Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lucasfilm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lucasfilm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 listopada 2015

Pięć rzeczy, które muszą znaleźć się w The Force Awakens


Do premiery siódmego epizodu Star Wars pozostał niecały miesiąc. Uczucie towarzyszące pisaniu tego zdania można podsumować jednym słowem: surrealistyczne. Jeszcze 3 lata temu finałowe sceny Return of the Jedi wywoływały u mnie łzy smutku wynikające z wrażenia, że "to już jest koniec, a Lucas nie nakręci kolejnych części". Były książki i komiksy, jasne, czytałem wszystkie, ale miejsce Gwiezdnych Wojen jest przede wszystkim na wielkim ekranie.

I jak to powiedział Han Solo: "Chewie, we are home!".

Co, oprócz dobrej fabuły i mistrzowskiego wykonania, musi mieć The Force Awakens? Co jestem w stanie przewidzieć? Co musi mieć ten film, aby godnie nosić miano kolejnej części Sagi Star Wars?


  • Wipe transitions: czyli charakterystyczne przejścia pomiędzy scenami, polegające na "przesuwaniu" obrazu w lewo, prawo, górę, dół, po skosie, okręgiem czy nawet w pionowych paseczkach czy prostokątach. Zdarza się, że wipe transitions "wplecione" są Gwiezdne wojny bez wipe transitions to nie Gwiezdne Wojny!
  • Nooooooooooooooooo!, czyli wyraz smutku protagonisty, związany najczęściej ze śmiercią bliskiej osoby. W każdej części ktoś krzyczy, choć najbardziej znany jest Darth Vader z RotS, którego rozpacz po śmierci Padme stała się internetowym memem. Co ciekawe, wersji Blu-Ray okrzyk Vadera został nieco przycięty.
  • Odcinanie kończyn: każdy epizod Star Wars zawiera sceny odcinania rąk, nóg, głowy albo nawet całego torsu. Tak też powinno być z siódmą częścią. Zgaduję, że spotkanie Kylo Ren i Finna na lodowej planecie nie zakończy się dobrze dla naszego ex-szturmowca...
  • I have a bad feeling about this, czyli charakterystyczna linijka dialogu, która została wepchnięta w każdą część Gwiezdnych Wojen. Słowa te wypowiada Obi-Wan w pierwszej scenie TPM, Anakin na Geonosis w AotC, znów Obi-Wan podczas Bitwy o Coruscant w RotS, Luke na widok Gwiazdy Śmierci i Han w zgniatarce śmieci w ANH, Leia w brzuchu Exogortha w TESB i wreszcie C-3PO w Pałacu Jabby i Han Solo na "uczcie" u Ewoków w RotJ.
  • May the Force be with you, czyli tekst już kultowy - pozdrowienie używane z oczywistych względów przez członków Zakonu Jedi, a później rebeliantów w celu przypomnienia o tym, o czym chciałoby Imperium żeby mieszkańcy Galaktyki zapomnieli Jestem pewien, że pojawi się w filmie więcej niż dwa razy, co nie znaczy, że raz nie wystarczy.


Mam nadzieję, że The Force Awakens będzie nie tylko bardzo dobrym filmem z gatunku space fantasy, ale też godnie nosić miano siódmej części szerszej Sagi. Przed Kathleen Kennedy, J.J. Abramsem, Lawrencem Kasdanem i innymi zaangażowanymi w projekt filmowcami trudne zadanie, dźwigają oni bowiem na barkach dziedzictwo kulturowo-społeczne, którego wpływu na życie milionów ludzi trudno porównać do czegokolwiek innego. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, oraz że słynne słowa Lucasa - "it's like poetry, it rhymes" - będą miały odzwierciedlenie również w filmach, w których produkcję Flanelowiec nie jest zaangażowany. Oprócz wymienionych przeze mnie oczywistych nawiązań i powtórzeń, warto także pamiętać, że DNA Gwiezdnych Wojen to Cambell, to znane z mitologii motywy, proste historie o podróży bohatera i walce dobra ze złem. Oczekuję od nowych filmów zachowania tego ducha, przy jednoczesnym, odważnym, odkrywaniu nowych, niezbadanych wcześniej ścieżek. Czy się uda? Zobaczymy już za kilka tygodni.

niedziela, 26 lipca 2015

Przebudzenie Polski?


Kilka dni temu na Bastionie Polskich Fanów Star Wars ruszyła akcja uświadamiania rodaków o dacie polskiej premiery "Przebudzenia Mocy". Powstało wydarzenie na Facebooku, do którego dołączyło się już ponad 5 tysięcy fanów, a informacje o akcji fanów pojawiły się na przykład na wykopie oraz kwejku.

I właśnie między innymi to ostatnie miejsce - jedno z bardziej prymitywnych zakątków polskiego internetu, w którym nie trudno natrafić na dzieciaki oraz ludzi o niskich wymaganiach - zainspirowało mnie do wylania irytacji w tym wpisie. Bo o ile fajnie, że wieść o bulwersujących działaniach polskich dystrybutorów niesie się po kraju, to czytanie komentarzy o akcji przyprawiło mnie jedynie o ból głowy...

Moje wnioski z zaobserwowanych reakcji:
  • Moi rodacy mają niskie wymagania i pozwalają się robić w chuja, bo są do tego po prostu przyzwyczajeni. Argumenty typu "bo u nas zawsze premiery są później", sugerujące, że to jest OK, są dużo powszechniejsze niż sądziłem. Nie ważne, że na Ukrainie, w Azerbejdżanie, w Kazachstanie, Libanie, i właściwie na całym świecie, premiera jest 16-18 grudnia. My od zawsze suchy chleb popijamy brudną wodą i niech tak zostanie. 
  • Wielu wydaje się, że to wina dubbingu. "Bo muszą nagrać dubbing, to normalne". Taaa, tylko że pozostałe kraje Europejskie, które mają premierę 16, 17 lub 18 grudnia, też dubbingują. Nie ma to nic do rzeczy.
  • Masa ludzi bredzi o tym, jakoby w święta bilety były droższe i ludzie częściej chodzili do kin. No dobra, pewnie tak jest, ale premiera 18 grudnia nie wyklucza zarobku w trakcie świąt - film z kin nie zniknie, a ludzie nie zrezygnują z zobaczenia SW, bo "to staroć". Plus, chyba Disney`owi bardziej się opłaca pokazanie filmu przed świątecznymi zakupami, żeby nakręcić sprzedaż zabawek (z których zarobią więcej niż z biletów) - czemu na całym świecie ta logika jest wykorzystana, tylko u nas nie? 

Generalnie wiele osób pisze, że dystrybutorzy w Polsce po prostu liczą na większy zysk 25 grudnia, zakładając, że u nas do kin przed świętami się nie chodzi. Dzieci powołują się na statystyki, których nigdy na oczy nie widziały, a "specjaliści" komentują, że nasze społeczeństwo jest skupione na zakupach i domowych wypiekach, nie mając czasu na oglądanie filmów. A ja się pytam - czym zachowania Polskich konsumentów się - kurwa - różnią w tym kontekście od zachowań konsumentów na Słowacji, we Francji, w Portugalii, w Stanach Zjednoczonych czy w Hiszpanii? Dlaczego Disney liczy na największy zarobek właśnie w okresie 16-18 grudnia, a Disney Polska zarobku tam nie widzi?

Mam wrażenie, że w Polskich oddziałach międzynarodowych korporacji pracują same podstarzałe dziadki, które nie mają żadnego pojęcia o marketingu i rynku, a decyzje podejmują w oparciu o przestarzałe badania. Nie widzę żadnego powodu, dla którego mielibyśmy być jedynym europejskim krajem z tak późną datą premiery! Ja czekać na The Force Awakens do 25 grudnia nie mam zamiaru i wyjeżdżam na premierę do Czech lub Niemiec - zbyt długo oczekiwałem na to wydarzenie, a w czasach rozwiniętych mediów społecznościowych nie uniknę spoilerów i dokładnych opisów fabuły. Chciałbym zresztą uczestniczyć ze wszystkimi w tym międzynarodowym święcie i na świeżo o filmie dyskutować z fanami z całego świata.

Anyway, tylko się podirytowałem czytając te wypociny dzieciaków i mentalnie ograniczonych prymitywów. Niskie wymagania, brak umiejętności logicznego myślenia, żenujący poziom języka - jak ci ludzie chcą z tą mentalnością się rozwijać? Ba, jak ten kraj ma się rozwijać z tak biernym społeczeństwem? Jak poziom świadczonych usług ma wzrosnąć, kiedy masy zadowalają się ochłapami? Problem ten przejawia się zresztą też w innych aspektach życia społecznego, na przykład w kwestii niskich zarobków (kilkanaście razy niższych niż na zachodzie) i wymagań co do wysokości pensji. Pracodawcy robią młodych pracowników w chuja zatrudniając na umowy śmieciowe, a ustawieni w kolejce po zatrudnienie tylko czekają, aż zwolni się miejsce kogoś, kto miał ambicje wyższe i śmiał prosić o umowę o pracę.

Daleko z taką mentalnością ten kraj nie zajedzie.

[EDIT: 29 lipca 2015] Udało się! :D

poniedziałek, 4 maja 2015

Star Wars Celebration, czyli jak dobrze jest być fanem Star Wars


Dwa tygodnie temu śledziłem bez przerwy największą imprezę związaną z moim ukochanym uniwersum, czyli Star Wars Celebration, które w tym roku odbyło się w Anaheim w Kalifornii. Niestety z kilku powodów nie mogłem tam być osobiście (nadrobię w przyszłym roku w Londynie), ale Lucasfilm okazał się być wspaniałomyślny dla międzynarodowej rzeszy fanów i zorganizował stream całego wydarzenia na żywo w internecie. Cztery dni Gwiezdny wojen! Około osiem godzin dziennie relacji, paneli, wywiadów i atrakcji związanych ze Star Wars! Wspaniałe przeżycie!

Największą rewelacją było oczywiście otwarcie całej imprezy, które poświęcone było przede wszystkim The Force Awakens. Była Kathleen Kennedy oraz J. J. Abrams, a niezapowiedzianymi gośćmi okazała się trójka głównych bohaterów Sequeli: piękna Daisy Ridley, przesympatyczny John Boyega oraz Oscar Isaac, najlepszy pilot nowych Gwiezdnych wojen! Najbardziej zaskakującym punktem całego panelu było pojawienie się R2-D2 i BB-8. I co najlepsze, nowy droid okazał się być - zgodnie z zapowiedziami - praktycznie istniejącym i działającym urządzeniem! Szok i niedowierzanie, huh? Czym innym było słyszeć doniesienia, że to nie animacja komputerowa, a czym innym zobaczyć na własne oczy wtaczającego się na scenę nowego bohatera Sagi. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy przez całą godzinę - bawiłem się świetnie! Zobaczyliśmy zdjęcia z planu, a także usłyszeliśmy trochę informacji (bardzo enigmatycznych) o nowych bohaterach. Na scenie pojawili się również weterani Star Wars: Mark Hamill, Carrie Fisher, Peter Mayhew oraz Anthony Daniels. Widok starych i nowych bohaterów Gwiezdnej Sagi, stojących obok siebie i uśmiechających do dziesiątek tysięcy zgromadzonych w wielkiej sali fanów było przełomowe w historii Star Wars.

