - Battlefront, którego wydanie wzbudza we mnie drgawki przerażenia przed potencjalnymi trudnościami z zakupem gry. Nieświadomym spieszę z wyjaśnieniem: wydawnictwo EA w naszym kraju sprzedaje większość gier - pudełkowo i przez Origin, w tym całą serię Battlefield - tylko w wersji z polskim (i rosyjskim) dubbingiem. Nie można pograć z oryginalnym audio!

Co to oznacza dla nas, mieszkających (jeszcze) w tym dziwnym kraju maluczkich fanów? To, że podczas gry online, będziemy w słuchawkach słyszeć nagrane gdzieś w polskiej piwnicy głosy studentów: "uwaga, granat termiczny!", "nadchodzi lort sit!", "wycofaj się, żołnierzu", "miszcz dżedi zwołał nas w punkcie zbornym!". Kampania wypełniona nienaturalnymi głosami Szturmowców, Hana Solo i Anakina Skywalkera to wizja naprawdę przerażająca, nie przyznacie?  Powód jest jasny: EA dopasowuje ceny pod nasz rynek, dzięki czemu płacimy za ich gry troszeczkę mniej, więc aby zablokować handel keyami z Polski na zachód, blokuje się angielskie audio. Ale czy danie dodatkowej opcji kupna gry w wyższej cenie z większą ilością opcji językowych to taki problem? Wybór to rzecz dobra, dajcie nam szansę.

I jasne, w pokrętny sposób będzie można kupić grę przez keyshopy, bo Origin (jeszcze) nie blokuje kluczy pod względem regionów, tak jak robi to Steam. Ale na Steam nie tylko nie pojawiają się nowe gry EA, ale też nie jest to platforma dopasowana pod nasz rynek. Zawsze jednak istnieje ryzyko, że taką grę Wam z kont usuną, bo źródło pochodzenia tego typu keyów jest nie zawsze legalne. Piractwo teoretycznie też jest pewnym rozwiązaniem, ale na multi (rzecz chyba najważniejsza) już nie pogracie.

Druga sprawa to filmy, które do tej pory wydawane były w różnych opcjach językowych na Blu-Ray i DVD, chociaż niestety przy okazji ostatniego "komplentego" wydania z angielskim w wersji 5.1, a niemieckim 7.1, co wzbudziło w fandomie dość duże niezadowolenie.  Problem pojawił się jednak dziś, przy okazji wydania Star Wars w wersji Digital (ciekawostka: z nową fanfarą otwierającą). U nas można bowiem zakupić od teraz legalnie Gwiezdne wojny przez Google Play, iTunes oraz chili.tv. Nie wiem jak iTunes, ale zarówno Google jak i Chili.tv oferują Star Wars jedynie w wersji z Polskim dubbingiem, konwertując przy tym bezmyślnie zachodnią cenę. Więc tak, my, zarabiając polskie pensje, musimy zapłacić po europejsku prawie 4 stówy za cyfrową wersję naszej ukochanej Sagi. Z polskim dubbingiem! Paranoja.

Pozostaje jeszcze problem polskich premier kinowych. Wiem, że na The Phantom Menace czekać trzeba było miesiąc po premierze amerykańskiej, ale kolejne dwa Epizody Prequeli były już wydane tego samego dnia. Nie były to wtedy też czasy takiej popularyzacji internetu i social media, więc ludzie którzy chcieli pozostać spoiler free, albo semi-spoiler free, mieli taką opcję. U nas The Force Awakens wydane zostanie tydzień po premierze amerykańskiej, zmuszając polskich fanów (tych, którzy nie pojadą do UK, co ja planuję po prostu zrobić) do tygodniowego zakopania się w pierzynie. Bo o ile pogłoski na temat kluczowych części TFA krążą po sieci, to są to spoilery których wiarygodność jest niepewna, a ukryte w stosie innych "przecieków" i spekulacji tracą swoją wartość w jeszcze większym stopniu. Wydaje się jednak, że po LotR czy Hobbicie jesteśmy już przyzwyczajeni do czekania, ale czy to dobrze?

