Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwiezdne wojny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwiezdne wojny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 listopada 2015

Pięć rzeczy, które muszą znaleźć się w The Force Awakens


Do premiery siódmego epizodu Star Wars pozostał niecały miesiąc. Uczucie towarzyszące pisaniu tego zdania można podsumować jednym słowem: surrealistyczne. Jeszcze 3 lata temu finałowe sceny Return of the Jedi wywoływały u mnie łzy smutku wynikające z wrażenia, że "to już jest koniec, a Lucas nie nakręci kolejnych części". Były książki i komiksy, jasne, czytałem wszystkie, ale miejsce Gwiezdnych Wojen jest przede wszystkim na wielkim ekranie.

I jak to powiedział Han Solo: "Chewie, we are home!".

Co, oprócz dobrej fabuły i mistrzowskiego wykonania, musi mieć The Force Awakens? Co jestem w stanie przewidzieć? Co musi mieć ten film, aby godnie nosić miano kolejnej części Sagi Star Wars?


  • Wipe transitions: czyli charakterystyczne przejścia pomiędzy scenami, polegające na "przesuwaniu" obrazu w lewo, prawo, górę, dół, po skosie, okręgiem czy nawet w pionowych paseczkach czy prostokątach. Zdarza się, że wipe transitions "wplecione" są Gwiezdne wojny bez wipe transitions to nie Gwiezdne Wojny!
  • Nooooooooooooooooo!, czyli wyraz smutku protagonisty, związany najczęściej ze śmiercią bliskiej osoby. W każdej części ktoś krzyczy, choć najbardziej znany jest Darth Vader z RotS, którego rozpacz po śmierci Padme stała się internetowym memem. Co ciekawe, wersji Blu-Ray okrzyk Vadera został nieco przycięty.
  • Odcinanie kończyn: każdy epizod Star Wars zawiera sceny odcinania rąk, nóg, głowy albo nawet całego torsu. Tak też powinno być z siódmą częścią. Zgaduję, że spotkanie Kylo Ren i Finna na lodowej planecie nie zakończy się dobrze dla naszego ex-szturmowca...
  • I have a bad feeling about this, czyli charakterystyczna linijka dialogu, która została wepchnięta w każdą część Gwiezdnych Wojen. Słowa te wypowiada Obi-Wan w pierwszej scenie TPM, Anakin na Geonosis w AotC, znów Obi-Wan podczas Bitwy o Coruscant w RotS, Luke na widok Gwiazdy Śmierci i Han w zgniatarce śmieci w ANH, Leia w brzuchu Exogortha w TESB i wreszcie C-3PO w Pałacu Jabby i Han Solo na "uczcie" u Ewoków w RotJ.
  • May the Force be with you, czyli tekst już kultowy - pozdrowienie używane z oczywistych względów przez członków Zakonu Jedi, a później rebeliantów w celu przypomnienia o tym, o czym chciałoby Imperium żeby mieszkańcy Galaktyki zapomnieli Jestem pewien, że pojawi się w filmie więcej niż dwa razy, co nie znaczy, że raz nie wystarczy.


Mam nadzieję, że The Force Awakens będzie nie tylko bardzo dobrym filmem z gatunku space fantasy, ale też godnie nosić miano siódmej części szerszej Sagi. Przed Kathleen Kennedy, J.J. Abramsem, Lawrencem Kasdanem i innymi zaangażowanymi w projekt filmowcami trudne zadanie, dźwigają oni bowiem na barkach dziedzictwo kulturowo-społeczne, którego wpływu na życie milionów ludzi trudno porównać do czegokolwiek innego. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, oraz że słynne słowa Lucasa - "it's like poetry, it rhymes" - będą miały odzwierciedlenie również w filmach, w których produkcję Flanelowiec nie jest zaangażowany. Oprócz wymienionych przeze mnie oczywistych nawiązań i powtórzeń, warto także pamiętać, że DNA Gwiezdnych Wojen to Cambell, to znane z mitologii motywy, proste historie o podróży bohatera i walce dobra ze złem. Oczekuję od nowych filmów zachowania tego ducha, przy jednoczesnym, odważnym, odkrywaniu nowych, niezbadanych wcześniej ścieżek. Czy się uda? Zobaczymy już za kilka tygodni.

niedziela, 26 lipca 2015

Przebudzenie Polski?


Kilka dni temu na Bastionie Polskich Fanów Star Wars ruszyła akcja uświadamiania rodaków o dacie polskiej premiery "Przebudzenia Mocy". Powstało wydarzenie na Facebooku, do którego dołączyło się już ponad 5 tysięcy fanów, a informacje o akcji fanów pojawiły się na przykład na wykopie oraz kwejku.

I właśnie między innymi to ostatnie miejsce - jedno z bardziej prymitywnych zakątków polskiego internetu, w którym nie trudno natrafić na dzieciaki oraz ludzi o niskich wymaganiach - zainspirowało mnie do wylania irytacji w tym wpisie. Bo o ile fajnie, że wieść o bulwersujących działaniach polskich dystrybutorów niesie się po kraju, to czytanie komentarzy o akcji przyprawiło mnie jedynie o ból głowy...

Moje wnioski z zaobserwowanych reakcji:
  • Moi rodacy mają niskie wymagania i pozwalają się robić w chuja, bo są do tego po prostu przyzwyczajeni. Argumenty typu "bo u nas zawsze premiery są później", sugerujące, że to jest OK, są dużo powszechniejsze niż sądziłem. Nie ważne, że na Ukrainie, w Azerbejdżanie, w Kazachstanie, Libanie, i właściwie na całym świecie, premiera jest 16-18 grudnia. My od zawsze suchy chleb popijamy brudną wodą i niech tak zostanie. 
  • Wielu wydaje się, że to wina dubbingu. "Bo muszą nagrać dubbing, to normalne". Taaa, tylko że pozostałe kraje Europejskie, które mają premierę 16, 17 lub 18 grudnia, też dubbingują. Nie ma to nic do rzeczy.
  • Masa ludzi bredzi o tym, jakoby w święta bilety były droższe i ludzie częściej chodzili do kin. No dobra, pewnie tak jest, ale premiera 18 grudnia nie wyklucza zarobku w trakcie świąt - film z kin nie zniknie, a ludzie nie zrezygnują z zobaczenia SW, bo "to staroć". Plus, chyba Disney`owi bardziej się opłaca pokazanie filmu przed świątecznymi zakupami, żeby nakręcić sprzedaż zabawek (z których zarobią więcej niż z biletów) - czemu na całym świecie ta logika jest wykorzystana, tylko u nas nie? 

Generalnie wiele osób pisze, że dystrybutorzy w Polsce po prostu liczą na większy zysk 25 grudnia, zakładając, że u nas do kin przed świętami się nie chodzi. Dzieci powołują się na statystyki, których nigdy na oczy nie widziały, a "specjaliści" komentują, że nasze społeczeństwo jest skupione na zakupach i domowych wypiekach, nie mając czasu na oglądanie filmów. A ja się pytam - czym zachowania Polskich konsumentów się - kurwa - różnią w tym kontekście od zachowań konsumentów na Słowacji, we Francji, w Portugalii, w Stanach Zjednoczonych czy w Hiszpanii? Dlaczego Disney liczy na największy zarobek właśnie w okresie 16-18 grudnia, a Disney Polska zarobku tam nie widzi?

Mam wrażenie, że w Polskich oddziałach międzynarodowych korporacji pracują same podstarzałe dziadki, które nie mają żadnego pojęcia o marketingu i rynku, a decyzje podejmują w oparciu o przestarzałe badania. Nie widzę żadnego powodu, dla którego mielibyśmy być jedynym europejskim krajem z tak późną datą premiery! Ja czekać na The Force Awakens do 25 grudnia nie mam zamiaru i wyjeżdżam na premierę do Czech lub Niemiec - zbyt długo oczekiwałem na to wydarzenie, a w czasach rozwiniętych mediów społecznościowych nie uniknę spoilerów i dokładnych opisów fabuły. Chciałbym zresztą uczestniczyć ze wszystkimi w tym międzynarodowym święcie i na świeżo o filmie dyskutować z fanami z całego świata.

Anyway, tylko się podirytowałem czytając te wypociny dzieciaków i mentalnie ograniczonych prymitywów. Niskie wymagania, brak umiejętności logicznego myślenia, żenujący poziom języka - jak ci ludzie chcą z tą mentalnością się rozwijać? Ba, jak ten kraj ma się rozwijać z tak biernym społeczeństwem? Jak poziom świadczonych usług ma wzrosnąć, kiedy masy zadowalają się ochłapami? Problem ten przejawia się zresztą też w innych aspektach życia społecznego, na przykład w kwestii niskich zarobków (kilkanaście razy niższych niż na zachodzie) i wymagań co do wysokości pensji. Pracodawcy robią młodych pracowników w chuja zatrudniając na umowy śmieciowe, a ustawieni w kolejce po zatrudnienie tylko czekają, aż zwolni się miejsce kogoś, kto miał ambicje wyższe i śmiał prosić o umowę o pracę.

Daleko z taką mentalnością ten kraj nie zajedzie.

[EDIT: 29 lipca 2015] Udało się! :D

poniedziałek, 4 maja 2015

Star Wars Celebration, czyli jak dobrze jest być fanem Star Wars


Dwa tygodnie temu śledziłem bez przerwy największą imprezę związaną z moim ukochanym uniwersum, czyli Star Wars Celebration, które w tym roku odbyło się w Anaheim w Kalifornii. Niestety z kilku powodów nie mogłem tam być osobiście (nadrobię w przyszłym roku w Londynie), ale Lucasfilm okazał się być wspaniałomyślny dla międzynarodowej rzeszy fanów i zorganizował stream całego wydarzenia na żywo w internecie. Cztery dni Gwiezdny wojen! Około osiem godzin dziennie relacji, paneli, wywiadów i atrakcji związanych ze Star Wars! Wspaniałe przeżycie!