No i co najważniejsze, na sam koniec zobaczyliśmy nowy teaser. Który - nie muszę wyjaśniać dlaczego - wywołał u mnie drganie rąk i potok łez na twarzy. Po obejrzeniu - kilkukrotnym - tego emocjonującego, dwuminutowego arcydzieła wiem jedno: film będzie przynajmniej bardzo dobry. Liczę natomiast na to - i wierzę w to - że J.J. oraz Kathleen Kennedy staną na wysokości zadania i dostarczą nam w grudniu świetną przygodę, która dorówna najlepszym Epizodom Star Wars i wpisze do historii kinematografii jako coś wielkiego i przełomowego.


A co jeszcze na Celebration?

Świetnie bawiłem się na panelu Carrie Fisher, która choć pijana, pozostawiła niezwykle pozytywne wrażenie ciepłej i przesympatycznej osoby. Była niezwykle dowcipna i opowiedziała niesamowicie ciekawą anegdotę związaną z kręceniem TESB i imprezą na której zjawili się The Rolling Stones i na której oczywiście nie żałowano alkoholu i narkotyków. Problem jednak w tym, że następnego ranka odbywały się zdjęcia niektórych scen na Bespin, przez co nasza ukochana obsada w niektórych momentach filmu może wyglądać na skacowaną bądź jeszcze mocno nabuzowaną imprezowymi dobrami. O takich rzeczach nie przeczyta się w The Making of czy nie usłyszy w filmach dokumentalnych o produkcji filmów! Po panelu tym bolały mnie policzki od uśmiechu - czego chcieć więcej?

Na plus również panel Marka Hamilla, który również okazał się być niezwykle sympatyczną, ciepłą i otwartą osobą. Opowiedział kilka niezwykle ciekawych anegdot, na przykład o słuchawce którą miał w uchu podczas kręcenia scen na Dagobah i treningu z Yodą, w której czasem zamiast głosu Yody usłyszeć mógł lokalną, rockową rozgłośnię radiową, co powodowało nieporozumienia na planie. Rozmowa z Markiem zeszła również na jego współczesną pracę aktorską, głównie w sferach udzielania głosu licznym, kultowym postaciom (takim jak Joker, czy ostatnio Darth Bane - pokazano klip!), ale również gościnnym występie w jednym z ostatnich odcinków The Flash. Hamill opowiedział również o kulisach nagrania głosu do teasera The Force Awakens (główny głos został wyjęty z RotJ, natomiast pogłos jest współczesnym nagraniem), powtarzając oczywiście zawarte w teaserze słowa. Niezwykle przezabawny i bardzo pozytywny wywiad!

Rewelacyjnie bawiłem się również na konkursie Cosplay, który podzielony został przez zarządzającą streamem ekipę ze StarWars.com na dwie części. I zarówno fragment z występującymi na scenie cosplayerami, jak i późniejszy, przedłużający się moment wywiadów z poprzebieraną publicznością, sprawiły mi dużo radości i znów przyprawiły o ból policzków. Prowadzący cały konkurs (James Arnold Taylor oraz Dee Bradley Baker) byli przezabawni, a chemia między nimi a jury (w składzie między innymi Dave Filoni i Ashley Eckstein) niezwykle pozytywna. Kostiumy były również rewelacyjnie zaprojektowane i wykonane, a kreatywność fanów przyprawiała o ból głowy. Fani z publiczności byli natomiast niesamowicie różnorodni: od małego, niewinnego dziecka-Ewoka, poprzez sympatycznych i normalnych fanów po dziwnych i stukniętych nerdów. Bawiłem się wyśmienicie!

Co jeszcze? Niestety panel dotyczący Star Wars Anthology (jak teraz nazywa się spin-offy) nie był streamowany, ale śledziłem na bieżąco twitterowe relacje oraz przecieki w postaci concept artu i teasera. Koncepcja brutalnego filmu wojennego osadzonego w świecie Star Wars brzmi fantastycznie, a zapowiedź Kathleen Kennedy o chęci eksperymentowania z gatunkami i tematami w świecie Gwiezdnych wojen zapowiada nam serię wyśmienitych i różnorodnych filmów. Jestem bardzo podekscytowany, bo zapowiedzi Rogue One pozwalają oczekiwać naprawdę dobrego i brutalnego kina akcji, w którym dobro nie zawsze będzie dobre, a zło nie zawsze będzie złe. Postawienie na realizm i niejasną moralność bohaterów (a także osadzenie w głównej roli przepięknej Felicity Jones) sprawiają, że na film ten czekam równie niecierpliwie jak na siódmą część Sagi. Jeszcze półtora roku!

Oprócz tego niezwykle ciekawy i pozytywny panel związany z Rebels, gdzie pojawiła się większość głównych bohaterów serialu. Oddzielnie, na Twitch, streamowana była natomiast kantyna BioWare dotycząca SWTOR, gdzie ujawniono szczegóły dotyczące Ziost i powrotu "12xp". Było też sporo niestreamowanych paneli, których przebieg śledziłem przez social media. Między innymi dotyczyły one The Clone Wars - dowiedzieliśmy się na przykład, że w serialu pojawić się miały Yuuzhan Vong... Co za strata!

Bardzo miło ze strony StarWars.com że zorganizowali taki stream, przybliżając fanów z całego świata do tego epickiego wydarzenia. Przyjemnie śledziło się również streamowy chat, gdzie ludzie robili sobie jaja z Haydena, małego chłopca który przed panelem z McDiarmidem nie potrafił trafić Angry Birds do celu. To wydarzenie przerodziło się w drobny meme i zaczęło dotyczyć również Haydena Christensena, a chatujący na You Tube fani ciągle żartowali na ten temat. Przeprowadzane między panelami wywiady z fanami i różnego rodzaju szychami - wliczając w to kursy Origami czy gotowania - urozmaicały całe wydarzenie, sprawiając, że nie było mi aż tak przykro, że nie ma mnie tam osobiście.

Oby się udało polecieć w 2016 na Celebration Europe!

Dobrze jest być fanem Star Wars.

piątek, 28 listopada 2014

Na szybko o teaserze The Force Awakens

Teaser.

Moje pierwsze wrażenie było zupełnie inne niż się spodziewałem... Myślałem, że utonę w ciarkach, wzruszę się, podekscytuję, a przyjąłem to wszystko ze spokojem i dystansem. Wszystko jest takie... obce! Nowe?

Ciągle miałem wrażenie, że skądś to wszystko znam.

Benedict Cumberbatch, narrator teasera. Kim jest? Czy to Plagueis? Jego głos jednak jest na tyle znajomy, że trudno było mi czuć coś więcej niż zainteresowanie.

Postaci o których nie mamy pojęcia - na ich widok myślałem tylko o tym, że plotki krążące od miesięcy mogą być prawdziwe. Sokół Millenium był nawiązaniem do tego co znamy, ale tym na co zwróciłem uwagę była fantastyczna animacja i zwinna praca kamery.

Nowe miejsca, przypominające chyba za bardzo znajome nam ziemskie lokacje (polski las zimą), dawały wrażenie jak bym oglądał kolejny fanfilm. A sama postać Sitha, znanego już z concept artu, przywoływał skojarzenia z Revanem. W tym przypadku podróżującego po Ziost.

Czyżby więc fakt powstawania nowych filmów był aż tak surrealistyczny dla mojej podświadomości? Tak czy inaczej - podobało mi się. Dostaliśmy niewiele, ale można już sobie wyrobić pewne oczekiwania co do estetyki jaką zobaczymy w przyszłych materiałach związanych z filmem.

Szkoda też, że muzyka - która właściwie gra tylko przez moment - jest taka... mało oryginalna? Wzięli Williamsa specjalnie, żeby nagrał nowy podkład, a jedyne czym ten temat różni się od oryginału to głębsze brzmienie... Uhm?

[UPDATE 1]
Update: po kilkukrotnym obejrzeniu udało mi się przełamać barierę podświadomości i pokochałem każdą sekundę! Cieszy mnie to, że zobaczyliśmy nowych głównych bohaterów (John, Daisy i Droid-piłka), nowego "złego", 3 nowe planety, X-Wingi i Sokoła! Teaser ma Moc i wygląda bosko! Brzmi również fantastycznie - muzyka Williamsa jest naprawdę bardzo dobra (i brzmi potężnie), a dźwięk miecza świetlnego powala na kolana.

[UPDATE 2]
Teaser obejrzała moja siostra, która na co dzień ma - delikatnie mówiąc - wyjebane na Star Wars. Podobało jej się! Zachwycony był również mój ojciec, który jest głównie fanem OT. Moja mama, nastawiona neutralnie, również wyglądała na zainteresowaną! Także cieszę się nie tylko dlatego, że teaser jest naprawdę świetny, ale również z powodu bardzo ciepłego przyjęcia przez fanów i nie-fanów najróżniejszego rodzaju. W Internecie hype jest również niesamowity: kolektywnie na kilka godzin padły prawie wszystkie fora fanów Star Wars, a związane z TFA hasła trendowały (i nadal trendują) na Twitterze przez wiele godzin!

[UPDATE 3]
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. O ile generalnie większość kontrowersji związana jest z mieczem świetlnym, to kiedy zajrzałem na Polską wersję oficjalnego fanpage na Facebooku (na co dzień używam globalnej), to uderzył we mnie rasizm w stosunku do Boyegi. Ludzie wieszczą upadek Star Wars, bo szturmowcem jest postać czarnoskóra, pytając, czy zobaczymy też gejów i Żydów (sic). Trochę załamujący obraz naszego narodu.

czwartek, 27 listopada 2014

Od jutra nic nie będzie takie samo


Oficjalne informacje na temat The Force Awakens są bardzo skąpe. Wiemy, że film opowie historię osadzoną ok. 30 lat po Return of the Jedi, a także przywróci na wielkie ekrany uwielbianych aktorów z Oryginalnej Trylogii, tuż obok młodych i obiecujących wschodzących gwiazd. Wraca też John Williams, Sokół Millenium i X-Wingi.

A poza tym, to jest pierwszy raz, kiedy czekamy na film Star Wars, o którym tak naprawdę nic nie wiemy. W przypadku pierwszego Star Wars z 1977 tak naprawdę nie było oczekiwania, ponieważ wokół filmów tych nie narodziło się jeszcze zjawisko kultu. Kontynuacja pierwszej części natomiast nie mogła zaskoczyć estetyką, a sam setting fabularny i postaci były znane wszystkim, którzy na filmy te czekali.