A czemu u nas nie 18 grudnia? Bo polscy dystrybutorzy twierdzą, że widzowie w naszym kraju mają jakieś mentalne zmiany i do kina nie chodzą tak jak ludzie na zachodzie czy innych częściach globu. W końcu te kilka dni przed świętami pieczemy ciasta i robimy zakupy, więc na Star Wars czasu brak. Tak jak by Słowacy czy Francuzi nie robili zakupów. No dobrze, ci co pieką niech sobie pieką, ale czemu ma o tym decydować jakiś kretyn dystrybutor, który sądzi, że Gwiezdne Wojny w Polsce nie zarobią przed świętami? Na szczęście da się jeszcze u nas obejrzeć filmy w kinie z napisami. Wybór to rzecz dobra, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Tendencje jednak są tak niepokojące, że nie zdziwiłbym się gdyby w końcu doszło do tego, że wyboru by nie było, także: BEWARE.

Na upartego mógłbym również wspomnieć o serialach, których u nas niestety legalnie (z tego co wiem) obejrzeć raczej się nie da. Wszyscy posiłkują się piractwem. TCW i Rebels były i są oczywiście dubbingowane i wydane długo później (co łączy oba problemy poruszone wyżej), ale na przykład sezonu 6 The Clone Wars nigdy u nas nie wydano. Oczywiście wynika to z braku dostępu do Netflix (niestety), co jest z kolei winą skomplikowanego prawa, które nie rozwija się razem z rozwojem internetu, ale chcę o tym z racji poruszonego tematu wspomnieć. Problem jest więc szerszy też w tym kontekście coraz bardziej regionalizującego się internetu (w dobie globalizacji to ciekawy paradoks).

I o ile faktycznie, w praktyce, ściągnięcie (nielegalnie) nowego odcinka Rebels czy Epizodu Star Wars jest (jeszcze!) możliwe, to tendencja jest niepokojąca, a niektóre jej aspekty są już realnym problemem: dubbing Battlefronta prawdopodobnie mocno zirytuje wielu fanów (czy to nieświadomych braku angielskiej opcji, czy tych zirytowanych kupnem przez keyshopy), a opóźniona premiera The Force Awakens wywoła u innych smutek na twarzy (jesteśmy naprawdę krajem europejskim, który będzie miał premierę najpóźniej!).

Może szersza dyskusja na ten temat da znać dystrybutorom, że konsumenci w naszym kraju są dużo bardziej różnorodni i wymagający, niż im się wydaje? A może wymagam zbyt wiele (od dystrybutorów i - niestety - konsumentów)?

czwartek, 4 grudnia 2014

Krótko i bezspoilerowo o Shadow of Revan


Shadow of Revan, czyli najlepsze co do tej pory spotkało Star Wars: The Old Republic. Nowy kierunek: skupienie się na fabule i fantastyczne udoskonalenia w gameplayu oparte na feedbacku graczy. Jak wyszło? Genialnie. Plan udał się znakomicie.

