Teaser.
Moje pierwsze wrażenie było zupełnie inne niż się spodziewałem... Myślałem, że utonę w ciarkach, wzruszę się, podekscytuję, a przyjąłem to wszystko ze spokojem i dystansem. Wszystko jest takie... obce! Nowe?
Ciągle miałem wrażenie, że skądś to wszystko znam.
Benedict Cumberbatch, narrator teasera. Kim jest? Czy to Plagueis? Jego głos jednak jest na tyle znajomy, że trudno było mi czuć coś więcej niż zainteresowanie.
Postaci o których nie mamy pojęcia - na ich widok myślałem tylko o tym, że plotki krążące od miesięcy mogą być prawdziwe. Sokół Millenium był nawiązaniem do tego co znamy, ale tym na co zwróciłem uwagę była fantastyczna animacja i zwinna praca kamery.
Nowe miejsca, przypominające chyba za bardzo znajome nam ziemskie lokacje (polski las zimą), dawały wrażenie jak bym oglądał kolejny fanfilm. A sama postać Sitha, znanego już z concept artu, przywoływał skojarzenia z Revanem. W tym przypadku podróżującego po Ziost.
Czyżby więc fakt powstawania nowych filmów był aż tak surrealistyczny dla mojej podświadomości? Tak czy inaczej - podobało mi się. Dostaliśmy niewiele, ale można już sobie wyrobić pewne oczekiwania co do estetyki jaką zobaczymy w przyszłych materiałach związanych z filmem.
Szkoda też, że muzyka - która właściwie gra tylko przez moment - jest taka... mało oryginalna? Wzięli Williamsa specjalnie, żeby nagrał nowy podkład, a jedyne czym ten temat różni się od oryginału to głębsze brzmienie... Uhm?
[UPDATE 1]
Update: po kilkukrotnym obejrzeniu udało mi się przełamać barierę podświadomości i pokochałem każdą sekundę! Cieszy mnie to, że zobaczyliśmy nowych głównych bohaterów (John, Daisy i Droid-piłka), nowego "złego", 3 nowe planety, X-Wingi i Sokoła! Teaser ma Moc i wygląda bosko! Brzmi również fantastycznie - muzyka Williamsa jest naprawdę bardzo dobra (i brzmi potężnie), a dźwięk miecza świetlnego powala na kolana.
[UPDATE 2]
Teaser obejrzała moja siostra, która na co dzień ma - delikatnie mówiąc - wyjebane na Star Wars. Podobało jej się! Zachwycony był również mój ojciec, który jest głównie fanem OT. Moja mama, nastawiona neutralnie, również wyglądała na zainteresowaną! Także cieszę się nie tylko dlatego, że teaser jest naprawdę świetny, ale również z powodu bardzo ciepłego przyjęcia przez fanów i nie-fanów najróżniejszego rodzaju. W Internecie hype jest również niesamowity: kolektywnie na kilka godzin padły prawie wszystkie fora fanów Star Wars, a związane z TFA hasła trendowały (i nadal trendują) na Twitterze przez wiele godzin!
[UPDATE 3]
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. O ile generalnie większość kontrowersji związana jest z mieczem świetlnym, to kiedy zajrzałem na Polską wersję oficjalnego fanpage na Facebooku (na co dzień używam globalnej), to uderzył we mnie rasizm w stosunku do Boyegi. Ludzie wieszczą upadek Star Wars, bo szturmowcem jest postać czarnoskóra, pytając, czy zobaczymy też gejów i Żydów (sic). Trochę załamujący obraz naszego narodu.
Blog o amerykańskiej kulturze popularnej, muzyce wszelakiej, kinie zachodnim, marketingu internetowym oraz polityce światowej. Kocham Star Wars i nie boję się wyrażać poglądów na tematy bieżące. Enjoy!
piątek, 28 listopada 2014
czwartek, 27 listopada 2014
Od jutra nic nie będzie takie samo
Oficjalne informacje na temat The Force Awakens są bardzo skąpe. Wiemy, że film opowie historię osadzoną ok. 30 lat po Return of the Jedi, a także przywróci na wielkie ekrany uwielbianych aktorów z Oryginalnej Trylogii, tuż obok młodych i obiecujących wschodzących gwiazd. Wraca też John Williams, Sokół Millenium i X-Wingi.
A poza tym, to jest pierwszy raz, kiedy czekamy na film Star Wars, o którym tak naprawdę nic nie wiemy. W przypadku pierwszego Star Wars z 1977 tak naprawdę nie było oczekiwania, ponieważ wokół filmów tych nie narodziło się jeszcze zjawisko kultu. Kontynuacja pierwszej części natomiast nie mogła zaskoczyć estetyką, a sam setting fabularny i postaci były znane wszystkim, którzy na filmy te czekali.
Z Prequelami było oczywiście trochę inaczej. Na The Phantom Menace czekały miliony fanów, oczekując po filmie godnego powrotu Gwiezdnych Wojen na ekrany kin. Wielu się zawiodło, jednak samo oczekiwanie przybierało niesamowite formy: ludzie chodzili do kina specjalnie żeby zobaczyć trailery, spędzali całe godziny przy modemach ściągając ich wersje elektroniczne, a później ustawiali się w kolejkach pod kinami całe tygodnie przed premierą. Mimo to, produkcja nie była okryta zbyt dużą tajemnicą: o nowych postaciach było wiadomo prawie wszystko, a każdy wiedział, że film zmierza ku przejściu Anakina na Ciemną Stronę Mocy i narodzenia się Imperium.