Z Prequelami było oczywiście trochę inaczej. Na The Phantom Menace  czekały miliony fanów, oczekując po filmie godnego powrotu Gwiezdnych Wojen na ekrany kin. Wielu się zawiodło, jednak samo oczekiwanie przybierało niesamowite formy: ludzie chodzili do kina specjalnie żeby zobaczyć trailery, spędzali całe godziny przy modemach ściągając ich wersje elektroniczne, a później ustawiali się w kolejkach pod kinami całe tygodnie przed premierą. Mimo to, produkcja nie była okryta zbyt dużą tajemnicą: o nowych postaciach było wiadomo prawie wszystko, a każdy wiedział, że film zmierza ku przejściu Anakina na Ciemną Stronę Mocy i narodzenia się Imperium.

Teraz nie wiemy nic o postaciach, estetyce filmu, fabule, settingu. Wiemy, że pojawi się Han Solo, Chewbacca, R2 i C-3PO, Leia Organa i Luke Skywalker, ale... kim po 30 latach są te postaci? Czy Han i Leia są razem? Czy Han i Chewie nadal latają Sokołem? Czy Luke jest Mistrzem Jedi? Wiemy też, że oryginalne postaci mają zejść z drogi nowym, młodym bohaterom, o których nie wiemy absolutnie nic, nawet tego jak się nazywają!

Expanded Universe wytworzyło pewną koncepcję Galaktyki po Bitwie o Endor, opowiadając historie na 40 lat do przodu, jednak pozbawione zostało statusu kanonu, stąd nie możemy oczekiwać, że którekolwiek z pomysłów z EU zostaną zrealizowane. Czy Zakon Jedi nadal istnieje? Co z Imperium? Czy Republika została odbudowana? Co może zagrozić naszym bohaterom? Kim w końcu był Wybraniec i w jaki sposób przywrócił Równowagę Mocy?

Oczywiście jest to związane z dwoma kwestiami: faktem osadzenia Sequeli w nieznanym w kanonie okresie historycznym, a także niesamowitą aurą tajemnicy skrywającą proces produkcji nowych filmów. J. J. Abrams znany jest ze swojego radykalnego podejścia do kwestii otwartości związanej z fabułą czy postaciami produkowanych filmów, stąd jutro (albo dzisiaj w nocy) te 88 sekund będzie naszym pierwszym kontaktem z nowymi filmami. Po raz pierwszy w historii kinematografii teaser/trailer wyprzedzi oficjalne zdjęcia, czy nawet plakat!

Zresztą kto wie, czy tak będzie? Może nowy teaser będzie składał się z ujęć które nie znajdą się w filmie? W przypadku The Empire Strikes Back, pierwszy teaser składał się jedynie z concept artów, a teasery do filmów Abramsa przeważnie są oryginalnymi nagraniami (np. Star Trek, Super 8). Krążą plotki sugerujące krótkie ujęcia z nowego filmy rodem z teasera Attack of the Clones, ale kto wie, czy nie są one częścią całej kampanii dezinformacji, a jutrzejsza premiera zwali nas z nóg i zaskoczy czymś kompletnie innym?

Od jutra Star Wars nie będzie takie samo. Nic nie będzie takie samo.

Podoba mi się to i jestem niesamowicie podekscytowany czekaniem!

sobota, 16 sierpnia 2014

Plotki o Episode VII, czyli szykowanie gruntu pod ubaw w Grudniu '15


Dzisiejszy dzień dostarczył nam masę nowych plotek i niepotwierdzonych informacji związanych z nadchodzącą kontynuacją Sagi Star Wars. Postanowiłem podsumować krótko wszelkie doniesienia związane z tym filmem, licząc na to, że post ten po premierze filmu będzie się czytało z uśmiechem politowania na ustach... Bądź zaskoczeniem z trafności.

Uwaga, potencjalnie spore spoilery!

Zacznijmy od tych bardziej wizualnych:
- TMZ swego czasu opublikował masę zdjęć z planu zdjęciowego z Abu Dhabi oraz studia Pinewood (po raz pierwszy ujrzeliśmy Sokoła Millenium)
- Wnętrze Sokoła mieliśmy okazję podziwiać całkiem niedawno
- IndieRevolver publikuje concept arty Hana Solo
- IndieRevolver przedstawia rzekomo concept art głównego złego części VII
- Różne źródła mówią od dawna o potencjalnym wyglądzie Szturmowców w VII, powstają oparte na tym grafiki, wycieka jednak również zdjęcie hełmu, prawdopodobnie rekwizytu filmowego
- [UPDATE 20.10.14] http://www.millenniumfalcon.com/ opublikował kilka dni temu 32 concept arty związane z pre-produkcją do VII. Kilkaset artów koncepcyjnych podobno krąży już od paru miesięcy (rzekomo wyciekły z serwerów Lucasfilmu), ale to pierwsza tura publicznego pokazania części z nich.

A teraz tych związanych z fabułą:
- Luke Skywalker od 30 lat jest rzekomo uwięziony, nikt go nie widział od czasów Bitwy o Endor
- Miejscem jego uwięzienia jest Mon Calamari/Dac, które przedstawiają wyspy Skellig
- Na wyspach Skellig kręcono rzekomo jedynie minutę materiału filmowego (Mark Hamill i Daisy Ridley), która ma zakończyć VII część
- Imperium istnieje obok Republiki (Zimna Wojna rodem z SWTOR?)
- Jedi nie istnieją, a popularne jest twierdzenie, że Luke był ostatni
- Pojawić się w filmie ma planeta będąca połączeniem lasu z klimatem polarnym (zgaduję, że to może być Belsavis)
- Mają pojawić się Piro-Szturmowcy z miotaczami ognia, siejący zamęt na wspomnianej Leśno-Lodowej planecie
- Mówiło się od dawna, że jedną z planet pojawiających się w VII jest właśnie planeta z SWTOR
- Admirał Ackbar ma się również pojawić
- Głównym motorem napędowym filmu będzie odcięta mechaniczna dłoń Luke'a, która spada na pustynną planetę (sic) razem z trzymanym mieczem świetlnym tegoż (wersja z RotJ, więc to nie ta z Bespin)
- Dłoń tą odnajdzie Szturmowiec-defektor, grany przez Johna Boyegę
- Zirytowana faktem jego ucieczki z sił Imperium, polować ma na niego zła pani oficer (grana przez Gwendoline)
- Gwendoline ma nosić posrebrzaną zbroję Szturmowca
- John Boyega, bądź Gwendoline, ma nosić zbroję umożliwiającą kamuflaż (stąd srebrne barwy?)
- Gwendoline podobno ma dzierżyć miecz świetlny, więc kto wie czy nie jest czymś w rodzaju super-Szturmowca rodem z concept artów McQuarriego do A New Hope
- Z pomocą Boyedze przyjdzie Daisy Ridley, córka Hana i Leii
- Daisy gra główną rolę w filmie
- Odnajdą oni miecz świetlny Luke'a i ruszą w podróż aby go odnaleźć
- Co do Hana, to będzie on oficerem Imperium/Republiki, dowodzącym Imperialnym Niszczycielem Gwiezdnym (razem z Chewbaccą)
- Niektóre plotki wskazują jednak, że Han jest prezydentem Republiki, inne, że jest nim Leia (po śmierci poprzednika)
- Sokół Millenium nie należy już do Hana, a lata nim postać grana przez Oscara Isaaca
- Mają pojawić się flashbacki powracające do czasów Wojny Domowej, w której przewinie się Darth Vader oraz Leia Organa (grana przez prawdziwą córkę Carrie Fisher)
- Dartha Vadera ma grać zawodnik MMA, Sheamus
- Głownym antagonistą będzie dawny uczeń Imperatora, oraz jego obecny podopieczny
- Mają oni być Inkwizytorami (bądź ten starszy może być dawnyn Inkwizytorem), bądź czymś w tym stylu, co rzekomo ma być nawiązaniem do Rebels, chociaż moim zdaniem to jedynie zbieg okoliczności i naciągana spekulacja (twórcy Rebels wydają się nie być przekonani do związku sezonu 1 Rebels z VII)
- Jeden z antagonistów ma być cyborgiem (pół twarzy mechaniczna)
- Dłoń tego cyborga ma być rzekomo przedstawiona na ostatniej kartkowej wiadomości od J. J. Abramsa (chociaż ludzie spekulowali też, że może to być ta spadająca na pustynną planetę)
- Republika ma prowadzić wykopaliska na jednej z neutralnych planet w poszukiwaniu antycznej broni, co doprowadzi do napięcia z Imperium (które również jest zainteresowane tematem, a trwa zimna wojna)
- Ta neutralna planeta to rzekomo miejsce narodzin Sithów - Korriban/Moraband?
- Lore związane z Sithami wskazuje na ich kilku-tysiącletnie tradycje, ze wskazaniem na dawnego lorda Sith, Dartha Ruina (uczeń tego obecnego Sitha bardzo się nim inspiruje, może mieć takie samo imię)
- Ruiny tej planety (Sith Homeworld) są centrum dowodzenia potężnej broni, która jest całą planetą
- Według innych źródeł, to na lodowej planecie ktoś buduje broń masowej zagłady
- Luke ratuje wszystko i wszystkich, ale igra z Ciemną Stroną
- [UPDATE 20.1014] Luke Skywalker ma mieć romans z Ciemną Stroną Mocy, a jedna z relacji wskazuje nawet, że to on jest złym cyborgiem. Na jego widok Daisy ma stracić wiarę we wszystko i również ulec złu. Brzmi depresyjnie, pomysł kontrowersyjny, ale ja osobiście jestem za jak największym kombinowaniem!
- [UPDATE 20.10.14] Od kilku miesięcy krąży plotka, że postać Daisy ma na imię Kira. To imię pokazywało się na jednej z przyczep podczas zdjęć w lesie, oraz przy relacjach z Abu Dhabi.
- [UPDATE 20.10.14] Krąży plotka, jakoby główny zły nie był jednak cyborgiem, ale wcieli się w nią aktor, którego nazwisko zaskoczy wszystkich.

Niektóre z tych informacji pojawiły się już dawno, nawet więcej niż rok temu. Kto wie, czy czegoś nie pominąłem - opieram się głównie na pamięci, a sporo tego się powoli nagromadza. Źródła są różne, są to zarówno dziennikarze filmowi którzy zajmują się takimi sprawami (mają kontakty i doświadczenie), jak i anonimowi "donosiciele". Większość z tych informacji pojawia się wielokrotnie w różnych źródłach (np. sporo ktoś wrzucił na 4chana bardzo dawno temu, co zostało zignorowane z oczywistych względów, jednak wiadomości z innych źródeł powtarzają to co tam zostało wypunktowane), ale może to być po prostu tak, że publikujący te scoopy powtarzają te same brednie które krążą między dziennikarzami czy nawet ludźmi pracującymi przy produkcji filmu (którzy mogą nie mieć bezpośrednio dostępu do scenariusza, ale "coś tam słyszeli"). Pewnie do drugiej połowy 2015 roku (trailery), czy nawet do dnia premiery filmu, nie dowiemy się jak celne są te plotki. Ja mam mieszane uczucia, szczególnie boli mnie brak Jedi, i fakt nieobecności Luke'a przez ponad 30 lat (jego przyjaciele, czy nawet Rebelia/Republika nie zainteresowały się tym zniknięciem?), ale z ostatecznym wyrokiem możemy jedynie czekać do premiery...