Krótko, po dwóch dniach zabawy, w punkach, plusy:
- Story. Wreszcie konkretna przygoda, podczas której można rozkoszować się kinowym doświadczeniem bez nudnych zapchajdziur czy rozpraszających misji pobocznych. Scenariusz i sam plan fabularny dopracowane do perfekcji! Smaku dodaje udoskonalona animacja i praca kamery.
- Wielkie, klimatyczne, pełne detali i piękne lokacje. Ilość mobów? Jak na lekarstwo, czyli koniec z męczącym doświadczeniem w stylu Makeb. Zarówno Rishi jak i Yavin 4 robią niesamowite wrażenie.
- Powrót historii klasowych w wielkim stylu. Do tej pory miałem przyjemność spróbować tylko dwóch, ale ilość emocji jakie mi misje te dostarczyły przewyższa chyba wszystko co przeżyłem do tej pory pod tym względem. Jeśli ktoś ciekaw przykładu, to tutaj (spoilerowo) historia mojej Jedi Sage.
- Nowe flashpointy i operacje są (jak zwykle) wplecione w fabułę, ale tym razem już nie trzeba martwić się o innych graczy: dodano opcję solo która działa wyśmienicie. Forged Alliances również można przejść teraz samodzielnie (i nawet podróżować za dużo nie trzeba, bo otrzymuje się żetony które teleportują z miejsca na miejsce). Czy to jeszcze MMO, czy już udane single player RPG z elementami multiplayer?
- Misje poboczne i dailies: są! Opcjonalne i nie rujnujące doświadczenia. Nie ograniczono się jednak do boksów z misjami (i ścianą tekstu), ale questy te rozdają pojedyncze NPC które do nas mówią (i którym odpowiadamy), ale bez przerywania rozgrywki i męczących cutscenek. Chcesz posłuchać? Zostań. Nie chcesz? Akceptuj i idź w swoją stronę. I co ciekawe, są one przeważnie krótsze i dużo bardziej urozmaicone pod względem sposobu ich rozwiązywania (strzelanie do statków też jest, ha!).
- Głosy! Wreszcie nowi aktorzy. I poziom aktorski wysoki. O niebo wyższy niż wcześniej. Nie wiem, może to jest kwestia już tego, że od dłuższego czasu męczyły mnie powtarzające się głosy, ale... czuć różnicę pod tym względem. I oczywiście smaku tutaj dodają świetnie napisane dialogi.
- Muzyka. Zaskoczyła, bo spodziewałem się sztucznych melodii rodem z Galactic Starfighter i Oricon. Muzyka jest klimatyczna i nawiązuje czasem w ciekawy sposób do Williamsa (te szepcące słowa z Duel of the Fates głosy na Yavin - cóż za doświadczenie), pojawiają się też nowe tematy, a także odświeżone starsze dźwięki.
- Masy pobocznych dodatków jak nowe frakcje w reputacji, gear, pety, mounty, dekoracje i zabawki. Dużo tego i naprawdę masa z nich jest do zdobycia przez zwykłą grę, nie mówię tutaj o nowym rzucie hypercrate (który również jest).
- Disciplines. Dużo przyjemniejsza forma customizacji postaci niż drzewka. Zmiany w alacrity zwiększają dynamikę walk, a nowe animacje dodają naszym postaciom jeszcze więcej epickości. Jest dobrze, chociaż co do balansu się nie wypowiem, bo na warzones jeszcze za dużo czasu nie spędziłem.
- Dużo nowych achievementów do zdobycia, również ukrytych i trudnych do wytropienia. Fajna rzecz dla odkrywców i kolekcjonerów (o ile nie idzie się krok po kroku za dulfy).
- Cały nowy content, czysto fabularnie, dostarcza kilkanaście godzin zabawy, czyli więcej niż większość współczesnych gier w trybie single player.
- Mnóstwo smaczków, takich jak np. takie trochę na lewo wprowadzenie cyklu zmiennych pór dnia (Rishi w jednej części ma dzień, w drugiej noc).
Z minusów:
- BioWare idzie w kierunku ujednolicania fabuły i gameplay'u dla obu frakcji (czyli nie walczą one między sobą, ale jednoczą się przeciwko jednemu wrogowi). Z jednej strony dobrze: mogą się skupić na jednej i dobrej historii, nie rozdrabniać, z drugiej: fatalnie, bo nie wiem na ile content ten jest przyjemny w kolejnym powtarzaniu. Mam w tej chwili 15 postaci na "dawnym endgame" (55), z czego dwie w drodze na 60 (nie spieszy mi się), ale mam wrażenie, że mogę się zmęczyć. Klasowe nowe misje są (to około 20 minut czystej fabuły), no ale otoczone chyba tym samym.
- O ile bugów nie doświadczyłem, to jeden jest delikatnie gamebreaking i sporo ludzi narzeka (jedno z ostatnich starć się blokuje). Do poprawy, ale pewnie sporo osób jest zirytowanych.
- Brak nowego contentu czysto PvP, czyli Warzones przede wszystkim. Rozumiem, że ich team PvP pracował nad zmianą całego systemu klasowego, ale... Teraz na endgame będę grał pewnie w większości znów to, także chciałbym jak najszybciej zobaczyć nowe lokacje w tej formie.
- Podobno (jeszcze JK nie grałem, takie są relacje) Lord Scourge znów nie ma nic do gadania w kwestii Revana. Haniebne przeoczenie.
- Brakuje jednej bardzo istotnej dla lore Yavina 4 postaci.
A co dalej?
Dodatek otwiera sporo drzwi, a oświadczenie BioWare, że mają powrócić przede wszystkim do opowiadania dobrych historii, na pewno pozytywnie nastawia co do przyszłości gry. Niech tylko dadzą więcej mapek na PvP.