Teraz nie wiemy nic o postaciach, estetyce filmu, fabule, settingu. Wiemy, że pojawi się Han Solo, Chewbacca, R2 i C-3PO, Leia Organa i Luke Skywalker, ale... kim po 30 latach są te postaci? Czy Han i Leia są razem? Czy Han i Chewie nadal latają Sokołem? Czy Luke jest Mistrzem Jedi? Wiemy też, że oryginalne postaci mają zejść z drogi nowym, młodym bohaterom, o których nie wiemy absolutnie nic, nawet tego jak się nazywają!
Expanded Universe wytworzyło pewną koncepcję Galaktyki po Bitwie o Endor, opowiadając historie na 40 lat do przodu, jednak pozbawione zostało statusu kanonu, stąd nie możemy oczekiwać, że którekolwiek z pomysłów z EU zostaną zrealizowane. Czy Zakon Jedi nadal istnieje? Co z Imperium? Czy Republika została odbudowana? Co może zagrozić naszym bohaterom? Kim w końcu był Wybraniec i w jaki sposób przywrócił Równowagę Mocy?
Oczywiście jest to związane z dwoma kwestiami: faktem osadzenia Sequeli w nieznanym w kanonie okresie historycznym, a także niesamowitą aurą tajemnicy skrywającą proces produkcji nowych filmów. J. J. Abrams znany jest ze swojego radykalnego podejścia do kwestii otwartości związanej z fabułą czy postaciami produkowanych filmów, stąd jutro (albo dzisiaj w nocy) te 88 sekund będzie naszym pierwszym kontaktem z nowymi filmami. Po raz pierwszy w historii kinematografii teaser/trailer wyprzedzi oficjalne zdjęcia, czy nawet plakat!
Zresztą kto wie, czy tak będzie? Może nowy teaser będzie składał się z ujęć które nie znajdą się w filmie? W przypadku The Empire Strikes Back, pierwszy teaser składał się jedynie z concept artów, a teasery do filmów Abramsa przeważnie są oryginalnymi nagraniami (np. Star Trek, Super 8). Krążą plotki sugerujące krótkie ujęcia z nowego filmy rodem z teasera Attack of the Clones, ale kto wie, czy nie są one częścią całej kampanii dezinformacji, a jutrzejsza premiera zwali nas z nóg i zaskoczy czymś kompletnie innym?
Od jutra Star Wars nie będzie takie samo. Nic nie będzie takie samo.
Podoba mi się to i jestem niesamowicie podekscytowany czekaniem!
wtorek, 21 października 2014
Dziesięć książek które dużo dla mnie znaczą
Paula, moja szanowna koleżanka, wyzwała mnie w Facebook'owym łańcuszku do sporządzenia listy dziesięciu książek które są dla mnie ważne. Jako, że na Facebooku mało rzeczy wrzucam, a lista ta zginęłaby zapewne w odmętach nieskończenie długich tablic moich znajomych, podjąłem decyzję o zamieszczeniu jej tutaj.
Wybrałem dziesięć najważniejszych dla mnie książek, ale zamieszczam też całe cykle książkowe, ponieważ większość takich serii traktuję jako jedną spójną całość, a wybór konkretnego tomu przyprawiłby mnie o niepotrzebne dylematyzowanie i ból głowy. Kolejność nie ma znaczenia.
A więc... do dzieła!
1. Harry Potter - J. K. Rowling
Książki z którymi dorastałem, i które pokazały mi, że czytanie może być fajne. Każdy z tomów czytałem po kilkanaście razy! Po piąty i kolejne stałem o świcie w kolejce do księgarni. Myślę obecnie o powtórnym przeczytaniu całej serii, ale w oryginale po angielsku.
2. Wiedźmin - A. Sapkowski
Po pierwszy zbiór opowiadań sięgnąłem w gimnazjum. Zakochałem się. Drugi tom przeczytałem równie szybko, ale przy Krwi Elfów (pierwszy tom Sagi) zrezygnowałem. Ciężko mi powiedzieć dlaczego, ale wydaje mi się, że dla piętnastoletniego gówniarza taka literatura to zbyt dużo. Tak czy inaczej, do opowiadań, oraz całej Sagi, wróciłem w tym roku, i uważam wszystkie książki za arcydzieła. Kreacja świata, sposób prowadzenia historii, dialogi, postaci - rewelacja. Gdyby zakończenie było inne, nadal sikałbym pod siebie.
3. Zemsta Sithów - M. Stover
Adaptacja trzeciej części Gwiezdnych Wojen, która... przerasta swój pierwowzór. Przejście Anakina Skywalkera na Ciemną Stronę Mocy jest tutaj pokazane w sposób rewelacyjny, a poetyckie i filozoficzne wstawki tworzą z tej pozycji jedną z najbardziej emocjonalnie poruszających (przez tydzień nie mogłem się otrząsnąć!) jakie czytałem. Oglądanie Zemsty Sithów potem nigdy już nie było takie samo...