Update - 20.1014 - dodałem link do concept artów, oraz kilka plotek o których mi się przypomniało. Rewelacyjne podsumowanie dotychczasowych plotek znajduje się również tutaj.

niedziela, 27 lipca 2014

Ciasne Wojny


Mieliśmy książki, gry i komiksy osadzone w przeróżnych okresach, opowiadające najróżniejsze przygody rozmaitych postaci. Od czasów antycznych, przez kilkutysięczny okres istnienia (z przerwami) Starej Republiki, po odległe przygody potomków Luke'a Skywalkera i Leii Solo.

Po reboocie Odległej Galaktyki, z kilku tysięcy lat, pozostało nam ich około 60. Planety, rasy, koncepcje, organizacje - to wszystko w jakimś tam stopniu pozostanie, będzie wykorzystywane przez nowe źródła będące już oficjalnie częścią filmowego kanonu, ale poza byciem "źródłem inspiracji", historie w EU osadzone nie są niczym więcej. I tak, teraz nawet opowiadania w Insiderze są tak ważne jak Nowa Nadzieja.

Problem w tym, że zapowiedziane już jakiś czas temu książki i - dzisiaj - serie komiksowe Marvela są umieszczone w latach strasznie bliskich filmowym Epizodom. Ba, wszystkie trzy serie komiksowe dzieją się po Części IV! Pozostałe książki są albo bardzo ściśle związane z OT, albo z Rebels, ewentualnie są przerobionymi scenariuszami z anulowanego The Clone Wars. Nic, absolutnie nic nie wychodzi poza ramy filmów. Co za marnotrawstwo!

Nadchodząca gra Star Wars: Battlefront też nie daje nadziei, żeby cokolwiek się zmieniło. Wszystkie materiały jakie do tej pory widzieliśmy, są związane z Oryginalną Trylogią. Ile można? Już przy EU post-RotJ męczyła mnie nieśmiertelna Wielka Trójka, a ochoty po książki około-filmowe z tymi bohaterami nie miałem absolutnie ochoty sięgać. A teraz, po anulowaniu EU, dostajemy jedynie takie pozycje.

Jest to smutne, bo mimo mojej miłości do wszystkich części Star Wars, oczekuję po tak dużym świecie powiewu świeżości, nowych bohaterów, przygód osadzonych w różnych okresach historycznych, eksperymentów z konwencją. Zamiast historii odległych od siebie o tysiące lat, dostaniemy takie dziejące się tego samego miesiąca, odgrzewane kotlety i do bólu przemielonych bohaterów.

Nudy.

Mogę tylko liczyć na to, że to okres przejściowy, a po premierze nowego Epizodu, i wreszcie nowych stand-alones, NU (New Universe) zacznie eksplorować nowe tereny i motywy. To jednak odległa perspektywa - przez najbliższe półtora roku na horyzoncie nie pojawi się nic godnego uwagi.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Obsada Episode VII - moje typy


Po ogłoszeniu oficjalnie obsady siódmego Epizodu Star Wars, postanowiłem połączyć aktorów z postaciami do których najbardziej one pasują. Bazuję na Expanded Universe, jednak szczegóły się oczywiście nie liczą - np. kwestia dokładnego wieku - skoro jest to od kilku dni bardziej źródło inspiracji i szkiców, niż twardy kanon.

Jasne, wiem, że nie muszą wykorzystywać tych samych imion, wizerunków czy konceptów, ale liczę jednak na to, że moje typy się sprawdzą chociaż trochę. Byłby to miły ukłon w kierunku pracy wielu autorów, którzy od 36 lat tworzą to uniwersum, oraz wspaniały prezent dla fanów, którzy śledzili przez wiele lat losy bohaterów Star Wars i ich potomków.


Domhnall Gleeson - Ben Skywalker
Tego aktora znam najbardziej, jest świetny. 30-letni rudzielec który spokojnie mógłby grać dwudziestu-kilku-latka. Ben w EU urodził się dość późno, ale nic nie przeszkadza, żeby Luke miał syna trochę wcześniej (czyli kilka lat po Powrocie Jedi musiałby go spłodzić). Problem stwarza brak starszej aktorki w obsadzie, chociaż jej rola może jest po prostu mniejsza. Zobaczymy, mam nadzieję, że twórcy nie pójdą w kierunku Luke'a trzymającego się z dala od związków.


Max von Sydow - Darth Plagueis
To była moja pierwsza myśl kiedy go zobaczyłem. Te usta i podłużna twarz, nie tylko w jego obecnym wyglądzie, ale też kiedy patrzy się na zdjęcia z jego starszych filmów Pojawienie się w VII Dartha Plagueisa to jeden z możliwych scenariuszy, głównie ze względu na to, że jest on wspomniany w Zemście Sithów, więc stanowiłoby to idealne nawiązanie i kontynuację tego wątku. Któż nie byłby groźniejszy dla Galaktyki, niż powracający zza "grobu" mistrz Imperatora poszukujący nieśmiertelności? Może ją znalazł?


Daisy Ridley - Jaina Solo
Młoda i nieznana aktorka, która będzie naszą "nową Padme/Leią". Tutaj możecie zobaczyć ją w akcji. Jak dla mnie perfekcyjnie pasuje do roli Jainy, przypomina bardzo swoją matkę i babcię! To jest bohaterka którą chciałbym najbardziej zobaczyć w VII, wybaczyłbym wtedy całe zło jakie Lucasfilm/Disney wyrządził kanonowi (tak, oficjalnie tutaj to piszę: jeśli w VII będzie Jaina, mogą robić co chcą).


Adam Driver - Jacen Solo
Tutaj mam problem tego rodzaju, że Adam Driver był w plotkach podawany jako główny negatywny bohater. Jednak bardziej w tej roli pasuje mi von Sydow, więc Driver mógłby grać młodego Solo. Ma w sobie coś "groźnego", ale koncepty z Dziedzictwa Mocy mogą być eksplorowane już w kolejnych częściach (czy Trylogii), jeśli Plagueis miałby być głównym "złym". Może być to niezła inwestycja w przyszłość. A może Kyp Durron?


Pozostali 
 Przy kolejnych aktorach mam już większy problem. Nie pasują do żadnej większej postaci z Expanded Universe, mogą być kimkolwiek. John Boyega pasowałby na jakiegoś potomka Lando (chociaż w EU miał on bodajże córeczkę?), a Andy'ego Serkisa najchętniej widziałbym w roli jakiegoś porąbanego Sitha, nowego ucznia Plagueisa (o ile będzie on się trzymał Zasady Dwóch). Oscar Isaac mógłby być być kimkolwiek, ale pasowałby też do roli Wielkiego Admirała Thrawna, gdyby okazało się, że Sequel Trilogy miałoby nawiązać najpierw do tego bohatera. Jak dla mnie pasuje całkiem dobrze!



niedziela, 27 kwietnia 2014

Co z tym Expanded Universe?


Ostatnie wiadomości związane z kanonem to cios w serce fana tego uniwersum. Oprócz tego, zapowiedziano kilka nowych pozycji książkowych, pierwszych "naprawdę-naprawdę kanonicznych". To trochę jak by matka przedstawiła Wam swojego nowego chłopaka dzień po śmierci ojca.

Jak powinienem się czuć teraz, kiedy wszystkie moje ulubione postaci... przestają istnieć? Jaina Solo, Revan, Ganner Rhysode, Imperator Vitiate, Kyle Katarn, Thrawn, Nom Anor - wszystko spuszczone do poziomu fanfiction. Natomiast Meebur Gascon - najbardziej żenująca postać w historii Gwiezdnych Wojen - jest tak samo prawdziwy jak Luke Skywalker. Kto wie też jaki status będą mieć nowe kolorowanki i książeczki dla 3-letnich dzieci. Kanon? Wspaniale.

Czy mogę teraz cieszyć się nowymi książkami, filmami, komiksami i grami? Chyba nie. Nie wymażę z pamięci tego, co towarzyszyło mi przez ostatnie 10 lat zaczytywania się w EU. Jeśli nowe produkcje są zupełnie oderwane od tego co mam w pamięci, to nie będzie w nich nawiązań do tej większej całości.

Sam "Moraband" poruszył masy, mimo, że na StarWars.com wspomniano, że to Korriban, który zmieniał nazwy w różnych punktach historii. A teraz... mogą zrobić wszystko. Z historią Sithów i Jedi, szczegółami dotyczącymi Zasady Dwóch i machinacji politycznych Palpatine'a - jak czerpać z tego przyjemność?

Podobnie w drugą stronę - otrzymamy prawdopodobnie zupełnie oderwaną od znanej mi rzeczywistości wersję wydarzeń post-RotJ. Nie wiem, czy będę mógł z przyjemnością oglądać film, w którym Han i Leia nie będą razem, a Luke weźmie sobie za żonę jakąś czarnoskórą kobietę (jeśli wierzyć plotkom o czarnym potomstwie Skywalkerów). Zamiast się cieszyć nowymi historiami, będę z nostalgią wspominać EU...

Niepewna jest też przyszłość SWTOR. Jest to projekt który mocno bazuje na Expanded Universe, czerpie z niego garściami, ale nadal się rozwija. Story Group również podpisało się pod Galactic Starfighter. Gamespot dotarł do Lucasfilm i otrzymał od nich taką odpowiedź: "SWTOR zawsze było i będzie częścią Expanded Universe". Czyli... nie jest kanoniczne, bo EU jest niekanoniczne i opisane jako "Legends", czy może jest kanoniczne, bo Expanded Universe istnieć będzie dalej, ale wszystko będzie na takim samym poziomie kanonu? Enigmatyczna odpowiedź, a chęci do włączenia niekanonicznej brak (bo komu by się chciało poświęcać tyle czasu grze, która jest tak istotna dla Star Wars jak World of Warcraft czy Star Trek Online).

Smutne jest też to, że pewnie nie będzie nowych książek z cyklu "Legends", co nie pozwoli na zakończenie wielu urwanych opowieści. Właściwie nie pozwala mi to na dalsze eksplorowanie tego świata, a wszystkie przewodniki i książki na które wydałem grube kilka tysięcy złotych są teraz nic nie warte. Ba, nawet nie muszę ich teraz czytać! Po co? Zawsze odkładałem czytanie The Essential Guide to the Force, czy The Essential Atlas, a teraz podjęto za mnie decyzję kiedy się za nie zabrać. Nigdy.