środa, 2 lipca 2014

Gamingowe recenzje! Część I


Od pół roku, czyli mniej więcej od kiedy zakupiłem nowy komputer, oraz na moje konto zaczęła spływać regularnie kasa, trwa u mnie mania kupowania gier i kolekcjonowania ich na Steam oraz Origin. Chwytam zarówno wszechobecne bundle (tanie paczki kilku gier - głównie produkcji indie, oraz starszych pozycji) oraz aktywnie biorę udział w różnych wyprzedażach. Ta ostatnia, Steam Summer Sale, pozwoliła mi zakupić niesamowitą liczbę gier po bardzo okazyjnych cenach - zdobyłem między innymi dwie części The Witcher, dwie części Portal, Half Life 2 z obiema kontynuacjami, pierwszego Fallout, Payday 2 do grania po sieci, Garry's Mod, i kilka innych produkcji.

No i jako że gram teraz dużo i legalnie, a mojego wolnego czasu nie pochłania już tak bardzo Star Wars: The Old Republic, postanowiłem nadrobić gamingowe zaległości i opisywać wrażenia na Steam. Lubię pisać i grać, więc czemu by tego nie połączyć? Odsyłam więc do mojego profilu na Steam, a szczególną uwagę zwracam na następujące recenzje gier które ukończyłem niedawno:
- Half-Life 2
- Batman: Arkham Origins
- Alice: Madness Returns
- Alan Wake
- Alan Wake's American Nightmare
Alice: Madness Returns


piątek, 9 maja 2014

To the Moon


Mniej więcej dwie godziny temu ukończyłem grę "To the Moon", którą kiedyś udało mi się tanio zakupić w jakimś Bundle. Skuszony pozytywnymi recenzjami, nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły fabularne (nie wiedziałem właściwie nic), zagrałem.

Rzec mogę tylko tyle: jest to jedna z tych gier, których nigdy się nie zapomni i które zmieniają życie. O ile na początku wyglądała na pixelowatą, prostą przygodówkę, to dość szybko zauważyłem w niej niezwykle oryginalną i pomysłową fabułę, oraz piękną muzykę, uświadamiając sobie w końcu, że ta gra nie ma na celu mnie bawić, ale zmusić do refleksji i rozbić emocjonalnie.
Naprawdę, nie pamiętam zbyt wielu produkcji które by mnie w taki sposób wzruszyły i pozostawiły aż tyle emocji na tak długo (bo naprawdę, nie spodziewam się, żeby szybko ze mnie to wszystko co teraz we mnie się dzieje opadło). Z gier pewnie wymienić mógłbym jedynie Braid, Mass Effect i The Walking Dead. To dużo chyba mówi, chociaż szczerze mówiąc nie przypominam sobie, żebym na nich zużył aż tyle chusteczek ile zużyłem na "To the Moon"...