4. Rok 1984 - G. Orwell
Rewelacyjnie napisana, i bardzo przygnębiająca opowieść osadzona w świecie, w którym totalitarny system polityczny kontroluje każdy aspekt życia jego obywateli, włącznie z absurdalną manipulacją historią, i brutalnym pacyfikowaniem nieposłusznych. Bardzo mi było smutno kiedy ją czytałem, szczególnie, że wizja nie jest wcale aż tak oderwana od rzeczywistości (patrz: Korea Północna).
5. Zew Cthulhu - H. P. Lovecraft
Zbiór opowiadań grozy, który przeczytałem mniej więcej w czasach gimnazjum, i który kompletnie zawładnął moją wyobraźnią. Historie te są niesamowicie napisane, wywołują uczucie niepokoju, i zaskakują na każdym kroku. Dużo czasu minęło odkąd czytałem tę książkę po raz ostatni, ale ochota na sięgnięcie po nią ponownie rośnie z każdym dniem.
6. Zdrajca - M. Stover
Książka która zaskakuje bardziej niż uderzenie młotkiem przez naćpanego żula podczas porannego prysznicu. Książka ta jest częścią długiego, kilkunastotomowego cyklu Nowa Era Jedi, ale wysuwa się na przód jako najmroczniejsza, najbardziej szokująca i najbardziej wypełniona filozofią Mocy. Zawiera w sobie również najmocniejszą i najbardziej heroiczną scenę śmierci w historii całego EU Star Wars, oraz wprowadza postać której przedziwna i pokręcona filozofia rozumienia Mocy rzuca mrok na przyszłość całego uniwersum.
7. Życie i czasy Sknerusa McKwacza - D. Rosa
Rewelacyjny komiks, który musiał znaleźć się na tej liście, mimo, że nie jest do końca książką. Jest to długa opowieść o wujku Kaczora Donalda, Sknerusie. Śledzimy jego losy od czasów jego młodości w Londynie, aż po "współczesny" obraz zniszczonego przez doświadczenia starca. Klasyczny American Dream iści się tutaj w rewelacyjnych przygodach, przezabawnych sytuacjach, i smutnych momentach, a kreska, i wypełnione szczegółami kadry można podziwiać godzinami.
8. Bóg urojony - R. Dawkins
Książka, która przekonała mnie do tego, że porzucenie wiary katolickiej i nazwanie się ateistą nie jest niczym złym, wstydliwym, czy niepoprawnym. W sensowny, podparty bogatą argumentacją, zabawny i bystry sposób autor prowadzi nas przez różne kwestie związane z religią, głównie chrześcijańską, i pokazuje, że bóg jest faktycznie urojeniem, a określenie "ateista" brzmi dumnie.
9. Darth Plagueis - J. Luceno
Książka, która w rewelacyjny sposób splata ze sobą różne okresy historyczne uniwersum Gwiezdnych Wojen, oraz wyjaśnia skomplikowany polityczny schemat który doprowadził do upadku Republiki i narodzin Imperium. Rewelacyjnie się to czyta, a ilość nawiązań do szerszego EU niesamowicie bawi. Więcej: tutaj.
10. Wojna zombie - M. Brooks
Niezwykle wciągająca i przerażająca wizja świata pogrążonego w apokalipsie zombie, która zabiera nas w najróżniejsze zakątki Ziemi (i nie tylko), pokazując w jaki sposób z wirusem zmieniającym ludzi w krwiożercze trupy radziły sobie różne państwa i różni ludzie. Gratka dla fana klimatów postapokaliptycznych, zombie i polityki światowej.
I to wszystko. Dziesięć pozycji, z których wybraniem nie miałem żadnych problemów. Liczyć mogę tylko na to, że jeszcze jakaś książka (lub seria książek) tak mnie zaskoczy, że będę mógł pokusić się o dylemat "co też stąd wyrzucić".
piątek, 10 października 2014
sobota, 16 sierpnia 2014
Plotki o Episode VII, czyli szykowanie gruntu pod ubaw w Grudniu '15
Dzisiejszy dzień dostarczył nam masę nowych plotek i niepotwierdzonych informacji związanych z nadchodzącą kontynuacją Sagi Star Wars. Postanowiłem podsumować krótko wszelkie doniesienia związane z tym filmem, licząc na to, że post ten po premierze filmu będzie się czytało z uśmiechem politowania na ustach... Bądź zaskoczeniem z trafności.
Uwaga, potencjalnie spore spoilery!
Zacznijmy od tych bardziej wizualnych:
- TMZ swego czasu opublikował masę zdjęć z planu zdjęciowego z Abu Dhabi oraz studia Pinewood (po raz pierwszy ujrzeliśmy Sokoła Millenium)
- Wnętrze Sokoła mieliśmy okazję podziwiać całkiem niedawno
- IndieRevolver publikuje concept arty Hana Solo
- IndieRevolver przedstawia rzekomo concept art głównego złego części VII
- Różne źródła mówią od dawna o potencjalnym wyglądzie Szturmowców w VII, powstają oparte na tym grafiki, wycieka jednak również zdjęcie hełmu, prawdopodobnie rekwizytu filmowego
- [UPDATE 20.10.14] http://www.millenniumfalcon.com/ opublikował kilka dni temu 32 concept arty związane z pre-produkcją do VII. Kilkaset artów koncepcyjnych podobno krąży już od paru miesięcy (rzekomo wyciekły z serwerów Lucasfilmu), ale to pierwsza tura publicznego pokazania części z nich.