Dlaczego muszą też wywalać wszystko? Punkt Przełomu, KotOR - komu przeszkadzają? Dlaczego pokuszono się o aż tak radykalne posunięcie? Istnieje oczywiście taka opcja, że to ruch mający jedynie pozwolić na większą swobodę, oraz uniknąć negatywnych reakcji na niektóre mniejsze zmiany (a la TCW). Zmiany niekoniecznie w mocny sposób zaprzeczające temu co było. Wtedy OK, mam gdzieś szczegóły, nie obchodzi mnie kiedy jaki model TIE był produkowany (i dlaczego dany komiks jest beznadziejny, bo niezgodny w takich kwestiach), czy w którym roku i miesiącu Wojen Klonów dokładnie doszło do bitwy o Jabiim - nie bolały mnie mniejsze zmiany które proponowało TCW, byle tylko nie mieszali za mocno tylko dlatego, że... mogą.

A film który zamieszczono na oficjalnym kanale Star Wars na Youtube jest... rozdrapywaniem ran. Mówią nam: "Expanded Universe jest super! Kochamy te książki i gry, to nasze dzieciństwo, tyle świetnych historii, ale... mamy je gdzieś i usuwamy z kanonu, bo tak jest łatwiej!". Dajcie mi w takim razie nowego KotORa. Kanonicznego i na odświeżonym engine ;)

Pozostaje też pytanie: co robiło Story Group przez ostatnie półtora roku? Budowali grunt pod przyszłość? Wydawało mi się właśnie, że chodziło o to, aby jak najskuteczniej, i z jak najmniejszymi stratami, wprowadzić możliwość powstania nowych filmów. Okazało się jednak, że poszli oni na łatwiznę. Jasne, obiecują, że z EU czerpać będą (jako przykład podano Star Wars Rebels które faktycznie mocno bazuje na niektórych jego elementach), ale jest to jedynie obietnica którą można w różny sposób interpretować.

Star Wars nie jest już kierowane przez ludzi z pasją i wizją, to teraz marka kierowana przez sztywniaków pod krawatami, pieniądz i korporacyjne zasady. Leland Chee wczoraj wysłał wiadomość twórcy Timeline Gold, że nie może już odpowiadać bezpośrednio na pytania fanów dotyczące kanonu (co robi od kilkunastu lat, najpierw na oficjalnym forum, a później przez media społecznościowe) bez wcześniejszego przedyskutowania odpowiedzi z działem PR...

Mając to wszystko teraz przed oczami, zastanawiam się również nad taką kwestią: czy jestem w stanie im teraz zaufać? Co jeśli za 12 lat postanowią nakręcić film o Tarkinie? Czy będą patrzeć na książki wydane dzisiaj, czy pójdą na łatwiznę i po raz kolejny dokonają rebootu? Nie. Teraz liczy się tylko kasa i maksymalizowanie zysków. Księgowi skalkulują co przyniesie więcej pieniędzy, i na takiej podstawie będą podejmowane decyzje.

Wiem, że Star Wars to głównie rozrywka, że zawsze aspekt pogoni za zyskiem był istotny, a książek z półek nikt mi nie zabierze, ale najwięcej zabawy było właśnie w tym, że Star Wars zawsze było jedno. To nie Marvel czy DC, gdzie rebooty są czymś częstym i oczywistym - są podyktowane są faktem, że historie tam są osadzone w naszym realnym świecie, więc ograniczone przez niego - przez nasze realia, oraz krótki czasowo okres w którym można się bawić.

A Star Wars?  Jeden świat, pełen genialnych połączeń - od małych nawiązań wplecionych umiejętnie w dialogi i historię, po Luke'a biegającego po Dromund Kaas i Korriban - oraz możliwości na stworzenie nieskończonej liczby powieści. Kilkadziesiąt tysięcy lat historii do wypełnienia. Cała Galaktyka. Miliony planet, postaci, ras i kultur. Filmy były tylko wstępem do czegoś większego, dla mnie zawsze większą wartość miało EU. Teraz mi to zabrano, a ja nie wiem co przyniesie przyszłość.

środa, 6 listopada 2013

Episode VII: pięć rzeczy które chcę zobaczyć, i pięć których nie chcę


Chcę w Episode VII:

1. Silnych postaci kobiecych
Silnych i ładnych, w jak największych ilościach. Nie licząc oczywiście Lei i Padme, w filmach Star Wars tego typu istoty przewijały się głównie w tle (Aayla, Luminara, Bariss, Oola, dwórki), dlatego byłoby miło gdybyśmy tym razem zmienili trochę układ sił. Jest na to szansa, ponieważ Abrams wielokrotnie przyznawał, że taki koncept Star Wars zbudowanego wokół silnej postaci kobiecej jest interesujący. Dodatkowo, jeśli w nowych filmach nie pojawią się ładne Twi'lekianki, będę bojkotował całą markę niezależnie jak dobra będzie historia!

2. Epickich scen batalistycznych i walk na miecze świetlne
Bitwa o Hoth i Bitwa o Geonosis to największe bitwy naziemne jakie widzieliśmy, natomiast Bitwa o Endor i Bitwa o Coruscant to największe bitwy kosmiczne. Oprócz nich oczywiście pojawiły się walki miejskie na Naboo, partyzanckie na Endorze, ciekawe stercie nad Yavinem i cała masa mignięć z walk pod koniec Wojen Klonów. Liczę na to, że ujrzymy również w tej części jakąś akcję - czy to w kosmosie, czy na powierzchni jakiejś egzotycznej planety. Kto wie, może biegnące na siebie armie Jedi i Sithów? Taaak, to by było epickie. Chcę też jak najwięcej walk na miecze świetlne. Oczywiście ich rozmach musi przypominać Prequel Trilogy, nie ma mowy o powtórce ze statycznej walki z ANH. Liczę na wymyślną choreografię, ciekawe otoczenie i mocną dawkę emocjonalną!

3. Nowe, egzotyczne planety
W każdej części pojawiają się planety wyjątkowe: pokryta lodem Hoth, pustynna Tatooine, lesisty Endor, skąpany w chmurach Bespin, piękna Naboo, i cała masa innych planet, włącznie z kilkoma pięknymi lokacjami pojawiającymi się na moment w sekwencji Rozkazu 66. Chciałbym zobaczyć coś wyjątkowego, coś nowego. W The Clone Wars pojawiło się wiele planet które mogłyby być wykorzystane, podobnie EU, ale nie pogardziłbym jakąś całkowicie nową.

4. Dialogów które będziemy pamiętać na wieki
Cała masa tekstów z Sagi Star Wars wpisała się na stałe do kanonu popkultury, kultury i życia codziennego. Kto nie zna frazy "niech Moc będzie z tobą", mądrości Yody czy słynnego "- Kocham cię. - Wiem."? Przy całej masie filmów usiłujących wprowadzać sprawne dialogi i chwytliwe teksty dość trudno powtórzenie tego sukcesu Gwiezdnych Wojen, ale kolejny Epizod jest idealną okazją aby trafić na podatny grunt całej masy fanów.

5. Wizualnej i dźwiękowej orgii
Zalicza się do tego wszystko: efekty specjalne, montaż,  sposób pokazywania scen, muzyka, dźwięk. Zawsze stało to na najwyższym poziomie, a klatki z filmów można oprawiać jak obrazy. Chciałbym, żeby Epizod VII był tak piękny, abym miał wielki problem z wyborem poszczególnych ujęć do wrzucenia na tapetę bądź jako zdjęcie w tle na Facebooku, oraz tak fantastyczny muzycznie abym nie mógł przestać słuchać soundtracka.


Nie chcę w Episode VII:

1. Zrujnowania Expanded Universe
Nawet jeśli ze zmianami, to chciałbym, aby nowe Epizody nie nadpisywały ani nie ignorowały wydarzeń i postaci z którymi zdążyłem się już przez ostatnie kilkanaście lat zżyć. Niektóre z tych książek prezentują niezwykle wysoki poziom, więc naprawdę nie wiem jak dobry musiałby być scenariusz nowych Epizodów, żebym wybaczył ewentualne naruszenia kanonu. Nie lubię również koncepcji wielu wymiarów (Marvel) czy podróży w czasie (Star Trek), więc takie pośrednie "rozwiązania" absolutnie niczego by nie zmieniły. Myślę, że postaci wprowadzone w EU idealnie mogłyby się wkomponować w nową Trylogię i nie wyobrażam sobie innej wersji wydarzeń z czasów po Powrocie Jedi.

2. Lens flares
Czyli nadużywanego przez Abramsa "efektu optycznego pojawiającego się na obrazie na skutek interakcji promieni światła z soczewkami obiektywu kamery" (za wikipedią). Czasami może i wygląda to dobrze, ale nigdy czegoś takiego w Star Wars nie było, więc nie widzę powodu dla którego miałoby się pojawić.

3. Tatooine
No dobra, dopuszczam odwiedzenie tej planety "na moment", ale tylko na moment, i to najlepiej nie od razu w VII części. Tatooine to zadupie, które przypadkiem było miejscem urodzenia się Wybrańca i przez to również miejscem w którym ukrywał się dorastający Luke. Planeta pojawia się w pięciu na sześć Epizodów i starczy! Żadnych "nostalgicznych" zagrań w tym kierunku nie chcę, mam ich wystarczająco dużo w praktycznie każdej grze Star Wars i całej masie książek.

4. Osadzenia fabuły "gdzieś poza cywilizowaną Galaktyką"
Jest to jeden z postulatów słynnego filmiku w którym ktoś przedstawia cztery elementy kluczowe dla tego, aby nowe Gwiezdne Wojny były dobre. Dla mnie jest to żałosny pokaz czystego hejtu na Prequele, dlatego umieszczam tutaj ten aspekt, który zirytował mnie najbardziej. Chcę zobaczyć Coruscant, chcę zobaczyć wydarzenia ważne dla Galaktyki na najwyższym szczeblu, chcę poznać kulisy polityczne i historyczne wydarzeń w filmie. Nie chcę aby fabuła była osadzona na siłę na jakimś zadupiu, oddalonym od centrum GFFA i imitującym wrażenie "niewiedzy" i osamotnienia.