Największą rewelacją było oczywiście otwarcie całej imprezy, które poświęcone było przede wszystkim The Force Awakens. Była Kathleen Kennedy oraz J. J. Abrams, a niezapowiedzianymi gośćmi okazała się trójka głównych bohaterów Sequeli: piękna Daisy Ridley, przesympatyczny John Boyega oraz Oscar Isaac, najlepszy pilot nowych Gwiezdnych wojen! Najbardziej zaskakującym punktem całego panelu było pojawienie się R2-D2 i BB-8. I co najlepsze, nowy droid okazał się być - zgodnie z zapowiedziami - praktycznie istniejącym i działającym urządzeniem! Szok i niedowierzanie, huh? Czym innym było słyszeć doniesienia, że to nie animacja komputerowa, a czym innym zobaczyć na własne oczy wtaczającego się na scenę nowego bohatera Sagi. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy przez całą godzinę - bawiłem się świetnie! Zobaczyliśmy zdjęcia z planu, a także usłyszeliśmy trochę informacji (bardzo enigmatycznych) o nowych bohaterach. Na scenie pojawili się również weterani Star Wars: Mark Hamill, Carrie Fisher, Peter Mayhew oraz Anthony Daniels. Widok starych i nowych bohaterów Gwiezdnej Sagi, stojących obok siebie i uśmiechających do dziesiątek tysięcy zgromadzonych w wielkiej sali fanów było przełomowe w historii Star Wars.

No i co najważniejsze, na sam koniec zobaczyliśmy nowy teaser. Który - nie muszę wyjaśniać dlaczego - wywołał u mnie drganie rąk i potok łez na twarzy. Po obejrzeniu - kilkukrotnym - tego emocjonującego, dwuminutowego arcydzieła wiem jedno: film będzie przynajmniej bardzo dobry. Liczę natomiast na to - i wierzę w to - że J.J. oraz Kathleen Kennedy staną na wysokości zadania i dostarczą nam w grudniu świetną przygodę, która dorówna najlepszym Epizodom Star Wars i wpisze do historii kinematografii jako coś wielkiego i przełomowego.


A co jeszcze na Celebration?

Świetnie bawiłem się na panelu Carrie Fisher, która choć pijana, pozostawiła niezwykle pozytywne wrażenie ciepłej i przesympatycznej osoby. Była niezwykle dowcipna i opowiedziała niesamowicie ciekawą anegdotę związaną z kręceniem TESB i imprezą na której zjawili się The Rolling Stones i na której oczywiście nie żałowano alkoholu i narkotyków. Problem jednak w tym, że następnego ranka odbywały się zdjęcia niektórych scen na Bespin, przez co nasza ukochana obsada w niektórych momentach filmu może wyglądać na skacowaną bądź jeszcze mocno nabuzowaną imprezowymi dobrami. O takich rzeczach nie przeczyta się w The Making of czy nie usłyszy w filmach dokumentalnych o produkcji filmów! Po panelu tym bolały mnie policzki od uśmiechu - czego chcieć więcej?

Na plus również panel Marka Hamilla, który również okazał się być niezwykle sympatyczną, ciepłą i otwartą osobą. Opowiedział kilka niezwykle ciekawych anegdot, na przykład o słuchawce którą miał w uchu podczas kręcenia scen na Dagobah i treningu z Yodą, w której czasem zamiast głosu Yody usłyszeć mógł lokalną, rockową rozgłośnię radiową, co powodowało nieporozumienia na planie. Rozmowa z Markiem zeszła również na jego współczesną pracę aktorską, głównie w sferach udzielania głosu licznym, kultowym postaciom (takim jak Joker, czy ostatnio Darth Bane - pokazano klip!), ale również gościnnym występie w jednym z ostatnich odcinków The Flash. Hamill opowiedział również o kulisach nagrania głosu do teasera The Force Awakens (główny głos został wyjęty z RotJ, natomiast pogłos jest współczesnym nagraniem), powtarzając oczywiście zawarte w teaserze słowa. Niezwykle przezabawny i bardzo pozytywny wywiad!

Rewelacyjnie bawiłem się również na konkursie Cosplay, który podzielony został przez zarządzającą streamem ekipę ze StarWars.com na dwie części. I zarówno fragment z występującymi na scenie cosplayerami, jak i późniejszy, przedłużający się moment wywiadów z poprzebieraną publicznością, sprawiły mi dużo radości i znów przyprawiły o ból policzków. Prowadzący cały konkurs (James Arnold Taylor oraz Dee Bradley Baker) byli przezabawni, a chemia między nimi a jury (w składzie między innymi Dave Filoni i Ashley Eckstein) niezwykle pozytywna. Kostiumy były również rewelacyjnie zaprojektowane i wykonane, a kreatywność fanów przyprawiała o ból głowy. Fani z publiczności byli natomiast niesamowicie różnorodni: od małego, niewinnego dziecka-Ewoka, poprzez sympatycznych i normalnych fanów po dziwnych i stukniętych nerdów. Bawiłem się wyśmienicie!

Co jeszcze? Niestety panel dotyczący Star Wars Anthology (jak teraz nazywa się spin-offy) nie był streamowany, ale śledziłem na bieżąco twitterowe relacje oraz przecieki w postaci concept artu i teasera. Koncepcja brutalnego filmu wojennego osadzonego w świecie Star Wars brzmi fantastycznie, a zapowiedź Kathleen Kennedy o chęci eksperymentowania z gatunkami i tematami w świecie Gwiezdnych wojen zapowiada nam serię wyśmienitych i różnorodnych filmów. Jestem bardzo podekscytowany, bo zapowiedzi Rogue One pozwalają oczekiwać naprawdę dobrego i brutalnego kina akcji, w którym dobro nie zawsze będzie dobre, a zło nie zawsze będzie złe. Postawienie na realizm i niejasną moralność bohaterów (a także osadzenie w głównej roli przepięknej Felicity Jones) sprawiają, że na film ten czekam równie niecierpliwie jak na siódmą część Sagi. Jeszcze półtora roku!

Oprócz tego niezwykle ciekawy i pozytywny panel związany z Rebels, gdzie pojawiła się większość głównych bohaterów serialu. Oddzielnie, na Twitch, streamowana była natomiast kantyna BioWare dotycząca SWTOR, gdzie ujawniono szczegóły dotyczące Ziost i powrotu "12xp". Było też sporo niestreamowanych paneli, których przebieg śledziłem przez social media. Między innymi dotyczyły one The Clone Wars - dowiedzieliśmy się na przykład, że w serialu pojawić się miały Yuuzhan Vong... Co za strata!

Bardzo miło ze strony StarWars.com że zorganizowali taki stream, przybliżając fanów z całego świata do tego epickiego wydarzenia. Przyjemnie śledziło się również streamowy chat, gdzie ludzie robili sobie jaja z Haydena, małego chłopca który przed panelem z McDiarmidem nie potrafił trafić Angry Birds do celu. To wydarzenie przerodziło się w drobny meme i zaczęło dotyczyć również Haydena Christensena, a chatujący na You Tube fani ciągle żartowali na ten temat. Przeprowadzane między panelami wywiady z fanami i różnego rodzaju szychami - wliczając w to kursy Origami czy gotowania - urozmaicały całe wydarzenie, sprawiając, że nie było mi aż tak przykro, że nie ma mnie tam osobiście.

Oby się udało polecieć w 2016 na Celebration Europe!

Dobrze jest być fanem Star Wars.

niedziela, 12 kwietnia 2015

A New Dawn - recenzja

„Star Wars: A New Dawn” to pierwsza książka wpisująca się w filmowy kanon. Jako swoisty prequel do „Star Wars Rebels”, książka ta wprowadza nas w nową erę Disneyowskich Gwiezdnych Wojen, które skupiać się mają na nowych filmach i serialach telewizyjnych.

Już na początku przyznam, że należę do grona rozgoryczonych rebootem Expanded Universe, przez co podchodziłem do samej książki z dystansem i raczej negatywnym nastawieniem. Czy słusznie? Absolutnie nie. Książka bowiem okazała się być bardzo dobrą powieścią przygodową i świetnym wstępem do serialu!

Przede wszystkim czyta się ją rewelacyjnie, co zawdzięczamy talentowi autora, który ma już doświadczenie w pisaniu książek osadzonych w świecie Star Wars. Na specjalną uwagę zasługują szczególnie zręczne przejścia pomiędzy kolejnymi scenami i przeplatające się wątki głównych bohaterów. To niestety zaciera się w drugiej połowie, kiedy już podążamy raczej jedną linią fabularną, ale mimo to sam sposób narracji, dialogi i opisy są bardzo dobre i książkę czyta się bardzo przyjemnie.

Postaci Hery i Kanana - wprowadzone w tej pozycji - są też jednymi z głównych bohaterów „Star Wars Rebels”, a sama fabuła książki osadzona jest na kilka lat przed akcją serialu. Czytałem ją jednak przed premierą samych Rebeliantów, więc było to dla mnie pierwsze zetknięcie z tymi postaciami, przez co kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Zarówno Herę, młodą i ambitną Twi’lekiańską pilotkę, jak i Kanana, zapitego Jedi ukrywającego się przed Imperium, odebrałem bardzo pozytywnie, co wzmogło mój apetyt na serial. Jest to w głównej mierze zasługa dobrego autora, który bardzo zręcznie opisał ich relacje, pozostawiając furtkę do dalszego rozwoju tych postaci. Niestety już w samym Rebels znajomość Hery i Kanana jest przedstawiona dużo mniej wyraziście i nie tak ciekawie jak w książce.

Postaci poboczne są również bardzo ciekawe i zróżnicowane. Do kilku z nich można naprawdę mocno się przywiązać (Zaluna, Skelly, Sloane), szczególnie, że towarzysząc im, widzimy ich przemianę, oraz podziwiamy rosnący opór i odwagę do stawienia czoła potężnemu Imperium. Skelly jest dodatkowo momentami bardzo zabawny, ale nawet pod tą powierzchowną komedią kryje się smutny tragizm, z którego eksponowaniem w kolejnych rozdziałach autor absolutnie się nie kryje. Taki jest też ton całej powieści: mroczny i przytłaczający, co jest oczywiście plusem tej pozycji, jednak po raz kolejny nijak mający się do klimatu „Star Wars Rebels”.