A teraz tych związanych z fabułą:
- Luke Skywalker od 30 lat jest rzekomo uwięziony, nikt go nie widział od czasów Bitwy o Endor
- Miejscem jego uwięzienia jest Mon Calamari/Dac, które przedstawiają wyspy Skellig
- Na wyspach Skellig kręcono rzekomo jedynie minutę materiału filmowego (Mark Hamill i Daisy Ridley), która ma zakończyć VII część
- Imperium istnieje obok Republiki (Zimna Wojna rodem z SWTOR?)
- Jedi nie istnieją, a popularne jest twierdzenie, że Luke był ostatni
- Pojawić się w filmie ma planeta będąca połączeniem lasu z klimatem polarnym (zgaduję, że to może być Belsavis)
- Mają pojawić się Piro-Szturmowcy z miotaczami ognia, siejący zamęt na wspomnianej Leśno-Lodowej planecie
- Mówiło się od dawna, że jedną z planet pojawiających się w VII jest właśnie planeta z SWTOR
- Admirał Ackbar ma się również pojawić
- Głównym motorem napędowym filmu będzie odcięta mechaniczna dłoń Luke'a, która spada na pustynną planetę (sic) razem z trzymanym mieczem świetlnym tegoż (wersja z RotJ, więc to nie ta z Bespin)
- Dłoń tą odnajdzie Szturmowiec-defektor, grany przez Johna Boyegę
- Zirytowana faktem jego ucieczki z sił Imperium, polować ma na niego zła pani oficer (grana przez Gwendoline)
- Gwendoline ma nosić posrebrzaną zbroję Szturmowca
- John Boyega, bądź Gwendoline, ma nosić zbroję umożliwiającą kamuflaż (stąd srebrne barwy?)
- Gwendoline podobno ma dzierżyć miecz świetlny, więc kto wie czy nie jest czymś w rodzaju super-Szturmowca rodem z concept artów McQuarriego do A New Hope
- Z pomocą Boyedze przyjdzie Daisy Ridley, córka Hana i Leii
- Daisy gra główną rolę w filmie
- Odnajdą oni miecz świetlny Luke'a i ruszą w podróż aby go odnaleźć
- Co do Hana, to będzie on oficerem Imperium/Republiki, dowodzącym Imperialnym Niszczycielem Gwiezdnym (razem z Chewbaccą)
- Niektóre plotki wskazują jednak, że Han jest prezydentem Republiki, inne, że jest nim Leia (po śmierci poprzednika)
- Sokół Millenium nie należy już do Hana, a lata nim postać grana przez Oscara Isaaca
- Mają pojawić się flashbacki powracające do czasów Wojny Domowej, w której przewinie się Darth Vader oraz Leia Organa (grana przez prawdziwą córkę Carrie Fisher)
- Dartha Vadera ma grać zawodnik MMA, Sheamus
- Głownym antagonistą będzie dawny uczeń Imperatora, oraz jego obecny podopieczny
- Mają oni być Inkwizytorami (bądź ten starszy może być dawnyn Inkwizytorem), bądź czymś w tym stylu, co rzekomo ma być nawiązaniem do Rebels, chociaż moim zdaniem to jedynie zbieg okoliczności i naciągana spekulacja (twórcy Rebels wydają się nie być przekonani do związku sezonu 1 Rebels z VII)
- Jeden z antagonistów ma być cyborgiem (pół twarzy mechaniczna)
- Dłoń tego cyborga ma być rzekomo przedstawiona na ostatniej kartkowej wiadomości od J. J. Abramsa (chociaż ludzie spekulowali też, że może to być ta spadająca na pustynną planetę)
- Republika ma prowadzić wykopaliska na jednej z neutralnych planet w poszukiwaniu antycznej broni, co doprowadzi do napięcia z Imperium (które również jest zainteresowane tematem, a trwa zimna wojna)
- Ta neutralna planeta to rzekomo miejsce narodzin Sithów - Korriban/Moraband?
- Lore związane z Sithami wskazuje na ich kilku-tysiącletnie tradycje, ze wskazaniem na dawnego lorda Sith, Dartha Ruina (uczeń tego obecnego Sitha bardzo się nim inspiruje, może mieć takie samo imię)
- Ruiny tej planety (Sith Homeworld) są centrum dowodzenia potężnej broni, która jest całą planetą
- Według innych źródeł, to na lodowej planecie ktoś buduje broń masowej zagłady
- Luke ratuje wszystko i wszystkich, ale igra z Ciemną Stroną
- [UPDATE 20.1014] Luke Skywalker ma mieć romans z Ciemną Stroną Mocy, a jedna z relacji wskazuje nawet, że to on jest złym cyborgiem. Na jego widok Daisy ma stracić wiarę we wszystko i również ulec złu. Brzmi depresyjnie, pomysł kontrowersyjny, ale ja osobiście jestem za jak największym kombinowaniem!