 5. Zbyt dużej roli Hana, Luke'a i Lei.
Wiem, że są to postaci bardzo ważne, ale czas na nowych bohaterów. Każda Trylogia opowiada historię innego pokolenia rodziny Skywalker, czas więc przekazać pałeczkę z rąk Wielkiej Trójki do rąk potomków Solo i Skywalker. Szansa na dokonanie tego była pod koniec serii NEJ, niestety nie została wykorzystana i szczerze jestem już zmęczony czytając o heroicznych wyczynach tych podstarzałych już bohaterów. Nie wydaje mi się również - nie ważne jak bardzo bym ich lubił - aby oglądanie biegających na ekranie sześćdziesięcioletnich, przygrubych i sflaczałych dziadków dawało mi poczucie satysfakcji. Leia od trzydziestu lat nie wygląda dobrze w Złotym Bikini...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Tytuł Star Wars: Episode VII


Internet płonie od spekulacji, plotek i dywagacji na temat nowej części Star Wars. W części jest to śmietnik, pełen idiotycznych pomysłów i bezsensownych dyskusji, w części ciekawa burza mózgów i spektakl oczekiwań. Jednym z tematów, bardzo często poruszanych, jest tajemnica tytułu nowego Epizodu - rzecz którą łatwo przewidzieć i którą - przy odrobinie szczęścia i wiedzy - można "trafić". Gdyby zestawić tytuły wszystkich Epizodów Star Wars oraz odpowiednio obu Trylogii,  można zauważyć ich ścisły związek.

The Phantom Menace - A New Hope
Pierwszy z nich, to tytuł negatywny, niosący za sobą zagrożenie. Drugi, to tytuł pozytywny, niosący za sobą... nadzieję. W obu tytułach nie pojawiają się żadne słowa powiązane ze światem Star Wars, są one dość lakoniczne i abstrakcyjne.

Attack of the Clones - The Empire Strikes Back
Oba tytuły militarystyczne, nastawiające na akcję (Attack/Strikes Back) oraz używające słów związanych bezpośrednio z universum (Clones/Empire). Są mocno związane z fabułą filmów.

Revenge of the Sith - Return of the Jedi
Oba tytuły związane z dwoma przeciwstawnymi "frakcjami" Mocy, Sithami i Jedi. Podczas prac nad szóstym Epizodem, film był zatytułowany Revenge of the Jedi (oczywiście nie mówimy tutaj o tytule-przykrywce: Blue Harvest), ale Lucas dość szybko zmienił "zemstę" na "powrót", gdyż faktycznie Jedi się nie mszczą, jest to sprzeczne z ich podstawowymi zasadami. Mamy więc Zemstę/Powrót Sithów/Jedi.

Wszystkie powyższe tytuły mają dwa człony (szczególnie ładnie widać to w polskim przekładzie), oraz następują po sobie według następującego schematu przesłania: negatywne (mroczne), pozytywne (klony), negatywne (Sithowie), pozytywne (nadzieja), negatywne (Imperium), pozytywne (Jedi).

Gdyby próbować zgadnąć tytuł VII, trzeba by sięgnąć po schemat z I i IV, oraz wymowę negatywną. Przykładowe tytuły które przychodzą mi zupełnie spontanicznie do głowy:
- Shadows of the Past
- The End of Light
- Dawn of  the Light
- Birth of the Death
- The Old Threat
- The Coming Storm
- The Forgotten Threat
- The Darkness Reborn
- Echoes of the Past
- The Shroud of Chaos
- Fall of the Veil

Bądź jakakolwiek mieszanka powyższych słów. Oby Disney trzymał się tego schematu w tytułowaniu nowych Epizodów - mi się on bardzo podoba.

środa, 13 marca 2013

Goodbye Star Wars?


Niesamowite jak niektóre rzeczy potrafią się zmieniać, odwracać o 180 stopni, zaskakiwać i wpływać na zwykłe życie szarego człowieka. Jeszcze pół roku temu z radością pisałem o nowych projektach w świecie Star Wars, zapowiedzianych głównie na Celebration, czyli jeszcze przed informacjami o przejęciu przez Disney i kolejnej Trylogii. Informacjami, które przyjąłem z entuzjazmem i podekscytowaniem, o czym zresztą zrobiłem podsumowanie na blogu i które po uzupełnienie o oficjalną zapowiedź filmowych spin-offów zamieniły się w taki oto wpis.

Pozwolę sobie zacytować: Jeśli kiedykolwiek mogła mi przejść przez głowę myśl, że Star Wars kiedyś się skończy, że skoro nie będzie nowych Epizodów to na książkach, grach i komiksach daleko to uniwersum nie zajedzie to... Wow, byłem w błędzie.

Pozwolę sobie sparafrazować: Jeśli kiedykolwiek mogła mi przejść przez głowę myśl, że Star Wars ma się świetnie, że skoro będą nowe Epizody, filmy, książki, gry i komiksy to uniwersum zajdzie niesamowicie daleko to... Wow, byłem w błędzie.


"W planach Trylogia Sequeli (2015, 2017, 2019), Epizod VII w pre-produkcji" - problem w tym, że tak naprawdę nie wiadomo jakiej jakości filmy dostaniemy, czy będą godnymi następcami III-VI, czy będą wystarczająco epickie. Nie wiadomo też w jaki sposób wpłyną one na ustanowiony kanon, kanon którym żyłem od premiery Zemsty Sithów, zaczytując się w kilkudziesięciu książkach poszerzających wszechświat i opisujących kolejne przygody znanych bohaterów. Jest to więc kwestia z gigantycznym potencjałem, ale jednocześnie budząca niepewność dla przyszłości Star Wars.

"W planach seria spin-offów, z czego jeden już w pre-produkcji" - tak jak wyżej, a może i jeszcze bardziej niebezpiecznie? Jak można robić film o Boba Fettcie jeśli wiadomo o nim aż tak dużo? Pewnie, można, ale boję się, że korporacja i scenarzyści będą woleli wolność tworzenia i nie ograniczanie się istniejącym kanonem. Jest to więc również kwestia z gigantycznym potencjałem, ale jednocześnie niepewna dla przyszłości Star Wars.

W tym roku II i III Epizod w 3D w kinach, w przyszłym roku zapewne zobaczymy OT 3D - wejście filmów w 3D do kin zostało zawieszone. Mała strata dla Star Wars, ale jednak strata.

W powietrzu wisi serial aktorski Star Wars: Underground którym prawdopodobnie zajmie się ABC - wisi w powietrzu, i tyle. I tak może wisieć jeszcze długo. Oczywiście ABC otwiera nowe drzwi, jest szansa na wysoki jakościowo serial, ale kiedy czy i w ogóle... Nie wiadomo. Jako, że serial pewnie nie powstałby ostatecznie gdyby do przejęcia nie doszło, nie ma to większego wpływu na świat Star Wars. Szkoda tylko tej kasy którą wydali na pre-produkcję i napisanie ponad 50 scenariuszy.

W powietrzu wisi serial dla młodszej widowni - wisi, może, ale właściwie co mnie to obchodzi, nie chcę papki dla dzieci, ale poważnego serialu i brutalnej gry komputerowej. Nie ma znaczenia.

Dopieszczany jest animowany serial komediowy Star Wars: Detours - na który wydano grube miliony i który zostaje zawieszony i schowany do szuflady. Wielka strata dla Star Wars.

The Clone Wars trwa, tydzień temu mieliśmy setny odcinek, przed nami jeszcze przynajmniej 2 sezony - przynajmniej 2 sezony? Cóż, przed nami zaledwie parę odcinków, nawet nie wiadomo w jakiej dystrybucji. Serial został anulowany, gigantyczna strata dla świata Star Wars (i nie mam zamiaru tutaj wchodzić w polemikę z hejterami których ta wiadomość cieszy). Wygląda też na to, że cała doświadczona i utalentowana ekipa tworząca Wojny Klonów zostanie zwolniona. Zapowiedziano kolejny serial, ale czym będzie? Kto będzie go tworzył? Czy nie będzie to trash dla casuali? Gdyby tworzyła go obecna ekipa TCW to byłbym nastawiony pozytywnie, ale tak jak wspomniałem - lecą głowy.

The Old Republic ma się dobrze, a w planach kolejne gry, w tym zapowiadające się fantastycznie 1313 - faktem jest, że SWTOR ma się świetnie, tak jak nigdy: nadchodzi wielkie rozszerzenie, a duże patche są dostarczane regularnie co 4-5 tygodni. To dobrze. 1313 niestety leży zawieszone od października, a Disney nie wyraził ochoty na produkowanie gier. Jest to gigantyczna strata dla Star Wars.

Oprócz "1313" i braku zainteresowania dla gier, problemem jest też Star Wars: First Assault, sieciówka FPS która była w produkcji już od jakiegoś czasu i która miała mieć premierę we wrześniu. Miał to być również "test" dla LucasArts - gdyby gra odniosła sukces, wskrzesiliby serię Battlefront. First Assault leży w zawieszeniu, Battlefront 3 pewnie nigdy już nie powstanie. Ciekawą i optymistyczną informacją są plotki, jakoby Oblivion próbowało dostać licencję na Star Wars i stworzyć epickie RPG osadzone między III i VI epizodem, problem w tym, że w obecnej sytuacji jest to mało realne... Gigantyczna strata dla Star Wars.

Faktem jest jednak to, że LucasArts od kilku lat nie wydało żadnej dobrej gry. Oprócz The Old Republic od 2005 roku nie pojawił się żaden epicki tytuł godny uwagi. The Force Unleashed? Można było zagrać raz, albo dwa. Nie była to zła gra, druga część jednak zawiodła, a trzecia nigdy nie powstanie. Oprócz tego raczono nas grami LEGO (kupa zabawy, ale to jednak zabawa dla lolzów), Kinecktami, jakimiś Pinballami i innymi dziwami. Wszyscy fani głośno krzyczą od lat: chcemy Battlefront 3! Chcemy Republic Commando 2 (Imperial Commando?)! Chcemy nowe epickie RPG i RTS! Chcemy nowe X-Wingi (symulator walk w kosmosie)! I co? I nic. Disney daje szansę na polepszenie tej sytuacji, o ile firma zachowa niezależny status, a korporacja nie będzie wolała inwestować w casualówki na smartfony. Niestety wygląda na to, że w takim kierunku to idzie. I tak, First Assault oraz 1313 miało tę kiepską passę LucasArts zmienić. Miało, miało...

Książki i komiksy mają się dobrze, ogłaszane są nowe pozycje i serie - w komiksach nie siedzę, ale kwestia przyszłości licencji dla Dark Horse wisi na włosku, ze względu na to, że Disney ma Marvela, a Marvel to komiksy. Serie są kontynuowane na razie, powstała również nowa seria "Star Wars" dla casuali. Książki? Są zapowiedzi, piszą się nowe, problem w tym, że nie dostaniemy w najbliższej przyszłości żadnej dłuższej serii książkowej - może dobrze, może nie, ja tam polubiłem NEJ, Dziedzictwo Mocy i Przeznaczenie Jedi. Problemem jest również kwestia tego jak na EU wpłyną nowe filmy, ale przymykam na to oko na razie, gdyż nic nie wiadomo w tej kwestii, jest więc całkiem nieźle.

Licencja się sprzedaje wyśmienicie: powstają nowe karcianki i gry figurkowe, a Angry Birds Star Wars okazało się sukcesem i strzałem w dziesiątkę i pewnie na tym się nie skończy - ale właściwie po co nam to? Problemem jest fakt, że gierki na smartfony zarabiają więcej niż poważne produkcje na konsole i pecety, są też mniej ambitne i tańsze. Nie jest więc dobrze, jeśli Disney obierze taki kierunek...