Na szczególną uwagę zasługuje też postać głównego negatywnego bohatera książki, Vidiana, który w niczym nie przypomina żadnej postaci wprowadzonej do tej pory w Expanded Universe. Vidian jest bowiem bezlitosnym cyborgiem, skrywającym mroczną i smutną przeszłość. To biznesowy geniusz potrafiący każdą kiepsko prosperującą firmę zamienić z perfekcyjnie działającą korporację, czego dokonuje oczywiście kosztem życia wielu istnień i wolności całych planet.

Vidian jest oczywiście trybikiem w machinie systemu imperialnego: to przedstawiciel bezwzględnego totalitaryzmu, który za najważniejszy cel stawia sobie przetrwanie władzy Palpatine’a. Samo Imperium również zostało świetnie opisane, co zawdzięczamy temu, że sam autor jest z wykształcenia sowietologiem. Pozwoliło mu to na perfekcyjne i całkiem obrazowe przedstawienie działania opresyjnego systemu, co już zapewne mogli zauważyć fani Star Wars, którzy czytali Błędnego Rycerza i Zaginione Plemię Sithów. W książce znajduje się też kilka bardzo mocnych i brutalnych scen, które powodują, że Imperium wygląda naprawdę groźnie, a poczucie bezsilności wobec jego potęgi rośnie.

Akcja samej powieści jest hermetycznie zamknięta i w głównej mierze osadzona w jednym systemie planetarnym. Opis świata Star Wars jest więc ograniczony, ale sam pomysł i opis tańczących wokół siebie ciał niebieskich jest oryginalny i bardzo dobrze wykorzystany. Pojawiają się nawiązania do Expanded Universe, ale głównie w postaci nazw własnych, z czym też ograniczono się do materiałów, przy których pracował wcześniej autor. Jeden z istotnych szczegółów fabularnych kłóci się jednak z Punktem Przełomu, co przypomina uważnym czytelnikom o reboocie EU.

Książka nie ma też zbyt dużego wpływu na uniwersum Gwiezdnych Wojen, nie jest niezbędna do rozumienia „Rebels” i nie wprowadza wydarzeń, do których nawiązywać mogliby inni autorzy. To raczej niezobowiązująca, samodzielna, całkiem mroczna powieść przygodowa, którą dobrze się czyta, ale o której prawdopodobnie szybko zapomnimy.

Mimo to, książka ta jest bardzo dobrym startem dla nowej, kanonicznej ery literatury Star Wars. Jeśli więc jesteście ciekawi przeszłości głównych bohaterów „Rebels”, chcecie poznać szczegóły funkcjonowania totalitarnego Imperium, intrygują was sekrety tajemniczego cyborga-biznesmena, oraz pragniecie niezobowiązującej, dojrzałej, dobrze napisanej historii osadzonej w świecie Star Wars, to chwytajcie za „A New Dawn” – warto.

[Recenzja oryginalnie ukazała się tutaj.]

piątek, 10 kwietnia 2015

Rynek polski a Star Wars: o dubbingu i przesuwaniu premier

Chciałbym wyrzucić z siebie dzisiaj troski i niepokoje w związku ze smutnymi tendencjami, jakie dotykają popkultury na rynku polskim. Dotyka to również moje ukochane Star Wars. Poruszyć chcę dwie sprawy: polskiego dubbingu oraz daty premiery The Force Awakens. Zacznę od tej pierwszej, bo to chyba najbardziej męczący problem.

Pierwsza sprawa to gry komputerowe, a przede wszystkim  - jedyna, na razie, zapowiedziana produkcja - Battlefront, którego wydanie wzbudza we mnie drgawki przerażenia przed potencjalnymi trudnościami z zakupem gry. Nieświadomym spieszę z wyjaśnieniem: wydawnictwo EA w naszym kraju sprzedaje większość gier - pudełkowo i przez Origin, w tym całą serię Battlefield - tylko w wersji z polskim (i rosyjskim) dubbingiem. Nie można pograć z oryginalnym audio!

Co to oznacza dla nas, mieszkających (jeszcze) w tym dziwnym kraju maluczkich fanów? To, że podczas gry online, będziemy w słuchawkach słyszeć nagrane gdzieś w polskiej piwnicy głosy studentów: "uwaga, granat termiczny!", "nadchodzi lort sit!", "wycofaj się, żołnierzu", "miszcz dżedi zwołał nas w punkcie zbornym!". Kampania wypełniona nienaturalnymi głosami Szturmowców, Hana Solo i Anakina Skywalkera to wizja naprawdę przerażająca, nie przyznacie?  Powód jest jasny: EA dopasowuje ceny pod nasz rynek, dzięki czemu płacimy za ich gry troszeczkę mniej, więc aby zablokować handel keyami z Polski na zachód, blokuje się angielskie audio. Ale czy danie dodatkowej opcji kupna gry w wyższej cenie z większą ilością opcji językowych to taki problem? Wybór to rzecz dobra, dajcie nam szansę.

I jasne, w pokrętny sposób będzie można kupić grę przez keyshopy, bo Origin (jeszcze) nie blokuje kluczy pod względem regionów, tak jak robi to Steam. Ale na Steam nie tylko nie pojawiają się nowe gry EA, ale też nie jest to platforma dopasowana pod nasz rynek. Zawsze jednak istnieje ryzyko, że taką grę Wam z kont usuną, bo źródło pochodzenia tego typu keyów jest nie zawsze legalne. Piractwo teoretycznie też jest pewnym rozwiązaniem, ale na multi (rzecz chyba najważniejsza) już nie pogracie.

Druga sprawa to filmy, które do tej pory wydawane były w różnych opcjach językowych na Blu-Ray i DVD, chociaż niestety przy okazji ostatniego "komplentego" wydania z angielskim w wersji 5.1, a niemieckim 7.1, co wzbudziło w fandomie dość duże niezadowolenie.  Problem pojawił się jednak dziś, przy okazji wydania Star Wars w wersji Digital (ciekawostka: z nową fanfarą otwierającą). U nas można bowiem zakupić od teraz legalnie Gwiezdne wojny przez Google Play, iTunes oraz chili.tv. Nie wiem jak iTunes, ale zarówno Google jak i Chili.tv oferują Star Wars jedynie w wersji z Polskim dubbingiem, konwertując przy tym bezmyślnie zachodnią cenę. Więc tak, my, zarabiając polskie pensje, musimy zapłacić po europejsku prawie 4 stówy za cyfrową wersję naszej ukochanej Sagi. Z polskim dubbingiem! Paranoja.

Pozostaje jeszcze problem polskich premier kinowych. Wiem, że na The Phantom Menace czekać trzeba było miesiąc po premierze amerykańskiej, ale kolejne dwa Epizody Prequeli były już wydane tego samego dnia. Nie były to wtedy też czasy takiej popularyzacji internetu i social media, więc ludzie którzy chcieli pozostać spoiler free, albo semi-spoiler free, mieli taką opcję. U nas The Force Awakens wydane zostanie tydzień po premierze amerykańskiej, zmuszając polskich fanów (tych, którzy nie pojadą do UK, co ja planuję po prostu zrobić) do tygodniowego zakopania się w pierzynie. Bo o ile pogłoski na temat kluczowych części TFA krążą po sieci, to są to spoilery których wiarygodność jest niepewna, a ukryte w stosie innych "przecieków" i spekulacji tracą swoją wartość w jeszcze większym stopniu. Wydaje się jednak, że po LotR czy Hobbicie jesteśmy już przyzwyczajeni do czekania, ale czy to dobrze?

A czemu u nas nie 18 grudnia? Bo polscy dystrybutorzy twierdzą, że widzowie w naszym kraju mają jakieś mentalne zmiany i do kina nie chodzą tak jak ludzie na zachodzie czy innych częściach globu. W końcu te kilka dni przed świętami pieczemy ciasta i robimy zakupy, więc na Star Wars czasu brak. Tak jak by Słowacy czy Francuzi nie robili zakupów. No dobrze, ci co pieką niech sobie pieką, ale czemu ma o tym decydować jakiś kretyn dystrybutor, który sądzi, że Gwiezdne Wojny w Polsce nie zarobią przed świętami? Na szczęście da się jeszcze u nas obejrzeć filmy w kinie z napisami. Wybór to rzecz dobra, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Tendencje jednak są tak niepokojące, że nie zdziwiłbym się gdyby w końcu doszło do tego, że wyboru by nie było, także: BEWARE.

Na upartego mógłbym również wspomnieć o serialach, których u nas niestety legalnie (z tego co wiem) obejrzeć raczej się nie da. Wszyscy posiłkują się piractwem. TCW i Rebels były i są oczywiście dubbingowane i wydane długo później (co łączy oba problemy poruszone wyżej), ale na przykład sezonu 6 The Clone Wars nigdy u nas nie wydano. Oczywiście wynika to z braku dostępu do Netflix (niestety), co jest z kolei winą skomplikowanego prawa, które nie rozwija się razem z rozwojem internetu, ale chcę o tym z racji poruszonego tematu wspomnieć. Problem jest więc szerszy też w tym kontekście coraz bardziej regionalizującego się internetu (w dobie globalizacji to ciekawy paradoks).

I o ile faktycznie, w praktyce, ściągnięcie (nielegalnie) nowego odcinka Rebels czy Epizodu Star Wars jest (jeszcze!) możliwe, to tendencja jest niepokojąca, a niektóre jej aspekty są już realnym problemem: dubbing Battlefronta prawdopodobnie mocno zirytuje wielu fanów (czy to nieświadomych braku angielskiej opcji, czy tych zirytowanych kupnem przez keyshopy), a opóźniona premiera The Force Awakens wywoła u innych smutek na twarzy (jesteśmy naprawdę krajem europejskim, który będzie miał premierę najpóźniej!).