- [UPDATE 20.10.14] Od kilku miesięcy krąży plotka, że postać Daisy ma na imię Kira. To imię pokazywało się na jednej z przyczep podczas zdjęć w lesie, oraz przy relacjach z Abu Dhabi.
- [UPDATE 20.10.14] Krąży plotka, jakoby główny zły nie był jednak cyborgiem, ale wcieli się w nią aktor, którego nazwisko zaskoczy wszystkich.
Niektóre z tych informacji pojawiły się już dawno, nawet więcej niż rok temu. Kto wie, czy czegoś nie pominąłem - opieram się głównie na pamięci, a sporo tego się powoli nagromadza. Źródła są różne, są to zarówno dziennikarze filmowi którzy zajmują się takimi sprawami (mają kontakty i doświadczenie), jak i anonimowi "donosiciele". Większość z tych informacji pojawia się wielokrotnie w różnych źródłach (np. sporo ktoś wrzucił na 4chana bardzo dawno temu, co zostało zignorowane z oczywistych względów, jednak wiadomości z innych źródeł powtarzają to co tam zostało wypunktowane), ale może to być po prostu tak, że publikujący te scoopy powtarzają te same brednie które krążą między dziennikarzami czy nawet ludźmi pracującymi przy produkcji filmu (którzy mogą nie mieć bezpośrednio dostępu do scenariusza, ale "coś tam słyszeli"). Pewnie do drugiej połowy 2015 roku (trailery), czy nawet do dnia premiery filmu, nie dowiemy się jak celne są te plotki. Ja mam mieszane uczucia, szczególnie boli mnie brak Jedi, i fakt nieobecności Luke'a przez ponad 30 lat (jego przyjaciele, czy nawet Rebelia/Republika nie zainteresowały się tym zniknięciem?), ale z ostatecznym wyrokiem możemy jedynie czekać do premiery...
Update - 20.1014 - dodałem link do concept artów, oraz kilka plotek o których mi się przypomniało. Rewelacyjne podsumowanie dotychczasowych plotek znajduje się również tutaj.
niedziela, 27 lipca 2014
Ciasne Wojny
Mieliśmy książki, gry i komiksy osadzone w przeróżnych okresach, opowiadające najróżniejsze przygody rozmaitych postaci. Od czasów antycznych, przez kilkutysięczny okres istnienia (z przerwami) Starej Republiki, po odległe przygody potomków Luke'a Skywalkera i Leii Solo.
Po reboocie Odległej Galaktyki, z kilku tysięcy lat, pozostało nam ich około 60. Planety, rasy, koncepcje, organizacje - to wszystko w jakimś tam stopniu pozostanie, będzie wykorzystywane przez nowe źródła będące już oficjalnie częścią filmowego kanonu, ale poza byciem "źródłem inspiracji", historie w EU osadzone nie są niczym więcej. I tak, teraz nawet opowiadania w Insiderze są tak ważne jak Nowa Nadzieja.
Problem w tym, że zapowiedziane już jakiś czas temu książki i - dzisiaj - serie komiksowe Marvela są umieszczone w latach strasznie bliskich filmowym Epizodom. Ba, wszystkie trzy serie komiksowe dzieją się po Części IV! Pozostałe książki są albo bardzo ściśle związane z OT, albo z Rebels, ewentualnie są przerobionymi scenariuszami z anulowanego The Clone Wars. Nic, absolutnie nic nie wychodzi poza ramy filmów. Co za marnotrawstwo!
Nadchodząca gra Star Wars: Battlefront też nie daje nadziei, żeby cokolwiek się zmieniło. Wszystkie materiały jakie do tej pory widzieliśmy, są związane z Oryginalną Trylogią. Ile można? Już przy EU post-RotJ męczyła mnie nieśmiertelna Wielka Trójka, a ochoty po książki około-filmowe z tymi bohaterami nie miałem absolutnie ochoty sięgać. A teraz, po anulowaniu EU, dostajemy jedynie takie pozycje.
Jest to smutne, bo mimo mojej miłości do wszystkich części Star Wars, oczekuję po tak dużym świecie powiewu świeżości, nowych bohaterów, przygód osadzonych w różnych okresach historycznych, eksperymentów z konwencją. Zamiast historii odległych od siebie o tysiące lat, dostaniemy takie dziejące się tego samego miesiąca, odgrzewane kotlety i do bólu przemielonych bohaterów.
Nudy.
Mogę tylko liczyć na to, że to okres przejściowy, a po premierze nowego Epizodu, i wreszcie nowych stand-alones, NU (New Universe) zacznie eksplorować nowe tereny i motywy. To jednak odległa perspektywa - przez najbliższe półtora roku na horyzoncie nie pojawi się nic godnego uwagi.