Nie chcę spoilerować, zanurzać się w szczegóły fabularne, smaczki i te wszystkie dziwne rzeczy które mi rozwaliły serce i umysł. Bo po co? Mogę jedynie zachęcić do zagrania. Sama produkcja nie jest długa, starcza na kilka godzin... ale... jakie to są godziny...


środa, 12 lutego 2014

The Old Republic: Jak w dwa dni zarobić 5 milionów kredytów?


Dzisiaj zdradzam sekrety craftingu w SWTOR.

Tytuł nie kłamie - zarobienie kilku milionów kredytów w ciągu doby jest możliwe, i nie takie trudne jak by się mogło wydawać. Jest jednak bardzo uzależniające, bo czy nie miło jest zalogować się na alta i odebrać ze skrzynki mailowej 75 wiadomości wypełnionych kredytami? 75x60k=4,500,000 kredytów zarobionych w mniej niż dwie doby całkiem casualowego craftingu.



Co musisz mieć?

1. Subskybcję
Ponieważ zarabianie milionów z ograniczeniem na ilość kredytów nie ma większego sensu, ba, jest wręcz niemożliwe ze względu na ograniczenia co do skrzynki mailowej. Poradnik zakłada więc, że płacisz za ulubioną grę.

2. Postać z Cybertech
Wymagana jest postać z tym Crew Skillem na poziomie 450, będzie ona głównym dostarczycielem komponentów. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

3. Postać z Armstech
Również na poziomie 450, będzie ona głównym crafterem i postacią która jako pierwsza położy ręce na naszych zarobkach. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

4. Przynajmniej 2 postaci ze Scavenging
Ale im więcej tym lepiej. Ja używam 3 dodatkowych postaci, nie licząc dwóch powyższych które również mają ten skill. Zakładamy jednak, że postać z Cybertech nie będzie miała wolnych slotów na zbieranie złomu, więc do tej puli możesz doliczyć tylko postać z Armstech. Muszą one również mieć wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

5. Postać ze Slicing
Jedną lub dwie. Do craftingu będziemy potrzebować Bio-Mechanical Interface Chip, a do tego zarobimy na boku na Critical z tego Crew Skilla. Mogą to być postaci które mają już Scavenging, ponieważ Slicing zabierze nam jeden bądź dwa sloty na postać, a w przypadku kiedy będziemy potrzebować więcej złomu, można go pominąć w danej rundzie.


Co również warto posiadać?

1. Szybkiego kompa
Głównie dla szybszego ładowania kolejnych postaci. Przelogowywanie się do część naszej pracy, dlatego dobrze by było, gdybyśmy nie marnowali czasu na wpatrywanie się w ekran ładowania - może to być frustrujące. Szybki komputer również ważny jest z tego powodu, że będziemy mogli na komputerze wykonywać normalną pracę, podczas gdy otwarta w tle gra będzie czekała na zakończenie misji naszych companionów.

2. Grę na Fullscreen (Windowed)
Dzięki temu minimalizowanie i odminimalizowanie gry będzie szybsze, a poza tym zlikwidujemy problem częstych crashy podczas tabowania. Zmiana jest naprawdę świetna, chociaż podczas braku aktywności warto wrócić do listy wyboru serwerów - karta graficzna będzie mniej obciążona, a i tak nas tam po pewnym czasie nieaktywności wyrzuci.

3. System nagród
Ustal sobie różne progi i zastanów jakie ekskluzywne, drogie i elitarne przedmioty zawsze chciałeś mieć. Na przykład pierwszym progiem będzie 10 milionów - gdy go osiągniesz, kup tego Varactyla na którego zawsze patrzyłeś z zazdrością! Dzięki temu będziesz mieć motywację dalszej pracy, a samo siedzenie nad craftingiem nie pójdzie "na marne", ponieważ będziesz mógł cieszyć się jej efektami na bieżąco.

4. Ciągły dostęp do komputera
Co około pół godziny będziesz musiał obskoczyć postaci które będą częścią naszej machiny produkcyjnej. Grę możesz mieć zminimalizowaną w tle, dzięki czemu będzie to mniej kłopotliwe - w tym czasie przeglądaj Sieć, czytaj książkę, oglądaj film albo ucz się do egzaminu, to już jest osobista kwestia. Żeby nie zapomnieć o craftingu możesz sobie ustawiać budziki, ale ja raczej robię to na oko - po prostu wchodzę do gry kiedy mam przeczucie, że już pora.

5. Wszystkich towarzyszy z maksymalnym Affection
To proste - im wyższe Affection, tym większa szansa na sukces misji. Większe i lepsze zbiory to coś co pozwoli nam nie tylko przyspieszyć crafting, ale też zmniejszyć jego koszta. Opłaca się więc zainwestować w gifty!


Co robić?

1. Gathering
Postaci ze Scavenging zbierają Mythre, Turadium i Tricopper Flux. Loguj poszczególne postaci i wysyłaj je na misje. Najlepiej "zaparkować" je na statku bądź we flocie blisko wejścia na statek - zastosujemy tutaj taki trick, że np. w momencie kiedy będziemy mieć dużo Mythry, a malutko Turadium, to podczas przechodzenia między statkiem a Flotą (i odwrotnie) zresetujemy listę misji, więc będziemy mogli wszystkich 5 towarzyszy wysłać na misje zbierające Turadium. Staraj się też wybierać te misje które dają najwięcej nagród - kosztują one ponad 3 tys. kredytów.

2. Slicing
Postać która ma Slicing niech wysyła regularnie jednego z towarzyszów (tego który ma szansę na Crit.) na misję Watching the Watchdogs albo Unsliceable. Przynoszą one nie tylko Bio-Mechanical Interface Chip wymagany do craftingu, ale też mają szansę na zdobycie kilku Thermal Regulator które możemy sprzedać ze sporym zyskiem na GTN (nie omawiam tutaj craftingu Augment Kitów do których tego się używa).

3. Cybertech
Zebrane materiały wysyłaj na bieżąco postaci z Cybertech. Wszystkich companionów wysyłaj na misję craftowania części droidów które kosztują 2x Mythra, 2x Turadium i 2x Tricopper Flux - jest to najbardziej ekonomiczny sposób, pozostałe crafting skille nie posiadają przedmiotu który kosztuje 2/2/2, zwykle jest to 2/6/2 albo 2/4/4. Pamiętaj, żeby zrobić w inventory miejsce na wykonane przedmioty!

4. Reverse Engineering
Uzyskane Parts przemielamy celem uzyskania MK-9 Components. Z jednej pełnej tury uzyskamy 25 komponentów.

5. Armstech
Wysyłamy komponenty naszej postaci z Armstech. Musi ona jednego z companionów (bądź dwóch, zależnie od ilości komponentów) zarezerwować na nasz crafting, pozostałe niech zbierają materiały (o ile masz tam Scavenging). Craftujemy MK-9 Augmentation Kits, najlepiej użyć do tego postaci która posiada największy critical na Armstech, możesz też zakupić u vendora na statku (o ile go posiadasz) specjalne urządzenie które da Twojemu droidowi pokładowemu +2 Critical, pamiętaj jednak żeby nabić mu chociaż 8k affection (podobno 2k affection to +1 do Crit, a po 8k Affection dalsze wbijanie jest mozolne i trudne, więc można się na tym zatrzymać)!