Może szersza dyskusja na ten temat da znać dystrybutorom, że konsumenci w naszym kraju są dużo bardziej różnorodni i wymagający, niż im się wydaje? A może wymagam zbyt wiele (od dystrybutorów i - niestety - konsumentów)?

piątek, 28 listopada 2014

Na szybko o teaserze The Force Awakens

Teaser.

Moje pierwsze wrażenie było zupełnie inne niż się spodziewałem... Myślałem, że utonę w ciarkach, wzruszę się, podekscytuję, a przyjąłem to wszystko ze spokojem i dystansem. Wszystko jest takie... obce! Nowe?

Ciągle miałem wrażenie, że skądś to wszystko znam.

Benedict Cumberbatch, narrator teasera. Kim jest? Czy to Plagueis? Jego głos jednak jest na tyle znajomy, że trudno było mi czuć coś więcej niż zainteresowanie.

Postaci o których nie mamy pojęcia - na ich widok myślałem tylko o tym, że plotki krążące od miesięcy mogą być prawdziwe. Sokół Millenium był nawiązaniem do tego co znamy, ale tym na co zwróciłem uwagę była fantastyczna animacja i zwinna praca kamery.

Nowe miejsca, przypominające chyba za bardzo znajome nam ziemskie lokacje (polski las zimą), dawały wrażenie jak bym oglądał kolejny fanfilm. A sama postać Sitha, znanego już z concept artu, przywoływał skojarzenia z Revanem. W tym przypadku podróżującego po Ziost.

Czyżby więc fakt powstawania nowych filmów był aż tak surrealistyczny dla mojej podświadomości? Tak czy inaczej - podobało mi się. Dostaliśmy niewiele, ale można już sobie wyrobić pewne oczekiwania co do estetyki jaką zobaczymy w przyszłych materiałach związanych z filmem.

Szkoda też, że muzyka - która właściwie gra tylko przez moment - jest taka... mało oryginalna? Wzięli Williamsa specjalnie, żeby nagrał nowy podkład, a jedyne czym ten temat różni się od oryginału to głębsze brzmienie... Uhm?

[UPDATE 1]
Update: po kilkukrotnym obejrzeniu udało mi się przełamać barierę podświadomości i pokochałem każdą sekundę! Cieszy mnie to, że zobaczyliśmy nowych głównych bohaterów (John, Daisy i Droid-piłka), nowego "złego", 3 nowe planety, X-Wingi i Sokoła! Teaser ma Moc i wygląda bosko! Brzmi również fantastycznie - muzyka Williamsa jest naprawdę bardzo dobra (i brzmi potężnie), a dźwięk miecza świetlnego powala na kolana.

[UPDATE 2]
Teaser obejrzała moja siostra, która na co dzień ma - delikatnie mówiąc - wyjebane na Star Wars. Podobało jej się! Zachwycony był również mój ojciec, który jest głównie fanem OT. Moja mama, nastawiona neutralnie, również wyglądała na zainteresowaną! Także cieszę się nie tylko dlatego, że teaser jest naprawdę świetny, ale również z powodu bardzo ciepłego przyjęcia przez fanów i nie-fanów najróżniejszego rodzaju. W Internecie hype jest również niesamowity: kolektywnie na kilka godzin padły prawie wszystkie fora fanów Star Wars, a związane z TFA hasła trendowały (i nadal trendują) na Twitterze przez wiele godzin!

[UPDATE 3]
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. O ile generalnie większość kontrowersji związana jest z mieczem świetlnym, to kiedy zajrzałem na Polską wersję oficjalnego fanpage na Facebooku (na co dzień używam globalnej), to uderzył we mnie rasizm w stosunku do Boyegi. Ludzie wieszczą upadek Star Wars, bo szturmowcem jest postać czarnoskóra, pytając, czy zobaczymy też gejów i Żydów (sic). Trochę załamujący obraz naszego narodu.

czwartek, 27 listopada 2014

Od jutra nic nie będzie takie samo


Oficjalne informacje na temat The Force Awakens są bardzo skąpe. Wiemy, że film opowie historię osadzoną ok. 30 lat po Return of the Jedi, a także przywróci na wielkie ekrany uwielbianych aktorów z Oryginalnej Trylogii, tuż obok młodych i obiecujących wschodzących gwiazd. Wraca też John Williams, Sokół Millenium i X-Wingi.

A poza tym, to jest pierwszy raz, kiedy czekamy na film Star Wars, o którym tak naprawdę nic nie wiemy. W przypadku pierwszego Star Wars z 1977 tak naprawdę nie było oczekiwania, ponieważ wokół filmów tych nie narodziło się jeszcze zjawisko kultu. Kontynuacja pierwszej części natomiast nie mogła zaskoczyć estetyką, a sam setting fabularny i postaci były znane wszystkim, którzy na filmy te czekali.

Z Prequelami było oczywiście trochę inaczej. Na The Phantom Menace  czekały miliony fanów, oczekując po filmie godnego powrotu Gwiezdnych Wojen na ekrany kin. Wielu się zawiodło, jednak samo oczekiwanie przybierało niesamowite formy: ludzie chodzili do kina specjalnie żeby zobaczyć trailery, spędzali całe godziny przy modemach ściągając ich wersje elektroniczne, a później ustawiali się w kolejkach pod kinami całe tygodnie przed premierą. Mimo to, produkcja nie była okryta zbyt dużą tajemnicą: o nowych postaciach było wiadomo prawie wszystko, a każdy wiedział, że film zmierza ku przejściu Anakina na Ciemną Stronę Mocy i narodzenia się Imperium.

Teraz nie wiemy nic o postaciach, estetyce filmu, fabule, settingu. Wiemy, że pojawi się Han Solo, Chewbacca, R2 i C-3PO, Leia Organa i Luke Skywalker, ale... kim po 30 latach są te postaci? Czy Han i Leia są razem? Czy Han i Chewie nadal latają Sokołem? Czy Luke jest Mistrzem Jedi? Wiemy też, że oryginalne postaci mają zejść z drogi nowym, młodym bohaterom, o których nie wiemy absolutnie nic, nawet tego jak się nazywają!

Expanded Universe wytworzyło pewną koncepcję Galaktyki po Bitwie o Endor, opowiadając historie na 40 lat do przodu, jednak pozbawione zostało statusu kanonu, stąd nie możemy oczekiwać, że którekolwiek z pomysłów z EU zostaną zrealizowane. Czy Zakon Jedi nadal istnieje? Co z Imperium? Czy Republika została odbudowana? Co może zagrozić naszym bohaterom? Kim w końcu był Wybraniec i w jaki sposób przywrócił Równowagę Mocy?

Oczywiście jest to związane z dwoma kwestiami: faktem osadzenia Sequeli w nieznanym w kanonie okresie historycznym, a także niesamowitą aurą tajemnicy skrywającą proces produkcji nowych filmów. J. J. Abrams znany jest ze swojego radykalnego podejścia do kwestii otwartości związanej z fabułą czy postaciami produkowanych filmów, stąd jutro (albo dzisiaj w nocy) te 88 sekund będzie naszym pierwszym kontaktem z nowymi filmami. Po raz pierwszy w historii kinematografii teaser/trailer wyprzedzi oficjalne zdjęcia, czy nawet plakat!

Zresztą kto wie, czy tak będzie? Może nowy teaser będzie składał się z ujęć które nie znajdą się w filmie? W przypadku The Empire Strikes Back, pierwszy teaser składał się jedynie z concept artów, a teasery do filmów Abramsa przeważnie są oryginalnymi nagraniami (np. Star Trek, Super 8). Krążą plotki sugerujące krótkie ujęcia z nowego filmy rodem z teasera Attack of the Clones, ale kto wie, czy nie są one częścią całej kampanii dezinformacji, a jutrzejsza premiera zwali nas z nóg i zaskoczy czymś kompletnie innym?

Od jutra Star Wars nie będzie takie samo. Nic nie będzie takie samo.

Podoba mi się to i jestem niesamowicie podekscytowany czekaniem!

sobota, 16 sierpnia 2014

Plotki o Episode VII, czyli szykowanie gruntu pod ubaw w Grudniu '15


Dzisiejszy dzień dostarczył nam masę nowych plotek i niepotwierdzonych informacji związanych z nadchodzącą kontynuacją Sagi Star Wars. Postanowiłem podsumować krótko wszelkie doniesienia związane z tym filmem, licząc na to, że post ten po premierze filmu będzie się czytało z uśmiechem politowania na ustach... Bądź zaskoczeniem z trafności.

Uwaga, potencjalnie spore spoilery!

Zacznijmy od tych bardziej wizualnych:
- TMZ swego czasu opublikował masę zdjęć z planu zdjęciowego z Abu Dhabi oraz studia Pinewood (po raz pierwszy ujrzeliśmy Sokoła Millenium)
- Wnętrze Sokoła mieliśmy okazję podziwiać całkiem niedawno
- IndieRevolver publikuje concept arty Hana Solo
- IndieRevolver przedstawia rzekomo concept art głównego złego części VII
- Różne źródła mówią od dawna o potencjalnym wyglądzie Szturmowców w VII, powstają oparte na tym grafiki, wycieka jednak również zdjęcie hełmu, prawdopodobnie rekwizytu filmowego
- [UPDATE 20.10.14] http://www.millenniumfalcon.com/ opublikował kilka dni temu 32 concept arty związane z pre-produkcją do VII. Kilkaset artów koncepcyjnych podobno krąży już od paru miesięcy (rzekomo wyciekły z serwerów Lucasfilmu), ale to pierwsza tura publicznego pokazania części z nich.