środa, 2 lipca 2014
Gamingowe recenzje! Część I
Od pół roku, czyli mniej więcej od kiedy zakupiłem nowy komputer, oraz na moje konto zaczęła spływać regularnie kasa, trwa u mnie mania kupowania gier i kolekcjonowania ich na Steam oraz Origin. Chwytam zarówno wszechobecne bundle (tanie paczki kilku gier - głównie produkcji indie, oraz starszych pozycji) oraz aktywnie biorę udział w różnych wyprzedażach. Ta ostatnia, Steam Summer Sale, pozwoliła mi zakupić niesamowitą liczbę gier po bardzo okazyjnych cenach - zdobyłem między innymi dwie części The Witcher, dwie części Portal, Half Life 2 z obiema kontynuacjami, pierwszego Fallout, Payday 2 do grania po sieci, Garry's Mod, i kilka innych produkcji.
No i jako że gram teraz dużo i legalnie, a mojego wolnego czasu nie pochłania już tak bardzo Star Wars: The Old Republic, postanowiłem nadrobić gamingowe zaległości i opisywać wrażenia na Steam. Lubię pisać i grać, więc czemu by tego nie połączyć? Odsyłam więc do mojego profilu na Steam, a szczególną uwagę zwracam na następujące recenzje gier które ukończyłem niedawno:
- Half-Life 2
- Batman: Arkham Origins
- Alice: Madness Returns
- Alan Wake
- Alan Wake's American Nightmare
![]() |
| Alice: Madness Returns |
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Kotobukiya's Mara Jade Bishoujo Statue
Do mojej Jainy Solo dołączyła dzisiaj Mara Jade!
To druga figurka z serii Bishoujo japońskiej firmy Kotobukiya, i prawdopodobnie ostatnia szansa na sprawienie sobie fizycznej pamiątki związanej z Expanded Universe. Samo wykonanie stoi na tym samym poziomie co w przypadku Jainy, jednak jak na mój prywatny gust, figurka jest dużo lepiej zaprojektowana - sama postawa, przypominająca ustawienie Jedi Sage w SWTOR, jest dużo ciekawsza, a jej uchwycenie w ruchu perfekcyjne. Nie ma też tutaj wiecznego problemu "odpadającego" miecza który jest dość irytujący w przypadku Jainy. No i miłym dodatkiem jest możliwość customizacji figurki: mamy do wyboru dwa miecze świetlne, fioletowy i niebieski (czyli decydujemy z którego okresu jest to postać), oraz możliwość założenia długiej peleryny lub komina z goglami. Wybieram fiolet i pelerynkę.
A oto zdjęcia:
Po zdjęcia opakowania i figurki przed złożeniem, oraz może wygodniejsze przeglądanie tych zamieszczonych powyżej, odsyłam tutaj.
poniedziałek, 26 maja 2014
Rozmyślania na temat frekwencji
Jest mi bardzo przykro, że stało się tak jak się stało, chociaż wiem, że było to do przewidzenia.
23,82% frekwencji oznacza tylko tyle, że 3/4 dorosłych obywateli Polski albo kompletnie nie jest zainteresowana uczestniczeniem w demokratycznych mechanizmach obecnego systemu, albo jest tak rozczarowanych systemem, że nie wierzy w wartość swojego głosu i nie widzi żadnej perspektywy na zmianę.
Niezależnie od powodów, czy to się "nie chciało", czy źle się czuło, czy świadomie się wybory bojkotowało, wszyscy którzy nie głosowali przyczynili się do takiego wyniku wyborczego: faszysta Korwin zdobywa 7%. Mobilizacja gimbusów którzy osiągnęli już wiek wyborczy była do przewidzenia, jednak w przypadku gdyby więcej rozumnych istot poszło do urn, na pewno nie wysłalibyśmy do Europarlamentu tak prymitywnych jednostek o skrajnie prawicowych poglądach.
Nie było na kogo głosować? Ależ oczywiście, że było. Na karcie do głosowania znajduje się wiele komitetów wyborczych o których wcale się w mediach nie mówi, a na które można oddać swój głos, nie tylko spełniając swój obowiązek i zwiększając frekwencję, ale też dając znak, że nie godzi się na obecny stan rzeczy. Komitet na który głosowałem nie przekroczył nawet 1%, ale moje sumienie jest czyste. Skorzystałem z prawa do wypowiedzenia się, a Polska Partia Piratów ten jeden więcej (oby motywujący) głos otrzymała.
Wynik wyborów w innych krajach Europejskich jest podobnie niepokojący: do głosu dochodzi skrajna eurosceptyczna prawica, często mająca poglądy wręcz faszystowskie, rasistowskie, oraz używająca retoryki rodem z rynsztoka. Korwin-Mikke, chcący obalenia demokracji i zaprowadzenia prawicowej monarchii, otrzymał uwagę mediów i to było pewnie błędem, bo mimo, że powielało się jego krzyki o głupocie kobiet, czy "lewactwu" całego świata, to trafił on z tym do ponad pół miliona osób.
Teraz, dzięki temu, że ma uwagę mediów, oraz jest częścią systemu politycznego, w wyborach parlamentarnych w przyszłym roku może zdobyć kilka miejsc w Sejmie. Ludzie nie będą się bali tego, że ich głos jest "zmarnowany", a tendencja i prognoza nie jest dobra, bo wśród ludzi w wieku 18-25 lat miał on aż 30% poparcia. Co jest w głowach tych zakochanych w kapitalizmie i konserwatyzmie społecznym ludziach?