6. Sprzedaż
Zorientuj się jakie są ceny MK-9 Augmentation Kits na GTN. U mnie ceny oscylują między 59-69k. Czasami udaje mi się sprzedać cały zestaw za wyższą cenę, ale czasami rzucam je po prostu za 62-64k aby mieć większą pewność, że się sprzedadzą. Wszystko zależy od aktywności graczy, od tego czy ostatnio pojawił się nowy shippment (nowe ciuchy -> ludzie chcą je augmentować) oraz od pozostałych uczestników rynku. Jedna ważna rada: NIE UCINAJ ZBYT MOCNO CEN! W interesie wszystkich sprzedających jest pozbycie się towaru, ale obniżając chamsko ceny szkodzisz rynkowi i sobie. Ustaw cenę rozsądnie, nie musi być niższa niż najtańsza oferta - i tak sprzedasz!

7. Powtórz i zbieraj profit
Co pół godziny loguj wszystkie postaci i powtarzaj to co napisałem wyżej. Czasami będziesz w potrzebie Tricopper Flux, więc możesz jeden slot na postaci z Cybertech wykorzystać na gathering. Generalnie ilość zarobionych pieniędzy zależy od tego ile masz wolnego czasu podczas którego możesz dojść do komputera i poświęcić kilka minut na obskoczenie postaci.

8. Graj na rynku
Jeśli zarobisz już pierwsze miliony, a masz żyłkę handlowca, to zacznij grać na GTN. Polega to na obserwowaniu cen wybranych przedmiotów (konkretne przedmioty albo jakaś kategoria) i kupowaniu ich taniej -> sprzedawaniu drożej. O tym jednak napiszę pewnie innego posta, ale czytanie poradników nie jest potrzebne, zabawa polega raczej na doświadczeniu i znajomości rynku - im więcej będziesz siedzieć przy GTN tym lepiej, po prostu przeglądaj trendy i zastanawiaj się czy warto w coś zainwestować.

8. Ciesz się milionami!
I kupuj co chcesz, tylko nie przesadzaj z rozrzutnością. A jeśli grasz na Tomb of Freedon Nadd i chcesz podziękować za dobre rady to możesz podsyłać upominki do: Onorios (Imperium) i Thimi (Republika) - moich crafterów.

Udanego pływania w kredytach!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Najlepsze motywy muzyczne z gier komputerowych


Muzyka jest dla mnie jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) elementów filmu bądź gry. Nie dość, że jest ważnym towarzyszem scen wizualnych, to jest jeszcze głównym budulcem klimatu i czynnikiem najbardziej wpływającym na emocje. Często zapada w pamięci na długo.

Kiedy słucha się motywów muzycznych z najlepszych gier, od razu wracają wspomnienia i emocje które towarzyszyły nam podczas rozgrywki. Ba, często nawet ze zwielokrotnioną siłą! Ja właśnie tak mam, że po skończeniu dobrej produkcji sięgam po soundtrack i przeżywam, przywołując wspomnienia z gry, sięgając do nich jak do wspomnień z życia realnego. Czasami potrafię wrócić do wybranego score po kilku latach, przypominając sobie o wielkości wybranej pozycji i nabierając ochoty na powtórzenie przygody.

Przygotowałem listę najlepszych moim zdaniem utworów, których słuchanie wywołuje u mnie najwięcej emocji i tęsknoty do skończonych już gier:

Kai Rosenkranz - Vista Point [Gothic 3]


Clint Mansell – Leaving Earth [Mass Effect 3]


Inon Zur - Leliana's Song [Dragon Age: Origins]


Jack Wall - Suicide Mission [Mass Effect 2]


Brian Tyler - Far Cry 3 [Far Cry 3]


Hans Zimmer & Lorne Balfe - Exodus [Call of Duty: Modern Warfare 2]


Jesse Harlin - Vode An (Brothers All) [Star Wars: Republic Commando]


Michael McCann - Icarus [Deus Ex: Human Revolution]


Matt Uelmen - Wilderness [Diablo 2]