A teraz tych związanych z fabułą:
- Luke Skywalker od 30 lat jest rzekomo uwięziony, nikt go nie widział od czasów Bitwy o Endor
- Miejscem jego uwięzienia jest Mon Calamari/Dac, które przedstawiają wyspy Skellig
- Na wyspach Skellig kręcono rzekomo jedynie minutę materiału filmowego (Mark Hamill i Daisy Ridley), która ma zakończyć VII część
- Imperium istnieje obok Republiki (Zimna Wojna rodem z SWTOR?)
- Jedi nie istnieją, a popularne jest twierdzenie, że Luke był ostatni
- Pojawić się w filmie ma planeta będąca połączeniem lasu z klimatem polarnym (zgaduję, że to może być Belsavis)
- Mają pojawić się Piro-Szturmowcy z miotaczami ognia, siejący zamęt na wspomnianej Leśno-Lodowej planecie
- Mówiło się od dawna, że jedną z planet pojawiających się w VII jest właśnie planeta z SWTOR
- Admirał Ackbar ma się również pojawić
- Głównym motorem napędowym filmu będzie odcięta mechaniczna dłoń Luke'a, która spada na pustynną planetę (sic) razem z trzymanym mieczem świetlnym tegoż (wersja z RotJ, więc to nie ta z Bespin)
- Dłoń tą odnajdzie Szturmowiec-defektor, grany przez Johna Boyegę
- Zirytowana faktem jego ucieczki z sił Imperium, polować ma na niego zła pani oficer (grana przez Gwendoline)
- Gwendoline ma nosić posrebrzaną zbroję Szturmowca
- John Boyega, bądź Gwendoline, ma nosić zbroję umożliwiającą kamuflaż (stąd srebrne barwy?)
- Gwendoline podobno ma dzierżyć miecz świetlny, więc kto wie czy nie jest czymś w rodzaju super-Szturmowca rodem z concept artów McQuarriego do A New Hope
- Z pomocą Boyedze przyjdzie Daisy Ridley, córka Hana i Leii
- Daisy gra główną rolę w filmie
- Odnajdą oni miecz świetlny Luke'a i ruszą w podróż aby go odnaleźć
- Co do Hana, to będzie on oficerem Imperium/Republiki, dowodzącym Imperialnym Niszczycielem Gwiezdnym (razem z Chewbaccą)
- Niektóre plotki wskazują jednak, że Han jest prezydentem Republiki, inne, że jest nim Leia (po śmierci poprzednika)
- Sokół Millenium nie należy już do Hana, a lata nim postać grana przez Oscara Isaaca
- Mają pojawić się flashbacki powracające do czasów Wojny Domowej, w której przewinie się Darth Vader oraz Leia Organa (grana przez prawdziwą córkę Carrie Fisher)
- Dartha Vadera ma grać zawodnik MMA, Sheamus
- Głownym antagonistą będzie dawny uczeń Imperatora, oraz jego obecny podopieczny
- Mają oni być Inkwizytorami (bądź ten starszy może być dawnyn Inkwizytorem), bądź czymś w tym stylu, co rzekomo ma być nawiązaniem do Rebels, chociaż moim zdaniem to jedynie zbieg okoliczności i naciągana spekulacja (twórcy Rebels wydają się nie być przekonani do związku sezonu 1 Rebels z VII)
- Jeden z antagonistów ma być cyborgiem (pół twarzy mechaniczna)
- Dłoń tego cyborga ma być rzekomo przedstawiona na ostatniej kartkowej wiadomości od J. J. Abramsa (chociaż ludzie spekulowali też, że może to być ta spadająca na pustynną planetę)
- Republika ma prowadzić wykopaliska na jednej z neutralnych planet w poszukiwaniu antycznej broni, co doprowadzi do napięcia z Imperium (które również jest zainteresowane tematem, a trwa zimna wojna)
- Ta neutralna planeta to rzekomo miejsce narodzin Sithów - Korriban/Moraband?
- Lore związane z Sithami wskazuje na ich kilku-tysiącletnie tradycje, ze wskazaniem na dawnego lorda Sith, Dartha Ruina (uczeń tego obecnego Sitha bardzo się nim inspiruje, może mieć takie samo imię)
- Ruiny tej planety (Sith Homeworld) są centrum dowodzenia potężnej broni, która jest całą planetą
- Według innych źródeł, to na lodowej planecie ktoś buduje broń masowej zagłady
- Luke ratuje wszystko i wszystkich, ale igra z Ciemną Stroną
- [UPDATE 20.1014] Luke Skywalker ma mieć romans z Ciemną Stroną Mocy, a jedna z relacji wskazuje nawet, że to on jest złym cyborgiem. Na jego widok Daisy ma stracić wiarę we wszystko i również ulec złu. Brzmi depresyjnie, pomysł kontrowersyjny, ale ja osobiście jestem za jak największym kombinowaniem!
- [UPDATE 20.10.14] Od kilku miesięcy krąży plotka, że postać Daisy ma na imię Kira. To imię pokazywało się na jednej z przyczep podczas zdjęć w lesie, oraz przy relacjach z Abu Dhabi.
- [UPDATE 20.10.14] Krąży plotka, jakoby główny zły nie był jednak cyborgiem, ale wcieli się w nią aktor, którego nazwisko zaskoczy wszystkich.

Niektóre z tych informacji pojawiły się już dawno, nawet więcej niż rok temu. Kto wie, czy czegoś nie pominąłem - opieram się głównie na pamięci, a sporo tego się powoli nagromadza. Źródła są różne, są to zarówno dziennikarze filmowi którzy zajmują się takimi sprawami (mają kontakty i doświadczenie), jak i anonimowi "donosiciele". Większość z tych informacji pojawia się wielokrotnie w różnych źródłach (np. sporo ktoś wrzucił na 4chana bardzo dawno temu, co zostało zignorowane z oczywistych względów, jednak wiadomości z innych źródeł powtarzają to co tam zostało wypunktowane), ale może to być po prostu tak, że publikujący te scoopy powtarzają te same brednie które krążą między dziennikarzami czy nawet ludźmi pracującymi przy produkcji filmu (którzy mogą nie mieć bezpośrednio dostępu do scenariusza, ale "coś tam słyszeli"). Pewnie do drugiej połowy 2015 roku (trailery), czy nawet do dnia premiery filmu, nie dowiemy się jak celne są te plotki. Ja mam mieszane uczucia, szczególnie boli mnie brak Jedi, i fakt nieobecności Luke'a przez ponad 30 lat (jego przyjaciele, czy nawet Rebelia/Republika nie zainteresowały się tym zniknięciem?), ale z ostatecznym wyrokiem możemy jedynie czekać do premiery...

Update - 20.1014 - dodałem link do concept artów, oraz kilka plotek o których mi się przypomniało. Rewelacyjne podsumowanie dotychczasowych plotek znajduje się również tutaj.

niedziela, 27 lipca 2014

Ciasne Wojny


Mieliśmy książki, gry i komiksy osadzone w przeróżnych okresach, opowiadające najróżniejsze przygody rozmaitych postaci. Od czasów antycznych, przez kilkutysięczny okres istnienia (z przerwami) Starej Republiki, po odległe przygody potomków Luke'a Skywalkera i Leii Solo.

Po reboocie Odległej Galaktyki, z kilku tysięcy lat, pozostało nam ich około 60. Planety, rasy, koncepcje, organizacje - to wszystko w jakimś tam stopniu pozostanie, będzie wykorzystywane przez nowe źródła będące już oficjalnie częścią filmowego kanonu, ale poza byciem "źródłem inspiracji", historie w EU osadzone nie są niczym więcej. I tak, teraz nawet opowiadania w Insiderze są tak ważne jak Nowa Nadzieja.

Problem w tym, że zapowiedziane już jakiś czas temu książki i - dzisiaj - serie komiksowe Marvela są umieszczone w latach strasznie bliskich filmowym Epizodom. Ba, wszystkie trzy serie komiksowe dzieją się po Części IV! Pozostałe książki są albo bardzo ściśle związane z OT, albo z Rebels, ewentualnie są przerobionymi scenariuszami z anulowanego The Clone Wars. Nic, absolutnie nic nie wychodzi poza ramy filmów. Co za marnotrawstwo!

Nadchodząca gra Star Wars: Battlefront też nie daje nadziei, żeby cokolwiek się zmieniło. Wszystkie materiały jakie do tej pory widzieliśmy, są związane z Oryginalną Trylogią. Ile można? Już przy EU post-RotJ męczyła mnie nieśmiertelna Wielka Trójka, a ochoty po książki około-filmowe z tymi bohaterami nie miałem absolutnie ochoty sięgać. A teraz, po anulowaniu EU, dostajemy jedynie takie pozycje.

Jest to smutne, bo mimo mojej miłości do wszystkich części Star Wars, oczekuję po tak dużym świecie powiewu świeżości, nowych bohaterów, przygód osadzonych w różnych okresach historycznych, eksperymentów z konwencją. Zamiast historii odległych od siebie o tysiące lat, dostaniemy takie dziejące się tego samego miesiąca, odgrzewane kotlety i do bólu przemielonych bohaterów.

Nudy.

Mogę tylko liczyć na to, że to okres przejściowy, a po premierze nowego Epizodu, i wreszcie nowych stand-alones, NU (New Universe) zacznie eksplorować nowe tereny i motywy. To jednak odległa perspektywa - przez najbliższe półtora roku na horyzoncie nie pojawi się nic godnego uwagi.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Kotobukiya's Mara Jade Bishoujo Statue


Do mojej Jainy Solo dołączyła dzisiaj Mara Jade!

To druga figurka z serii Bishoujo japońskiej firmy Kotobukiya, i prawdopodobnie ostatnia szansa na sprawienie sobie fizycznej pamiątki związanej z Expanded Universe. Samo wykonanie stoi na tym samym poziomie co w przypadku Jainy, jednak jak na mój prywatny gust, figurka jest dużo lepiej zaprojektowana - sama postawa, przypominająca ustawienie Jedi Sage w SWTOR, jest dużo ciekawsza, a jej uchwycenie w ruchu perfekcyjne. Nie ma też tutaj wiecznego problemu "odpadającego" miecza który jest dość irytujący w przypadku Jainy. No i miłym dodatkiem jest możliwość customizacji figurki: mamy do wyboru dwa miecze świetlne, fioletowy i niebieski (czyli decydujemy z którego okresu jest to postać), oraz możliwość założenia długiej peleryny lub komina z goglami. Wybieram fiolet i pelerynkę.