Oczywiście, że bezrobocie, brak perspektyw (80% młodych ludzi nie zastanawia się czy wyjechać z Polski, ale KIEDY), kryzysy ekonomiczne mają duży wpływ na radykalizację poglądów społecznych. Hitler otrzymał władzę w demokratycznych wyborach, także w rękach społeczeństwa jest wielka odpowiedzialność za to co się dzieje.
Pisałem już o tym, że system demokracji przedstawicielskiej nie jest perfekcyjny, ale nie głosując nie ma się żadnego wpływu na rozwój sytuacji. Oddaje się władzę w ręce innych, bardziej zmobilizowanych i radykalnych jednostek. Tak czy inaczej, każdy kto nie głosował właściwie pasywnie zgodził się na taki rozwój sytuacji. Mam nadzieję, że mentalna "gimbaza" do której trafia faszystowska retoryka Korwina-Mikke wyrośnie z tego typu poglądów, a za rok do urn pójdzie przynajmniej 60% wyborców.
wtorek, 20 maja 2014
Rozmyślania na temat systemu demokratycznego
Już w tę niedzielę wybory.
I mam z nimi problem taki sam jak z każdymi wyborami, nie ważne czy samorządowymi, prezydenckimi czy europejskimi. Głównym powodem jest fakt, że jako anarchopacyfista nie wierzę w skuteczność systemu demokracji przedstawicielskiej i bliżej mi do idei demokracji bezpośredniej, organizacji oddolnej, instytucji zdecentralizowanych. Mam więc dylemat natury moralnej - brać udział w mechanizmach systemowych które poddaję krytyce, czy nie?
Z drugiej strony mój anarchizm jest już mocno "stłamszony" przez obserwację realnej rzeczywistości. Moja wiara w społeczeństwo i jego zdolność do świadomych, uczciwych i pokojowych zachowań właściwie nie istnieje, a kierunek studiów które wybrałem pozwolił mi głębiej zanurzyć się w fakty prawne, oraz poznać bliżej mechanizmy które kierują systemem politycznym nie tylko naszego kraju, ale też Unii Europejskiej i - właściwie w głównej mierze właśnie - świata.
Trochę więc pogodziłem się z faktem życia w systemie demokracji przedstawicielskiej, chociaż ilekroć obserwuję kampanie wyborcze i ten populistyczny cyrk na uśmiechy oraz sławne nazwiska, tylekroć załamuję ręce nad beznadziejnością i brakiem sensu takiego systemu. Ale czy jest jakaś inna opcja, która dawała by ludziom szerokie możliwości posiadania wpływu na politykę, przy zachowaniu pewnego "porządku"? To straszne, ale właśnie w taki sposób uderzyłem we własne poglądy anarchistyczne...
Stąd też postanowiłem już jakiś czas temu, że anarchopacyfizm - jego podstawowe, wolnościowe i prospołeczne, założenia - zachowuję w sercu, natomiast w głowie kieruję się bardziej "przyziemnymi" ideami, związane głównie z szeroko pojętą lewicą, czyli bardzo liberalnym podejściem do spraw społecznych, oraz socjalistycznym i antykapitalistycznym spojrzeniem na kwestie gospodarcze.
Tylko teraz dochodzimy do kolejnych kwestii - próbę zmuszenia siebie samego do głosowania na partie polityczne, które chociaż może są blisko moich "przyziemnych" poglądów, to i tak nie reprezentują w pełni tego co myślę. Do tego fakt, że podczas kampanii wyborczych posługują się oni populistycznymi rozwiązaniami absolutnie zniechęca mnie do zakreślania kwadracików przy nazwiskach określonych list.
Przykład? Mógłbym głosować na SLD-UP, ponieważ są reprezentują oni liberalne spojrzenie na kwestie społeczne, oraz socjaldemokratyczne na sprawy gospodarcze, a sama Unia Pracy jest chyba najbardziej lewicową i pro-pracowniczą partią na polskiej scenie politycznej (głosowałem już kiedyś na nich), ale nie mogę się przemóc, żeby zagłosować na listę, na której jedynką jest celebrytka Weronika Marczuk (która na bliboardach oprócz swojej zadbanej buzi nie prezentuje żadnych merytorycznych haseł), mimo, że na drugiej pozycji znajduje się inteligentny i wykształcony nauczyciel akademicki, którego teoretycznie mógłbym poprzeć. Teoretycznie, bo jednocześnie poparłbym wtedy "jedynkę".
Na szczęście w Łodzi z list Komitetu Wyborczego Demokracja Bezpośrednia (brzmi nieźle) startują członkowie Polskiej Partii Piratów (jeszcze lepiej), więc to na nich oddam swój głos. Niestety będzie to w praktyce głos zmarnowany, gdyż nie zapowiada się, aby cieszyli się oni dużym poparciem, tak więc szanse na wejście przedstawicieli tego Komitetu do Europarlamentu są żadne. Taki niestety jest nasz system, w którym wygrywają piękne buzie mające zaplecze i pieniądze na liczne spoty i bliboardy, a sensowne programy polityczne obchodzą tylko bardzo nieliczną mniejszość głosujących.