W tym roku Star Wars Celebration Europe II, spęd nerdów ze Starego Kontynentu! - ale właściwie po co, skoro nic nie wiadomo, a właściwie wszystko co zostało zapowiedziane na ubiegłorocznym Celebration zostało skasowane? Jest fajnie, ale właściwie to nie wiadomo jak to wyjdzie.

Jak widać, obaliłem tym samym prawie wszystko, co świadczyło o światłej i pięknej przyszłości dla Star Wars. Pewnie, nowe filmy i Epizody - świetna sprawa! Problem w tym, że jak na razie więcej na tym straciliśmy niż zyskaliśmy.

Bycie dalej aktywnym fanatykiem Star Wars to stąpanie po cienkim lodzie - mam zamiar jak na razie podjąć to ryzyko, przynajmniej do 2015 i premiery Episode VII.

środa, 16 stycznia 2013

Long live Star Wars


Jeśli kiedykolwiek mogła mi przejść przez głowę myśl, że Star Wars kiedyś się skończy, że skoro nie będzie nowych Epizodów to na książkach, grach i komiksach daleko to uniwersum nie zajedzie to... Wow, byłem w błędzie.

Raptem dwa miesiące temu dowiedzieliśmy się, że Lucasfilm zostaje przejęty przez Disney oraz że powstanie nowa Trylogia, a wczoraj w kosmos poszła wiarygodna i epicka plotka o tym, że Zack Snyder (wizualny geniusz stojący za "Watchmen", również odpowiedzialny za bardzo dobrą wizualną ucztę w "300" i średnie "Sucker Punch") będzie reżyserem spin-offu osadzonego w świecie Gwiezdnych Wojen i luźno opartego na Siedmiu Samurajach Kurosawy. Te wiadomości potwierdzają wcześniejsze podejrzenia, że Disney oprócz kolejnych Epizodów planuje również - na wzór Marvela - całą serię spin-offów.
Star Wars się nie kończy, Star Wars wkracza w epokę w której będzie do bólu eksploatowane, a z marki będą wysysać tyle dolarów ile zdołają. Czy to źle? Nie, wręcz przeciwnie, to wspaniałe i jako antykapitalista za to kocham popkulturowy i rozrywkowy kapitalizm!

Podsumujmy:
- w planach Trylogia Sequeli (2015, 2017, 2019), Epizod VII w pre-produkcji
- w planach seria spin-offów, z czego jeden już w pre-produkcji
- w tym roku II i III Epizod w 3D w kinach, w przyszłym roku zapewne zobaczymy OT 3D
- w powietrzu wisi serial aktorski Star Wars: Underground którym prawdopodobnie zajmie się ABC
- w powietrzu wisi serial dla młodszej widowni
- dopieszczany jest animowany serial komediowy Star Wars: Detours
- The Clone Wars trwa, tydzień temu mieliśmy setny odcinek, przed nami jeszcze przynajmniej 2 sezony
- The Old Republic ma się dobrze, a w planach kolejne gry, w tym zapowiadające się fantastycznie 1313
- książki i komiksy mają się dobrze, ogłaszane są nowe pozycje i serie
- licencja się sprzedaje wyśmienicie: powstają nowe karcianki i gry figurkowe, a Angry Birds Star Wars okazało się sukcesem i strzałem w dziesiątkę i pewnie na tym się nie skończy
- w tym roku Star Wars Celebration Europe II, spęd nerdów ze Starego Kontynentu!

Long live Star Wars!!!

wtorek, 18 grudnia 2012

Kolekcja Star Wars - grudzień 2012


Kiedyś zapowiedziałem, że wrzucę jakieś zdjęcia mojej kolekcji Star Wars, no i są! 

Zdecydowałem, że teraz jest dobra pora, ponieważ niestety z książkami fabularnymi dotarłem do końca półki i szykuje się małe przemeblowanie. Jakie? Jeszcze nie wiem, ale nieuchronnie się zbliża, pewnie jakoś w lutym kiedy do kolekcji dorzucę Plagueisa (na którego czekam niesamowicie).

Zaczynamy od najważniejszego elementu kolekcji, czyli moich książek fabularnych oraz przewodników ubogaconych figurkami Star Wars Miniatures:


Jeden z najważniejszych elementów kolekcji - filmy, zarówno na DVD jak i Blu Ray, a do tego płyty z muzyką, kilka gier i model Venatora:


Hełm Vadera, model Sokoła, model AT-ST oraz autograf Dave'a Prowse'a, aktora noszącego kostium Dartha Vadera w Oryginalnej Trylogii:


Komiksy, dużo komiksów, a do tego filmy na VHS:


Zagraniczne wydania książek, kilka książeczek w wersji pocket oraz figurki Hasbro (Luke, Padme, Anakin, Ahsoka, Cad Bane w blisterze):


11 figurek klonów firmy Hasbro, do tego AT-ST z Lego Technics oraz różne pierdoły:


Mnóstwo płyt wypełnionych różnymi rzeczami, cała masa pierdół, karty Star Wars Miniatures oraz audiobook "Survivor's Quest":


Podstawowy zestaw niedawno wydanej gry X-Wing, do tego różne karty i pierdółki. W pudełku pod X-Wingami więcej pierdół (żetony etc.):


Autografy Richarda Leparmentiera (Admirał Motti) oraz Jeremy'ego Bullocha (Boba Fett):


Plakaty:


Koszulki (4 licencjonowane + 3 nie):


Oczywiście to nie wszystko - wszędzie walają mi się jakieś komiksy czy różne dziwne rzeczy które nigdy/jeszcze nie trafiły na półkę z różnych powodów. Kolekcję rozwijam tak na poważnie od około 6-7 lat, chociaż pierwszą książkę (Uczeń Ciemnej Strony) i przewodnik (Przewodnik po Postaciach) zdobyłem dużo wcześniej, jeszcze chyba pod koniec lat 90. albo na początku 00. Mam nadzieję, że za kilka lat będę mógł się pochwalić wreszcie jakimiś porządnymi figurkami (w tej chwili nie mam na nie kasy, wolę kupować książki) czy modelami, no i autografami zdobytymi na przyszłorocznym Celebration Europe.

piątek, 7 grudnia 2012

Co pisałem o nowych filmach

Minął miesiąc od przejęcia Lucasfilm przez Disney i ogłoszenia nowych Epizodów Star Wars!

Wielkie emocje były, są i jeszcze więcej będzie. Jako, że nie miałem do tej pory weny i ochoty na naskrobanie czegoś nowego na bloga, w ramach archiwizacji prześledźmy to co pisałem w ciągu ostatnich tygodni w Internecie (głównie na Bastionie) na temat tego przełomowego wydarzenia.



31 października, dzień po ogłoszeniu nowych Filmów:

O tym co robiłem kiedy dowiedziałem się o nowej Trylogii i o pierwszych emocjach:
O wszystkim związanym z Disney i kolejną trylogią dowiedziałem się będąc w stanie nietrzeźwości. Moją pierwszą myślą - stłumioną działającym w organizmie alkoholem - było swojskie "o kurwa". 

Niestety emocjonalnie wypełniłem się strachem, zaskoczeniem, przerażeniem i po prostu smutkiem. "Kanon" - ta myśl kłębiła się w moim umyśle, a kiedy spojrzałem na moją kolekcję Star Wars, której najważniejszym elementem są książki (ponad 130 pozycji) - po prostu się załamałem. 

W tej chwili czuję ekscytację i podniecenie. Niektóre teorie czy informacje pozwalają na wysnucie delikatnej teorii, że kanon nie będzie zmieszany z błotem, więc z niezmąconą nadzieją patrzę w przyszłość. Disney - czemu nie, Avengers było genialnym filmem, niech po prostu dadzą kasę młodym ludziom z LucasFilm (również fanom Star Wars) i stworzą coś godnego tytułu "Star Wars" i nie rujnującego całego dorobku tego uniwersum. 

Błagam, niech trzymają się kanonu, a będzie świetnie. Ekranizacja Trylogii Thrawna z odnowioną fabułą (uwzględniając NT)? Byłoby świetnie. Filmy o czasach post-Przeznaczenie Jedi? Byłoby świetnie, szczególnie liczyłbym wtedy na wyrzucenie z kanonu żenującego i durnego komiksu Legacy (pfu). 

Miejsce Gwiezdnych Wojen jest na wielkim ekranie i Lucas popełnił błąd nie wykorzystując potencjału marki oraz swoich firm które przyczyniły się do niesamowitego rozwoju kinematografii. 

Z przerażeniem i ekscytacją patrzę w przyszłość.

1 listopada:

O możliwym olaniu EU, podzieleniu Uniwersum na dwa oddzielne światy i reboocie:
Właśnie głównie przez tę mnogość "światów" czy "wymiarów" całkowicie olewam wszelkie Marvele i inne tego typu produkcje (nie licząc filmowych adaptacji). Uważam, że coś takiego generuje kompletny brak przywiązania do świata, do bohaterów i uczucie "a co mnie to". Istnienie dwudziestu Luke`ów Skywalkerów, z czego 5 zginęło, 3 jest murzynami, a kolejnych 2 wzięło ślub z Ahsoką - coś takiego wywołałoby u mnie nie tylko niesmak, co kompletną obojętność i rezygnację ze Star Wars. 

Uważam też, że reboot to coś tragicznego. Przykładowo gdybym był fanem Star Trek to po ostatnim filmie (cofnięcie w czasie i anulowanie wszystkiego co się działo w przyszłości) popełniłbym samobójstwo (czy to realnie, czy metaforycznie z fanowskim "mną"). 

EU rozrosło się niesamowicie i było ze mną od ok. 8 lat. Zaczytywałem się w tych wszystkich historiach i przyjmowałem je jako oficjalną kontynuację Star Wars - i TAK MI WŁAŚNIE POWIEDZIANO kiedy wydawałem pieniądze na wszystkie te książki, komiksy i podręczniki. 

Teraz gdyby mi powiedzieli, że to się nie liczy, że mamy inną wizję - cóż, przestałbym kupować EU, zarówno to "nowe" czy "stare". Czułbym się też wydymany - Lucas pływa w moich pieniądzach, które zarobił świadomie pozwalając innym na zabawę w jego piaskownicy, po czym pluje mi w twarz i stwierdza, że to jest nieistotne. Żenada.

To byłoby bardzo smutne, bo Star Wars to coś co towarzyszy mi przez większość życia, coś co pozwala zapomnieć o problemach i zająć czymś myśli. Jestem wielkim fanem Star Wars nie dlatego, że są to kultowe filmy, ale dlatego, że ten świat żyje i się rozwija, dla mnie EU to jest właśnie coś najważniejszego, całe to uniwersum. 

Gdyby nie EU, Star Wars by mi się dość szybko "znudziło". I pewnie, wracałbym do tych filmów, ale nie byłaby to tak wielka część mojego życia. 