A oto zdjęcia:



Po zdjęcia opakowania i figurki przed złożeniem, oraz może wygodniejsze przeglądanie tych zamieszczonych powyżej, odsyłam tutaj.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Obsada Episode VII - moje typy


Po ogłoszeniu oficjalnie obsady siódmego Epizodu Star Wars, postanowiłem połączyć aktorów z postaciami do których najbardziej one pasują. Bazuję na Expanded Universe, jednak szczegóły się oczywiście nie liczą - np. kwestia dokładnego wieku - skoro jest to od kilku dni bardziej źródło inspiracji i szkiców, niż twardy kanon.

Jasne, wiem, że nie muszą wykorzystywać tych samych imion, wizerunków czy konceptów, ale liczę jednak na to, że moje typy się sprawdzą chociaż trochę. Byłby to miły ukłon w kierunku pracy wielu autorów, którzy od 36 lat tworzą to uniwersum, oraz wspaniały prezent dla fanów, którzy śledzili przez wiele lat losy bohaterów Star Wars i ich potomków.


Domhnall Gleeson - Ben Skywalker
Tego aktora znam najbardziej, jest świetny. 30-letni rudzielec który spokojnie mógłby grać dwudziestu-kilku-latka. Ben w EU urodził się dość późno, ale nic nie przeszkadza, żeby Luke miał syna trochę wcześniej (czyli kilka lat po Powrocie Jedi musiałby go spłodzić). Problem stwarza brak starszej aktorki w obsadzie, chociaż jej rola może jest po prostu mniejsza. Zobaczymy, mam nadzieję, że twórcy nie pójdą w kierunku Luke'a trzymającego się z dala od związków.


Max von Sydow - Darth Plagueis
To była moja pierwsza myśl kiedy go zobaczyłem. Te usta i podłużna twarz, nie tylko w jego obecnym wyglądzie, ale też kiedy patrzy się na zdjęcia z jego starszych filmów Pojawienie się w VII Dartha Plagueisa to jeden z możliwych scenariuszy, głównie ze względu na to, że jest on wspomniany w Zemście Sithów, więc stanowiłoby to idealne nawiązanie i kontynuację tego wątku. Któż nie byłby groźniejszy dla Galaktyki, niż powracający zza "grobu" mistrz Imperatora poszukujący nieśmiertelności? Może ją znalazł?


Daisy Ridley - Jaina Solo
Młoda i nieznana aktorka, która będzie naszą "nową Padme/Leią". Tutaj możecie zobaczyć ją w akcji. Jak dla mnie perfekcyjnie pasuje do roli Jainy, przypomina bardzo swoją matkę i babcię! To jest bohaterka którą chciałbym najbardziej zobaczyć w VII, wybaczyłbym wtedy całe zło jakie Lucasfilm/Disney wyrządził kanonowi (tak, oficjalnie tutaj to piszę: jeśli w VII będzie Jaina, mogą robić co chcą).


Adam Driver - Jacen Solo
Tutaj mam problem tego rodzaju, że Adam Driver był w plotkach podawany jako główny negatywny bohater. Jednak bardziej w tej roli pasuje mi von Sydow, więc Driver mógłby grać młodego Solo. Ma w sobie coś "groźnego", ale koncepty z Dziedzictwa Mocy mogą być eksplorowane już w kolejnych częściach (czy Trylogii), jeśli Plagueis miałby być głównym "złym". Może być to niezła inwestycja w przyszłość. A może Kyp Durron?


Pozostali 
 Przy kolejnych aktorach mam już większy problem. Nie pasują do żadnej większej postaci z Expanded Universe, mogą być kimkolwiek. John Boyega pasowałby na jakiegoś potomka Lando (chociaż w EU miał on bodajże córeczkę?), a Andy'ego Serkisa najchętniej widziałbym w roli jakiegoś porąbanego Sitha, nowego ucznia Plagueisa (o ile będzie on się trzymał Zasady Dwóch). Oscar Isaac mógłby być być kimkolwiek, ale pasowałby też do roli Wielkiego Admirała Thrawna, gdyby okazało się, że Sequel Trilogy miałoby nawiązać najpierw do tego bohatera. Jak dla mnie pasuje całkiem dobrze!



niedziela, 27 kwietnia 2014

Co z tym Expanded Universe?


Ostatnie wiadomości związane z kanonem to cios w serce fana tego uniwersum. Oprócz tego, zapowiedziano kilka nowych pozycji książkowych, pierwszych "naprawdę-naprawdę kanonicznych". To trochę jak by matka przedstawiła Wam swojego nowego chłopaka dzień po śmierci ojca.

Jak powinienem się czuć teraz, kiedy wszystkie moje ulubione postaci... przestają istnieć? Jaina Solo, Revan, Ganner Rhysode, Imperator Vitiate, Kyle Katarn, Thrawn, Nom Anor - wszystko spuszczone do poziomu fanfiction. Natomiast Meebur Gascon - najbardziej żenująca postać w historii Gwiezdnych Wojen - jest tak samo prawdziwy jak Luke Skywalker. Kto wie też jaki status będą mieć nowe kolorowanki i książeczki dla 3-letnich dzieci. Kanon? Wspaniale.

Czy mogę teraz cieszyć się nowymi książkami, filmami, komiksami i grami? Chyba nie. Nie wymażę z pamięci tego, co towarzyszyło mi przez ostatnie 10 lat zaczytywania się w EU. Jeśli nowe produkcje są zupełnie oderwane od tego co mam w pamięci, to nie będzie w nich nawiązań do tej większej całości.

Sam "Moraband" poruszył masy, mimo, że na StarWars.com wspomniano, że to Korriban, który zmieniał nazwy w różnych punktach historii. A teraz... mogą zrobić wszystko. Z historią Sithów i Jedi, szczegółami dotyczącymi Zasady Dwóch i machinacji politycznych Palpatine'a - jak czerpać z tego przyjemność?

Podobnie w drugą stronę - otrzymamy prawdopodobnie zupełnie oderwaną od znanej mi rzeczywistości wersję wydarzeń post-RotJ. Nie wiem, czy będę mógł z przyjemnością oglądać film, w którym Han i Leia nie będą razem, a Luke weźmie sobie za żonę jakąś czarnoskórą kobietę (jeśli wierzyć plotkom o czarnym potomstwie Skywalkerów). Zamiast się cieszyć nowymi historiami, będę z nostalgią wspominać EU...

Niepewna jest też przyszłość SWTOR. Jest to projekt który mocno bazuje na Expanded Universe, czerpie z niego garściami, ale nadal się rozwija. Story Group również podpisało się pod Galactic Starfighter. Gamespot dotarł do Lucasfilm i otrzymał od nich taką odpowiedź: "SWTOR zawsze było i będzie częścią Expanded Universe". Czyli... nie jest kanoniczne, bo EU jest niekanoniczne i opisane jako "Legends", czy może jest kanoniczne, bo Expanded Universe istnieć będzie dalej, ale wszystko będzie na takim samym poziomie kanonu? Enigmatyczna odpowiedź, a chęci do włączenia niekanonicznej brak (bo komu by się chciało poświęcać tyle czasu grze, która jest tak istotna dla Star Wars jak World of Warcraft czy Star Trek Online).

Smutne jest też to, że pewnie nie będzie nowych książek z cyklu "Legends", co nie pozwoli na zakończenie wielu urwanych opowieści. Właściwie nie pozwala mi to na dalsze eksplorowanie tego świata, a wszystkie przewodniki i książki na które wydałem grube kilka tysięcy złotych są teraz nic nie warte. Ba, nawet nie muszę ich teraz czytać! Po co? Zawsze odkładałem czytanie The Essential Guide to the Force, czy The Essential Atlas, a teraz podjęto za mnie decyzję kiedy się za nie zabrać. Nigdy.

Dlaczego muszą też wywalać wszystko? Punkt Przełomu, KotOR - komu przeszkadzają? Dlaczego pokuszono się o aż tak radykalne posunięcie? Istnieje oczywiście taka opcja, że to ruch mający jedynie pozwolić na większą swobodę, oraz uniknąć negatywnych reakcji na niektóre mniejsze zmiany (a la TCW). Zmiany niekoniecznie w mocny sposób zaprzeczające temu co było. Wtedy OK, mam gdzieś szczegóły, nie obchodzi mnie kiedy jaki model TIE był produkowany (i dlaczego dany komiks jest beznadziejny, bo niezgodny w takich kwestiach), czy w którym roku i miesiącu Wojen Klonów dokładnie doszło do bitwy o Jabiim - nie bolały mnie mniejsze zmiany które proponowało TCW, byle tylko nie mieszali za mocno tylko dlatego, że... mogą.

A film który zamieszczono na oficjalnym kanale Star Wars na Youtube jest... rozdrapywaniem ran. Mówią nam: "Expanded Universe jest super! Kochamy te książki i gry, to nasze dzieciństwo, tyle świetnych historii, ale... mamy je gdzieś i usuwamy z kanonu, bo tak jest łatwiej!". Dajcie mi w takim razie nowego KotORa. Kanonicznego i na odświeżonym engine ;)

Pozostaje też pytanie: co robiło Story Group przez ostatnie półtora roku? Budowali grunt pod przyszłość? Wydawało mi się właśnie, że chodziło o to, aby jak najskuteczniej, i z jak najmniejszymi stratami, wprowadzić możliwość powstania nowych filmów. Okazało się jednak, że poszli oni na łatwiznę. Jasne, obiecują, że z EU czerpać będą (jako przykład podano Star Wars Rebels które faktycznie mocno bazuje na niektórych jego elementach), ale jest to jedynie obietnica którą można w różny sposób interpretować.

Star Wars nie jest już kierowane przez ludzi z pasją i wizją, to teraz marka kierowana przez sztywniaków pod krawatami, pieniądz i korporacyjne zasady. Leland Chee wczoraj wysłał wiadomość twórcy Timeline Gold, że nie może już odpowiadać bezpośrednio na pytania fanów dotyczące kanonu (co robi od kilkunastu lat, najpierw na oficjalnym forum, a później przez media społecznościowe) bez wcześniejszego przedyskutowania odpowiedzi z działem PR...

Mając to wszystko teraz przed oczami, zastanawiam się również nad taką kwestią: czy jestem w stanie im teraz zaufać? Co jeśli za 12 lat postanowią nakręcić film o Tarkinie? Czy będą patrzeć na książki wydane dzisiaj, czy pójdą na łatwiznę i po raz kolejny dokonają rebootu? Nie. Teraz liczy się tylko kasa i maksymalizowanie zysków. Księgowi skalkulują co przyniesie więcej pieniędzy, i na takiej podstawie będą podejmowane decyzje.

Wiem, że Star Wars to głównie rozrywka, że zawsze aspekt pogoni za zyskiem był istotny, a książek z półek nikt mi nie zabierze, ale najwięcej zabawy było właśnie w tym, że Star Wars zawsze było jedno. To nie Marvel czy DC, gdzie rebooty są czymś częstym i oczywistym - są podyktowane są faktem, że historie tam są osadzone w naszym realnym świecie, więc ograniczone przez niego - przez nasze realia, oraz krótki czasowo okres w którym można się bawić.

A Star Wars?  Jeden świat, pełen genialnych połączeń - od małych nawiązań wplecionych umiejętnie w dialogi i historię, po Luke'a biegającego po Dromund Kaas i Korriban - oraz możliwości na stworzenie nieskończonej liczby powieści. Kilkadziesiąt tysięcy lat historii do wypełnienia. Cała Galaktyka. Miliony planet, postaci, ras i kultur. Filmy były tylko wstępem do czegoś większego, dla mnie zawsze większą wartość miało EU. Teraz mi to zabrano, a ja nie wiem co przyniesie przyszłość.

środa, 12 lutego 2014

The Old Republic: Jak w dwa dni zarobić 5 milionów kredytów?


Dzisiaj zdradzam sekrety craftingu w SWTOR.

Tytuł nie kłamie - zarobienie kilku milionów kredytów w ciągu doby jest możliwe, i nie takie trudne jak by się mogło wydawać. Jest jednak bardzo uzależniające, bo czy nie miło jest zalogować się na alta i odebrać ze skrzynki mailowej 75 wiadomości wypełnionych kredytami? 75x60k=4,500,000 kredytów zarobionych w mniej niż dwie doby całkiem casualowego craftingu.



Co musisz mieć?

1. Subskybcję
Ponieważ zarabianie milionów z ograniczeniem na ilość kredytów nie ma większego sensu, ba, jest wręcz niemożliwe ze względu na ograniczenia co do skrzynki mailowej. Poradnik zakłada więc, że płacisz za ulubioną grę.

2. Postać z Cybertech
Wymagana jest postać z tym Crew Skillem na poziomie 450, będzie ona głównym dostarczycielem komponentów. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

3. Postać z Armstech
Również na poziomie 450, będzie ona głównym crafterem i postacią która jako pierwsza położy ręce na naszych zarobkach. Musi ona mieć również wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

4. Przynajmniej 2 postaci ze Scavenging
Ale im więcej tym lepiej. Ja używam 3 dodatkowych postaci, nie licząc dwóch powyższych które również mają ten skill. Zakładamy jednak, że postać z Cybertech nie będzie miała wolnych slotów na zbieranie złomu, więc do tej puli możesz doliczyć tylko postać z Armstech. Muszą one również mieć wszystkich dostępnych companionów oraz możliwość wysłania 5 na misję.

5. Postać ze Slicing
Jedną lub dwie. Do craftingu będziemy potrzebować Bio-Mechanical Interface Chip, a do tego zarobimy na boku na Critical z tego Crew Skilla. Mogą to być postaci które mają już Scavenging, ponieważ Slicing zabierze nam jeden bądź dwa sloty na postać, a w przypadku kiedy będziemy potrzebować więcej złomu, można go pominąć w danej rundzie.


Co również warto posiadać?

1. Szybkiego kompa
Głównie dla szybszego ładowania kolejnych postaci. Przelogowywanie się do część naszej pracy, dlatego dobrze by było, gdybyśmy nie marnowali czasu na wpatrywanie się w ekran ładowania - może to być frustrujące. Szybki komputer również ważny jest z tego powodu, że będziemy mogli na komputerze wykonywać normalną pracę, podczas gdy otwarta w tle gra będzie czekała na zakończenie misji naszych companionów.

2. Grę na Fullscreen (Windowed)
Dzięki temu minimalizowanie i odminimalizowanie gry będzie szybsze, a poza tym zlikwidujemy problem częstych crashy podczas tabowania. Zmiana jest naprawdę świetna, chociaż podczas braku aktywności warto wrócić do listy wyboru serwerów - karta graficzna będzie mniej obciążona, a i tak nas tam po pewnym czasie nieaktywności wyrzuci.

3. System nagród
Ustal sobie różne progi i zastanów jakie ekskluzywne, drogie i elitarne przedmioty zawsze chciałeś mieć. Na przykład pierwszym progiem będzie 10 milionów - gdy go osiągniesz, kup tego Varactyla na którego zawsze patrzyłeś z zazdrością! Dzięki temu będziesz mieć motywację dalszej pracy, a samo siedzenie nad craftingiem nie pójdzie "na marne", ponieważ będziesz mógł cieszyć się jej efektami na bieżąco.

4. Ciągły dostęp do komputera
Co około pół godziny będziesz musiał obskoczyć postaci które będą częścią naszej machiny produkcyjnej. Grę możesz mieć zminimalizowaną w tle, dzięki czemu będzie to mniej kłopotliwe - w tym czasie przeglądaj Sieć, czytaj książkę, oglądaj film albo ucz się do egzaminu, to już jest osobista kwestia. Żeby nie zapomnieć o craftingu możesz sobie ustawiać budziki, ale ja raczej robię to na oko - po prostu wchodzę do gry kiedy mam przeczucie, że już pora.

5. Wszystkich towarzyszy z maksymalnym Affection
To proste - im wyższe Affection, tym większa szansa na sukces misji. Większe i lepsze zbiory to coś co pozwoli nam nie tylko przyspieszyć crafting, ale też zmniejszyć jego koszta. Opłaca się więc zainwestować w gifty!


Co robić?

1. Gathering
Postaci ze Scavenging zbierają Mythre, Turadium i Tricopper Flux. Loguj poszczególne postaci i wysyłaj je na misje. Najlepiej "zaparkować" je na statku bądź we flocie blisko wejścia na statek - zastosujemy tutaj taki trick, że np. w momencie kiedy będziemy mieć dużo Mythry, a malutko Turadium, to podczas przechodzenia między statkiem a Flotą (i odwrotnie) zresetujemy listę misji, więc będziemy mogli wszystkich 5 towarzyszy wysłać na misje zbierające Turadium. Staraj się też wybierać te misje które dają najwięcej nagród - kosztują one ponad 3 tys. kredytów.

2. Slicing
Postać która ma Slicing niech wysyła regularnie jednego z towarzyszów (tego który ma szansę na Crit.) na misję Watching the Watchdogs albo Unsliceable. Przynoszą one nie tylko Bio-Mechanical Interface Chip wymagany do craftingu, ale też mają szansę na zdobycie kilku Thermal Regulator które możemy sprzedać ze sporym zyskiem na GTN (nie omawiam tutaj craftingu Augment Kitów do których tego się używa).

3. Cybertech
Zebrane materiały wysyłaj na bieżąco postaci z Cybertech. Wszystkich companionów wysyłaj na misję craftowania części droidów które kosztują 2x Mythra, 2x Turadium i 2x Tricopper Flux - jest to najbardziej ekonomiczny sposób, pozostałe crafting skille nie posiadają przedmiotu który kosztuje 2/2/2, zwykle jest to 2/6/2 albo 2/4/4. Pamiętaj, żeby zrobić w inventory miejsce na wykonane przedmioty!

4. Reverse Engineering
Uzyskane Parts przemielamy celem uzyskania MK-9 Components. Z jednej pełnej tury uzyskamy 25 komponentów.

5. Armstech
Wysyłamy komponenty naszej postaci z Armstech. Musi ona jednego z companionów (bądź dwóch, zależnie od ilości komponentów) zarezerwować na nasz crafting, pozostałe niech zbierają materiały (o ile masz tam Scavenging). Craftujemy MK-9 Augmentation Kits, najlepiej użyć do tego postaci która posiada największy critical na Armstech, możesz też zakupić u vendora na statku (o ile go posiadasz) specjalne urządzenie które da Twojemu droidowi pokładowemu +2 Critical, pamiętaj jednak żeby nabić mu chociaż 8k affection (podobno 2k affection to +1 do Crit, a po 8k Affection dalsze wbijanie jest mozolne i trudne, więc można się na tym zatrzymać)!

6. Sprzedaż
Zorientuj się jakie są ceny MK-9 Augmentation Kits na GTN. U mnie ceny oscylują między 59-69k. Czasami udaje mi się sprzedać cały zestaw za wyższą cenę, ale czasami rzucam je po prostu za 62-64k aby mieć większą pewność, że się sprzedadzą. Wszystko zależy od aktywności graczy, od tego czy ostatnio pojawił się nowy shippment (nowe ciuchy -> ludzie chcą je augmentować) oraz od pozostałych uczestników rynku. Jedna ważna rada: NIE UCINAJ ZBYT MOCNO CEN! W interesie wszystkich sprzedających jest pozbycie się towaru, ale obniżając chamsko ceny szkodzisz rynkowi i sobie. Ustaw cenę rozsądnie, nie musi być niższa niż najtańsza oferta - i tak sprzedasz!

7. Powtórz i zbieraj profit
Co pół godziny loguj wszystkie postaci i powtarzaj to co napisałem wyżej. Czasami będziesz w potrzebie Tricopper Flux, więc możesz jeden slot na postaci z Cybertech wykorzystać na gathering. Generalnie ilość zarobionych pieniędzy zależy od tego ile masz wolnego czasu podczas którego możesz dojść do komputera i poświęcić kilka minut na obskoczenie postaci.

8. Graj na rynku
Jeśli zarobisz już pierwsze miliony, a masz żyłkę handlowca, to zacznij grać na GTN. Polega to na obserwowaniu cen wybranych przedmiotów (konkretne przedmioty albo jakaś kategoria) i kupowaniu ich taniej -> sprzedawaniu drożej. O tym jednak napiszę pewnie innego posta, ale czytanie poradników nie jest potrzebne, zabawa polega raczej na doświadczeniu i znajomości rynku - im więcej będziesz siedzieć przy GTN tym lepiej, po prostu przeglądaj trendy i zastanawiaj się czy warto w coś zainwestować.

8. Ciesz się milionami!
I kupuj co chcesz, tylko nie przesadzaj z rozrzutnością. A jeśli grasz na Tomb of Freedon Nadd i chcesz podziękować za dobre rady to możesz podsyłać upominki do: Onorios (Imperium) i Thimi (Republika) - moich crafterów.

Udanego pływania w kredytach!

czwartek, 19 grudnia 2013

Kolekcja Star Wars - grudzień 2013


Prawie równo rok temu wrzuciłem na bloga zdjęcia swojej kolekcji Star Wars. Co ciekawe, było to dokładnie 18 grudnia, dnia który jest datą premiery Episode VII w 2015 roku... Przypadek? :)

Kolekcja wzbogaciła się o sporo książek, nie tylko tych fabularnych, ale również encyklopedycznych (jak chociażby SWTOR Encyclopedia, Essential Reader's Companion czy Making of Star Wars: Revenge of the Sith). Jeśli chodzi o gadżety, to nie licząc Jainy Solo (firmy Kotobuky'a) o której już na blogu pisałem, wzbogaciłem kolekcję o całą masę (licencjonowanych) koszulek Star Wars, ulubiony dzisiaj wybór prezentowy mojej rodziny.

Przyznam, że to rok obfity również w kolekcję związaną z The Old Republic. Mowa oczywiście o całej masie wirtualnych nabytków i achievementów, ale nie będę poświęcał temu miejsca w tym wpisie.

Oto zdjęcia (opcjonalnie -> na imgur):






Jakie plany? Jak widzicie, półka na książki się skończyła, a planuję niedługo nadrobić zaległości wydanych niedawno na polskim rynku pozycji. Co zrobić? Prawdopodobnie przeniosę całą zawartość Półki Filmowej (Maska Vadera, figurki Anakina, wydania DVD i Blu-Ray oraz Jaina Solo) na górę obok komiksów, a stamtąd figurki, książki i VHS przerzucę na prawo, na którąś z tych dość kiepsko (merytorycznie) zagospodarowanych. Kto wie, może też przeniosę część tych pierdół z półek na górze na tę po lewej z modelem Venatora - niestety ta półka jest niewidoczna po wejściu do pokoju, ponieważ znajduje się za drzwiami które ją zakrywają gdy są otwarte.

Na koniec, bonusowo, zdjęcia mojej kolekcji z listopada 2008 roku. Możecie zobaczyć jak bardzo się ona rozrosła i zmieniła. Mam nadzieję, że przy okazji nowych filmów i kolejnego boomu na Star Wars uda mi się ją powiększyć jeszcze bardziej!

środa, 6 listopada 2013

Episode VII: pięć rzeczy które chcę zobaczyć, i pięć których nie chcę


Chcę w Episode VII:

1. Silnych postaci kobiecych
Silnych i ładnych, w jak największych ilościach. Nie licząc oczywiście Lei i Padme, w filmach Star Wars tego typu istoty przewijały się głównie w tle (Aayla, Luminara, Bariss, Oola, dwórki), dlatego byłoby miło gdybyśmy tym razem zmienili trochę układ sił. Jest na to szansa, ponieważ Abrams wielokrotnie przyznawał, że taki koncept Star Wars zbudowanego wokół silnej postaci kobiecej jest interesujący. Dodatkowo, jeśli w nowych filmach nie pojawią się ładne Twi'lekianki, będę bojkotował całą markę niezależnie jak dobra będzie historia!

2. Epickich scen batalistycznych i walk na miecze świetlne
Bitwa o Hoth i Bitwa o Geonosis to największe bitwy naziemne jakie widzieliśmy, natomiast Bitwa o Endor i Bitwa o Coruscant to największe bitwy kosmiczne. Oprócz nich oczywiście pojawiły się walki miejskie na Naboo, partyzanckie na Endorze, ciekawe stercie nad Yavinem i cała masa mignięć z walk pod koniec Wojen Klonów. Liczę na to, że ujrzymy również w tej części jakąś akcję - czy to w kosmosie, czy na powierzchni jakiejś egzotycznej planety. Kto wie, może biegnące na siebie armie Jedi i Sithów? Taaak, to by było epickie. Chcę też jak najwięcej walk na miecze świetlne. Oczywiście ich rozmach musi przypominać Prequel Trilogy, nie ma mowy o powtórce ze statycznej walki z ANH. Liczę na wymyślną choreografię, ciekawe otoczenie i mocną dawkę emocjonalną!

3. Nowe, egzotyczne planety
W każdej części pojawiają się planety wyjątkowe: pokryta lodem Hoth, pustynna Tatooine, lesisty Endor, skąpany w chmurach Bespin, piękna Naboo, i cała masa innych planet, włącznie z kilkoma pięknymi lokacjami pojawiającymi się na moment w sekwencji Rozkazu 66. Chciałbym zobaczyć coś wyjątkowego, coś nowego. W The Clone Wars pojawiło się wiele planet które mogłyby być wykorzystane, podobnie EU, ale nie pogardziłbym jakąś całkowicie nową.

4. Dialogów które będziemy pamiętać na wieki
Cała masa tekstów z Sagi Star Wars wpisała się na stałe do kanonu popkultury, kultury i życia codziennego. Kto nie zna frazy "niech Moc będzie z tobą", mądrości Yody czy słynnego "- Kocham cię. - Wiem."? Przy całej masie filmów usiłujących wprowadzać sprawne dialogi i chwytliwe teksty dość trudno powtórzenie tego sukcesu Gwiezdnych Wojen, ale kolejny Epizod jest idealną okazją aby trafić na podatny grunt całej masy fanów.

5. Wizualnej i dźwiękowej orgii
Zalicza się do tego wszystko: efekty specjalne, montaż,  sposób pokazywania scen, muzyka, dźwięk. Zawsze stało to na najwyższym poziomie, a klatki z filmów można oprawiać jak obrazy. Chciałbym, żeby Epizod VII był tak piękny, abym miał wielki problem z wyborem poszczególnych ujęć do wrzucenia na tapetę bądź jako zdjęcie w tle na Facebooku, oraz tak fantastyczny muzycznie abym nie mógł przestać słuchać soundtracka.


Nie chcę w Episode VII:

1. Zrujnowania Expanded Universe
Nawet jeśli ze zmianami, to chciałbym, aby nowe Epizody nie nadpisywały ani nie ignorowały wydarzeń i postaci z którymi zdążyłem się już przez ostatnie kilkanaście lat zżyć. Niektóre z tych książek prezentują niezwykle wysoki poziom, więc naprawdę nie wiem jak dobry musiałby być scenariusz nowych Epizodów, żebym wybaczył ewentualne naruszenia kanonu. Nie lubię również koncepcji wielu wymiarów (Marvel) czy podróży w czasie (Star Trek), więc takie pośrednie "rozwiązania" absolutnie niczego by nie zmieniły. Myślę, że postaci wprowadzone w EU idealnie mogłyby się wkomponować w nową Trylogię i nie wyobrażam sobie innej wersji wydarzeń z czasów po Powrocie Jedi.

2. Lens flares
Czyli nadużywanego przez Abramsa "efektu optycznego pojawiającego się na obrazie na skutek interakcji promieni światła z soczewkami obiektywu kamery" (za wikipedią). Czasami może i wygląda to dobrze, ale nigdy czegoś takiego w Star Wars nie było, więc nie widzę powodu dla którego miałoby się pojawić.

3. Tatooine
No dobra, dopuszczam odwiedzenie tej planety "na moment", ale tylko na moment, i to najlepiej nie od razu w VII części. Tatooine to zadupie, które przypadkiem było miejscem urodzenia się Wybrańca i przez to również miejscem w którym ukrywał się dorastający Luke. Planeta pojawia się w pięciu na sześć Epizodów i starczy! Żadnych "nostalgicznych" zagrań w tym kierunku nie chcę, mam ich wystarczająco dużo w praktycznie każdej grze Star Wars i całej masie książek.

4. Osadzenia fabuły "gdzieś poza cywilizowaną Galaktyką"
Jest to jeden z postulatów słynnego filmiku w którym ktoś przedstawia cztery elementy kluczowe dla tego, aby nowe Gwiezdne Wojny były dobre. Dla mnie jest to żałosny pokaz czystego hejtu na Prequele, dlatego umieszczam tutaj ten aspekt, który zirytował mnie najbardziej. Chcę zobaczyć Coruscant, chcę zobaczyć wydarzenia ważne dla Galaktyki na najwyższym szczeblu, chcę poznać kulisy polityczne i historyczne wydarzeń w filmie. Nie chcę aby fabuła była osadzona na siłę na jakimś zadupiu, oddalonym od centrum GFFA i imitującym wrażenie "niewiedzy" i osamotnienia.

 5. Zbyt dużej roli Hana, Luke'a i Lei.
Wiem, że są to postaci bardzo ważne, ale czas na nowych bohaterów. Każda Trylogia opowiada historię innego pokolenia rodziny Skywalker, czas więc przekazać pałeczkę z rąk Wielkiej Trójki do rąk potomków Solo i Skywalker. Szansa na dokonanie tego była pod koniec serii NEJ, niestety nie została wykorzystana i szczerze jestem już zmęczony czytając o heroicznych wyczynach tych podstarzałych już bohaterów. Nie wydaje mi się również - nie ważne jak bardzo bym ich lubił - aby oglądanie biegających na ekranie sześćdziesięcioletnich, przygrubych i sflaczałych dziadków dawało mi poczucie satysfakcji. Leia od trzydziestu lat nie wygląda dobrze w Złotym Bikini...