I faktycznie smuci mnie fakt, że właściwie zdecydowaną większość naszego społeczeństwa wybory nie obchodzą (wg. sondaży wybory te mają mieć najniższą frekwencję w historii). Z drugiej chciałoby się wierzyć, że zagłosują chyba ci zainteresowani tematem polityki, czyli... teoretycznie, świadomi tego na kogo głosują. Ale czy demokracja w przedstawicielska, w której wybierani politycy mają tak niski poziom legitymizacji władzy, jest dobrym systemem? No i czy frekwencja i zainteresowanie społeczeństwa wyborami byłyby większe w systemie demokracji bezpośredniej, czyli takiej opartej na partycypacji i wyborach?
Nie jestem zwolennikiem wprowadzania kar za nie chodzenie na wybory - co jest popularne w niektórych krajach Europy zachodniej, gdzie często za brak uczestnictwa płaci się kilkaset euro kary - i faktycznie jestem świadomy tego, że w systemach politycznych które posiadają pewne elementy demokracji bezpośredniej - jak w Szwajcarii - ludzie są bardziej zainteresowani procesem rządzenia. Jest to spowodowane głównie tym, że kwestie które są poddawane pod referenda są żywo dyskutowane w mediach, więc ludziom ciężko jest uniknąć debaty publicznej, jednak mimo wszystko nie można być specjalistą od wszystkiego, i ludzie głosują na podstawie tego co mówią "autorytety" i "specjaliści", często bezmyślnie. A to już abstrahując od tego, o czym - i jak - się u nas w mediach mówi.
Nie jest też tak, że większość - która rządzi we wszelkich formach demokratycznych - ma zawsze rację. Potrzebne są zasady które zapewnią mniejszościom prawa do decydowania o sobie, ale po raz kolejny są na to jedynie dwa sposoby: albo ludzie (wszyscy) będą wierzyć w takie idee (anarchizm), albo wprowadzone zostaną odgórnie mechanizmy mające na celu zagwarantowanie mniejszościom określonych praw. Znowu, w praktyce, raczej mało popularne są partie które chciałyby w radykalny sposób tłamsić różne grupy ludzi (czyli dobrze), ale w teorii mogą one kiedyś dojść do władzy, co się zdarza chociażby przy okazji kryzysów ekonomicznych (przykład: Hitler i NSDAP).
Więc znów, w teorii, demokracja przedstawicielska jest na tyle elastyczna, że w wyborach do Europarlamentu są partie eurosceptyczne chcące obalenia Unii Europejskiej, więc system sam w sobie jest zdolny do transformacji. Często jednak, w praktyce, ludzie głoszący wzniosłe - radykalne czy nie - idee po dojściu do władzy niekoniecznie kierują się hasłami wyborczymi i interesem ludzi którzy na nich głosowali. Ba, to wręcz jeden z charakterystycznych elementów demokracji przedstawicielskiej - politycy myślą o ludziach (nie zawsze, ale najczęściej) jedynie przy okazji wyborów, po czym biorą pensję za nierzetelną pracę. Dlatego potrzebne są mechanizmy które umożliwiłyby odwoływanie deputowanych.
To też nie jest domena demokracji przedstawicielskich, że politycy po dojściu do władzy zapominają o wyborcach. Mówi się, że władza deprawuje, i coś faktycznie w tym jest. Stąd słabością anarchizmu jest fakt, że zawsze mogą pojawić się jednostki chcące więcej dla siebie - chciwość to naturalna wada człowieka. Przykładem mogą być komuniści w Rosji, którzy doszli do władzy w wyniku rewolucji, ale zamiast wprowadzać idee komunizmu w życie, zrobili z kraju twór totalitarny, nie różniący się zbytnio od faszyzmu.
Mógłbym teraz wysunąć wniosek, że nie powinniśmy poddawać krytyce systemów politycznych, ale ludzi i ich naturę. Byłoby to jednak dość pesymistyczne i absolutnie zaprzeczałoby mojej wierze (marzeniu?) w to, że kiedyś - w sposób naturalny, ewolucyjny - na świecie zapanuje anarchizm i pokój między wolnymi jednostkami. Jestem więc pełen sprzeczności i wewnętrznej walki. Poddawanie w wątpliwość własnych idei jest jednak chyba dobre i świadczy o inteligencji, tak więc chciałbym, żeby więcej ludzi - a tym bardziej polityków - było w stanie poddawać swoje poglądy krytyce.
Ten temat to temat rzeka. Abstrahując już od samych kwestii systemowych, pozostaje ta związana z poglądami partii które kandydują w nadchodzących wyborach. Nie jest jednak zamienić tego posta w krytykę prawicy, konserwatyzmu i eurosceptycyzmu, wchodzić w szczegóły związane w zasady funkcjonowania Unii Europejskiej, ani atakować poszczególnych partii i polityków z którymi się nie zgadzam i raczej na pewno nigdy nie zgodzę. Właściwie właśnie chciałem pisać o wyborach do Europarlamentu i na tym się skupić, ale przemyślenia na temat systemu demokratycznego jakoś we mnie tkwiły i same z siebie wypłynęło, więc niech tak też pozostanie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