Wiem też, że jakość Expanded Universe bywa różna, ale też nie wrzucajmy wszystkiego do kategorii gniotów. Wiele osób tak robi, bo świat ten ich przerasta, jego ogrom jest dla nich tak nie do ogarnięcia, że wolą po prostu hejtować. Nie mówię, że wszyscy, ale na pewno jest takich sporo. Ostatnio wprowadziłem do EU całkiem wymagającą osobę która czyta mnóstwo książek i bywa wobec nich krytyczna: podoba jej się i bardzo cenię tę opinię. 

Poza tym co więcej dodać? Jestem podekscytowany powrotem SW do kin. Jestem też optymistycznie nastawiony, bo może jednak Lucas i Disney uszanują istniejący kanon? Chcę w to wierzyć: dyrektor Disneya wydawał się w swojej wypowiedzi świadomy ogromu świata SW (wspomniał o 17 tys. postaciach i ponad 20 tys. lat historii), a Lucas ze trzy racy wspominał o książkach i komiksach i mówił, że to dla nich INSPIRACJA. 

Więc wierzę w to, że nowe filmy uszanują EU. Chcę w to wierzyć. 

A jeśli nie - będę czuł się oszukany, spróbuję polubić nowe filmy, ale nie wiem, czy będę się dalej nazywał "fanem" i czy będę dalej wrzucał pieniądze do portfela właścicieli tej marki.



2 listopada:

Kto - jeśli nie Williams - mógłby być kompozytorem muzyki do Trylogii Sequeli? 

(...) Kogo bym chciał zobaczyć na miejscu Williamsa? Po pierwsze, chciałbym, żeby twórca ten bardzo mocno inspirował się znanymi motywami z Sagi. To świetne motywy, znane na całym świecie melodie - mam nadzieję, że nie zostanie to zmarnowane. Po drugie, musi to być twórca który sam swoją muzyką wniesie coś nowego, coś czego długo nie zapomnimy, zarówno fani jak i zwykli konsumenci rozrywki. Kto? 
Michael Giacchino. Już nawet pracował przy Star Tours, robił muzykę do różnych produkcji Disneya, czy to filmów Pixara (Up!) czy seriali ABC (LOST). Jego świeże spojrzenie na muzykę + to co już znamy byłoby chyba dobrym rozwiązaniem. Próbka: http://www.youtube.com/watch?v=ceAm3xGaP24 

Jeśli nie on, to Clint Mansell. Cenię go niesamowicie za muzykę do Moon oraz The Fountain. Uważam go za wielkiego kompozytora który potrafi muzyką wywołać niesamowite emocje i wbić się nią do głowy niczym Williams. Próbka: http://www.youtube.com/watch?v=vr0NBPRMe2E 

Również trzecia kandydatura i propozycja to Anthony Gonzalez, człowiek stojący za M83 i tworzący muzykę elektroniczną pomieszaną z post-rockiem oraz innymi gatunkami. Jego marzeniem jest tworzenie soundtracków, w przyszłym roku pojawi się pierwszy poważny film z jego muzyką - Oblivion (epickie mroczne sci-fi). Chciałbym go widzieć w roli kompozytora dla nowych filmów SW. Próbka: http://www.youtube.com/watch?v=sJAJ_OzJR3w oraz http://www.youtube.com/watch?v=IN76SsiUOro 

Czwartą osobą byłby Thomas Bergersen, jeden z dwóch kompozytorów projektu Two Steps From Hell. To epicka muzyka orkiestrowa z gatunku "trailer music". Uważam Bergersena za jednego z niewielu ze zdolnych wizjonerów którzy tworzą nie tylko "production music", ale tworzą Sztukę i dobrą Muzykę o której się nie zapomina. Próbka: http://www.youtube.com/watch?v=7s6bFX_53v8 oraz http://www.youtube.com/watch?v=XDxL9u9X6bU 

Max Richter to też dobra kandydatura, co prawda jest on mniej epicki, a bardziej nostalgiczny, ale kto wie, czy nie byłby w stanie udźwignąć takiego projektu i stworzyć czegoś niezapomnianego? Próbka: http://www.youtube.com/watch?v=gcEW9jXvsNw 


4 listopada:

O szansach na serial aktorski "Underworld":
Moim zdaniem właśnie teraz szanse na serial aktorski są największe. 

Po pierwsze, Lucas odsunięty nie będzie pitolił o 50 milionach na odcinek - jest to przesada i koszt stworzenia 45 minut serialu nie jest równy 45 minutom filmu kinowego. 

Po drugie, Disney to nie tylko Disney XD, ale też ABC. Nie zapominajmy o tym! ABC ma monopol na seriale, tworzy ich mnóstwo i jest genialnym miejscem na Star Wars.

Po trzecie, boom związany z nową trylogią (albo dwiema) jest idealnym momentem na wyciśnięcie z marki ile się da. TCW zaraz się skończy, będzie tylko Detours - co jak co, ale nie ma niczego lepszego niż dobry, poważny serial aktorski ze "Star Wars" w tytule. Disney tego nie zmarnuje. 


O czym nowe filmy?
Film osadzony 50 lat ABY. 

Wywalić komiksowe dziedzictwo. Wywalić i zapomnieć. 

Użyć bohaterów z EU, a w napisach początkowych napisać "po długim okresie wypełnionym wojnami" oraz "Zakon Jedi odbudowany przez Luke`a Skywalkera" i tyle, żadnych wspomnień o klonie Palpatine`a czy upadku Jacena. O czym Trylogia? Epicka historia Bena i Jainy.

Kto reżyserem?
Byle nie Spielberg, ostatnio robi same familijne gnioty. Chciałbym Nolana albo Aronofsky'ego. 


6 listopada:

Plotka: Matthew Vaughn reżyserem Epizodu VII?
Byłbym zadowolony. Bardzo.  
Vaughn jest świetnym młodym reżyserem, jego Kick-Ass i X-Menów uwielbiam, Stardust nie pamiętam, ale wszyscy zachwalają więc pewnie dobry. Idealny facet na to stanowisko :) 



8 listopada:

Kto mógłby być tym "złym" w nowych filmach?
Kto wie, czy nie będzie powtórki z rozrywki i po prostu jakiś członek odnowionego (przez Luke`a) Zakonu Jedi upadnie, stworzy frakcję czczącą Sithów która odnajdzie antyczne artefakty, wskrzesi Palpatine`a i przyłączy do siebie flotę pozostałości Imperium. Byłaby drama i rozpierducha. 

Niby odgrzewany kotlet z EU, ale w filmach czegoś takiego do końca nie było. 

Odgrzewane byłoby jakieś zewnętrzne zagrożenie, a na Vongów nie liczę raczej (chociaż chciałbym). Za zewnętrzne zagrożenie też pewnie można by uznać ukrywających się gdzieś przez setki czy tysiące lat Sithów, ale to znamy z The Old Republic i FotJ. 

Trzeba się liczyć z mocnymi nawiązaniami do poprzednich Trylogii, pewnie też na użycie stworzonych przez EU postaci (czyli Ben, Jaina). Potencjał jest. 

Może nawiązanie do The Clone Wars, czyli... Mortis? Kto wie, to w końcu pomysł Lucasa. Może Syn zacznie mieszać w Galaktyce, a Anakin powróci tam i przyprowadzi wreszcie porządnie Równowagę? 

Błagam, niech tylko nie będzie tam klonów na rodzaj tych z TFU 2... I żadnego złego brata bliźniaka Yody który na Korriban wysysał Ciemną Stronę przez 300 lat i ujawnił się z armią nieumarłych.


22 listopada:

Oficjalna informacja: Michael Arndt scenarzystą Episode VII:
Ten człowiek pracuje nad mrocznym i ciężkim filmem sci-fi "Oblivion", więc jest szansa, że nie spieprzy. Oblivion też miało być Disneya, ale Disney się nie zgadzał z twórcami, chciał ograniczeń wiekowych i sprzedał w końcu produkcję innemu studiu :)
Poza tym dostał za DEBIUT Oscara, to jest coś. Trzymam za niego kciuki.


22 listopada:

Plotki: Disney rozważa podobny system jak w przypadku Marvella - duże filmy przeplatane spin-offami:
Jeśli dobrze pamiętam, to Joe Johnston bardzo naciskał i pociągał za różne sznurki, żeby mieć możliwość nakręcenia spin-offu o Fettcie. Szczerze mówiąc po usłyszeniu o sprzedaniu LucasFilm Disneyowi i planach kręcenia Nowej Trylogii właśnie też zacząłem szczerze liczyć na ten film. Skoro w powietrzu wiszą nowe filmy oraz spin-offy, to czemu by Johnstonowi nie dać teraz możliwości zrealizowania filmu który tak bardzo pragnie zrealizować? 
No i kto wie, czy Fett nie będzie miał swoich 5 minut w kolejnej Trylogii, w końcu to postać bardzo charakterystyczna i do tego niesamowicie uwielbiana przez fanów. Ja jestem za!


28 listopada:

Rozważania na temat potencjalnych spin-offów:
Ja osobiście chętnie zobaczyłbym pojedyncze produkcje poszerzające świat Star Wars, ale skupione na konkretnych bohaterach. Film "Star Wars: Yoda" byłby niesamowicie ciekawy biorąc pod uwagę fakt, że naprawdę niewiele wiadomo o tej postaci, która jednak jest jedną z najważniejszych w filmach. Oprócz tego Boba Fett - bohater znany nie tylko fanom Star Wars, ale też tym bardziej obojętnym. Charakterystyczna zbroja, hełm - to się powinno sprzedać. Poza tym może ukłon w stronę fanów EU i film o Marze Jade? Uzupełnienie filmów OT, produkcja opowiadająca o jej służbie u Imperatora. To byłoby coś naprawdę wspaniałego, zarówno dla fanów EU jak i tych kochających OT. No i ruda piękność - to również by się świetnie sprzedało. 

Z mniej realistycznych produkcji oczywiście ideałem byłby film o Revanie albo Banie, czy cokolwiek osadzonego w starszych czasach. Z wydarzeń bliższych filmom: Darth Plagueis. Książki jeszcze nie czytałem, ale podobno jest fantastyczna, zresztą kto by nie chciał zobaczyć na ekranie początków udanego spisku Sithów? Idealny prequel dla całej Sagi Star Wars. No i aktorski "Punkt Przełomu" z Samuelem L. Jacksonem w roli głównej - totalnie mało prawdopodobne, ale jednak pożądane. 


To wszystko na ten moment, mam nadzieję, że z tych kilku postów można wywnioskować dobrze co myślę o zmianach w Lucasfilm. Niech Moc będzie z nami przez najbliższe lata. I z twórcami nowych Epizodów również!

Na koniec świetny fanart przedstawiający wizję okładki magazynu Star Wars Insider z czasów, kiedy będziemy wiedzieć więcej o filmach: